Apokaliptyczny pożar w Los Angeles: iskra na podwórku zapoczątkowała ogień, który zniszczył 20 mil kwadratowych rezydencji w kilka godzin i wciąż pozostaje nieopanowany

We wtorkowy poranek transmisje z kamer pokazały dramatyczne sceny: niewielka iskra, która zaczęła się od szarego dymu, szybko przerodziła się w niszczycielski pożar. Wystarczyło kilka minut, aby płomienie ogarnęły suche rośliny i krzewy, tworząc gęstą chmurę dymu widoczną z odległości wielu kilometrów.
„Ogień rozprzestrzenia się w tempie, którego nigdy wcześniej nie widzieliśmy. To sytuacja bez precedensu” – podkreśliła Kristin Crowley, komendantka Straży Pożarnej w Los Angeles. Prognozy na najbliższe dni są równie niepokojące – trudne warunki pogodowe niemal uniemożliwiają opanowanie sytuacji.
Według oficjalnych danych ewakuacją objęto już ponad 179 tysięcy mieszkańców hrabstwa Los Angeles. Kolejne 200 tysięcy pozostaje w stanie podwyższonej gotowości, co oznacza, że mogą zostać zmuszeni do opuszczenia swoich domów w każdej chwili – poinformowało BBC.

Pożar zebrał tragiczne żniwo: co najmniej pięć osób straciło życie, a dziesiątki zostały ranne. Największy ogień, nazwany Palisades, pochłonął tysiące domów, firm i innych budynków w południowej części Los Angeles.
Obecnie w rejonie miasta szaleje pięć niezależnych pożarów.
W rozmowie z komikiem Samem Morrilem popularny podcaster Joe Rogan przytoczył ostrzeżenie strażaka z Los Angeles. „Powiedział mi, że kiedyś nadejdą idealne warunki – właściwy wiatr i sucha pogoda – a wtedy pożar przejdzie przez całe Los Angeles aż do oceanu. Nic nie będziemy mogli na to poradzić” – wspominał Rogan.

Specjaliści wskazują, że oprócz niekorzystnych warunków atmosferycznych, kluczową rolę odgrywają zmiany klimatyczne.
„Wzrost temperatur, przedłużające się susze oraz wysuszone powietrze znacząco zwiększyły ryzyko pożarów na zachodzie Stanów Zjednoczonych” – zaznacza National Oceanic and Atmospheric Administration.
Eksperci cytowani przez Daily Mail zwracają uwagę, że zeszłoroczne intensywne opady związane z El Niño przyczyniły się do bujnego wzrostu roślinności w rejonie Los Angeles. Obecnie, po miesiącach suszy, roślinność ta stała się łatwopalnym paliwem dla pożarów.
Sytuację dodatkowo pogarszają gorące, suche wiatry Santa Ana, nazywane lokalnie „diabelskimi wiatrami”. Wieją one z północnego wschodu w głąb lądu, w przeciwieństwie do chłodniejszych bryz znad Oceanu Spokojnego, które zwykle przynoszą ulgę mieszkańcom regionu.
Podziel się tym artykułem z bliskimi i znajomymi, aby zwiększyć świadomość na temat tej katastrofy.