Tajemnica Sprzątaczki: Jak Alina Woroncowa Uratowała Imperium Swojego Ojca

Tajemnica Sprzątaczki: Jak Alina Woroncowa Uratowała Imperium Swojego Ojca

Alina siedziała w wygodnym biurze swojego ojca, kartkując dużą teczkę z raportami. Na zewnątrz lekko padał deszcz, a pokój pachniał kawą i starymi książkami.

— Tato, co się dzieje z firmą? Dlaczego wszystko idzie tak źle? — zapytała, odkładając dokumenty na bok. Oleg Pietrowicz, jej ojciec, usiadł w fotelu i patrzył zamyślony w sufit. — Ach, córeczko, to cała historia. Dziesięć lat temu moja siostra poprosiła mnie, żebym znalazł pracę dla jej syna, Dima. Mówiła o nim, jak o jakimś guru, twierdząc, że jest utalentowany, ale niesprawiedliwie traktowany. Zgodziłem się, żeby nie zepsuć relacji. Dałem mu tę firmę — wtedy była jeszcze mała. Ty, pamiętasz, wyjechałaś na studia do Londynu.

Zrobił łyk kawy i dodał:

— Na początku wszystko szło dobrze. Dima okazał się zdolny, miał ambicje. Rozszerzyliśmy działalność, firma rosła. Ale potem coś wydarzyło się w ich rodzinie — to było rozwód czy jakiś skandal. Dima rzucił wszystko i zniknął. A moja siostra od razu wprowadziła swojego nowego męża, Grigorija. Twierdziła, że on rozumie wszystko i jest mózgiem za sukcesem Dima. Oleg Pietrowicz pokręcił głową.

— A potem zaczęło się piekło. Byłem zajęty innymi sprawami, nasze filie na południu rozwijały się w zawrotnym tempie, więc przegapiłem moment. Teraz widzę, że łatwiej będzie sprzedać ten chaos, niż go naprawić.

Alina zmarszczyła brwi:

— Tato, spróbujmy to uratować. Daj mi szansę. Jeśli uda mi się uratować firmę, będzie moja?

Oleg Pietrowicz uniósł brwi w zdumieniu:

— Lino, dlaczego miałabyś to robić sobie? Weź którąś z innych stabilnych firm, które mamy, przekażę ci ją z radością.

— Nie, — odpowiedziała stanowczo Alina. — Chcę udowodnić, że mogę zrobić to sama. Od zera.

Jej ojciec uśmiechnął się, jego oczy zaświeciły się z dumą.

— Dobrze, córko, podoba mi się twoje podejście. Jesteś moją córką — uparta i z charakterem. Ale uważaj, to nie będzie łatwe.

Alina zaśmiała się:

— Tato, mam 29 lat, pracowałam przez trzy lata w międzynarodowej firmie doradczej. Myślę, że dam radę. — A co powie mama? — zapytał, z lekkim zmartwieniem w głosie.

Alina uśmiechnęła się figlarnie:

— Może porozmawiasz z nią ty? Bo mnie to przeraża.

Oleg Pietrowicz westchnął teatralnie:

— I znów ja mam to naprawiać. Ale dla ciebie, córko, zrobię to.

Minął tydzień. Alina, ubrana w prosty strój sprzątaczki, zamiatała podłogi w biurze, starając się pozostać niewidoczna. Milczała, obserwowała i wyciągała wnioski. Obraz był przygnębiający: dyrektor, Grigorij Iwanowicz, był nie tylko niekompetentny — był katastrofą na dwóch nogach. Jego polecenia były absurdalne, decyzje chaotyczne, a styl zarządzania ograniczał się do krzyków i gróźb. Finanse firmy były w kryzysie, a Alina podejrzewała, że problem nie tkwił tylko w jego głupocie.

— Hej, ty! — krzyknął Grigorij, prawie potykając się o wiadro. — Co to za bałagan? Zbierz to natychmiast!

Alina, nie podnosząc wzroku, mruknęła:

— Przepraszam, myślałam.

Wzięła wiadro, ale Grigorij stanął jej na drodze.

— Dokąd się wybierasz? Nie kazałem ci niczego robić! — jego twarz była czerwona od złości. Alina powoli podniosła wzrok i spojrzała mu prosto w oczy.

— Czyli teraz nie mogę zrobić nawet kroku bez waszej zgody?

W sali zapadła cisza. Pracownicy podglądali zza ekranów swoich komputerów. Grigorij niemal udusił się ze złości.

— Wiesz, z kim rozmawiasz? Ja tu jestem panem i bogiem! — jego głos zabrzmiał jak wrzask.

— A w toalecie też muszę pytać o zgodę? — zapytała niewinnie Alina.

Ktoś w rogu nie mógł powstrzymać się od śmiechu. Grigorij obrócił się, ale wszyscy natychmiast wrócili do patrzenia w ekrany. Kiedy się odwrócił, Alina zniknęła, zostawiając go w furii.