Cztery lata po zaginięciu mojego męża Jasona, który zniknął podczas samotnej wędrówki, zaczęłam powoli przyzwyczajać się do jego nieobecności.

Zmagał się z depresją przez długi czas przed tym, gdy wyjechał, mówiąc, że potrzebuje samotności z naszym psem, ScoutemObiecał, że wróci, ale nigdy nie powrócił.
Na początku sądziłam, że po prostu się zgubił lub doznał jakiegoś wypadku. Grupy poszukiwawcze przeczesywały okoliczne góry, a nasi przyjaciele pomagali w poszukiwaniach, ale dni przeradzały się w tygodnie, a po nim nie było śladu. Z czasem zaczęliśmy obawiać się najgorszego. Kilka miesięcy później ogłoszono jego śmierć prawnie. Życie musiało toczyć się dalej, ale bez niego wszystko wydawało się puste.

Z biegiem czasu starałam się zachować pamięć o nim dla naszych dzieci. Jego buty nadal stały przy drzwiach, a ja opowiadałam im historie o ich tacie. Nocami, gdy byłam sama, pozwalałam sobie na wspomnienia i zadawanie sobie pytania, czy mogłam coś zrobić inaczej tego dnia.

Aż pewnej soboty Scout wrócił. Chudy i brudny, trzymał w pysku starą kurtkę Jasona. Serce biło mi szybciej, pełne nadziei i strachu, gdy podążałam za psem do lasu. W końcu dotarłam do ukrytej chaty, gdzie znalazłam Jasona — żywego, zmienionego, mieszkającego z inną kobietą. Jego słowa mnie zniszczyły. Wybrał wolność, porzucając rodzinę, a ja w tej chwili zrozumiałam, że muszę ruszyć do przodu. Jason zniknął, a teraz nadszedł czas, by wybrać nową drogę, zarówno dla siebie, jak i dla naszych dzieci.