Jestem dzieckiem lat 90-tych. Miałem wspaniałe dzieciństwo, mimo trudnej sytuacji finansowej w kraju i w naszej rodzinie

Pamiętam każde Boże Narodzenie. 30 grudnia z tatą ubieraliśmy choinkę. Kiedy odwracałem wzrok lub się rozpraszałem, tata sprytnie wkładał czekoladki, a ja z zachwytem zastanawiałem się, jaki sprytny jest Święty Mikołaj. Cieszyliśmy się z małego zestawu puzzli, który układaliśmy i rozkładaliśmy tyle razy, ile się dało, z tą samą radością, jak za pierwszym razem – to był wspaniały prezent na Boże Narodzenie.

Święta spędzaliśmy w gronie dużej, zjednoczonej rodziny, nikt nie chwalił się nowym telefonem czy samochodem. Wszystko było proste i szczere. Teraz, kiedy mam wszystko – drogi telefon, samochód, mieszkanie – brakuje mi najważniejszego: tej dużej, zjednoczonej rodziny.

Piszę to z łzami w oczach, ponieważ choć mam teraz wiele rzeczy, których kiedyś pragnąłem, nic nie jest w stanie zastąpić tej rodzinnej ciepłoty i szczęścia, które kiedyś nosiłem w sercu.