Rozwiedziemy się

Michał otworzył drzwi i zamarł. Nie spodziewał się zobaczyć swojej żony o takiej porze. Zaskoczenie było tak wielkie, że nawet nie pomyślał, by zaprosić ją do środka. Przez chwilę tylko stali w milczeniu, patrząc na siebie.
– Mogę wejść? – zapytała chłodno Olga.
– Tak, oczywiście – otrząsnął się Michał i odsunął się, by mogła wejść do przedpokoju.
Zastanawiał się, co ją tu sprowadza o dziesiątej wieczorem. Przyszła, żeby się pogodzić? Czy może w innej sprawie?
– Myślałam, że nie otwierasz, bo jesteś z jakąś inną – powiedziała z gorzkim uśmiechem Olga, zdejmując buty. – Masz kogoś? Czy jednak nie?
– Nie… naprawdę nie mam – wymamrotał zakłopotany Michał, rozglądając się nerwowo.
– No dobrze. Może przynajmniej zaproponujesz mi herbatę? Musimy poważnie porozmawiać.
– Jasne. Chodźmy do kuchni.
– Nawiasem mówiąc – zauważyła, rzucając mu uważne spojrzenie – widzę, że wreszcie odkładasz buty na miejsce. Jak mieszkaliśmy razem, nigdy tego nie robiłeś. Samotność cię zdyscyplinowała?
Michał chciał odpowiedzieć, że to nie z tego powodu, ale Olga już szła w stronę kuchni.
Gdy tylko usiedli, do kuchni weszła kotka. Usłyszała głosy i przyszła sprawdzić, kto przyszedł o tej porze. Najpierw spojrzała na Michała, potem na nieznajomą kobietę – i z niewiadomego powodu uznała ją za swoją. Podeszła spokojnie do miski, w której zostało trochę jedzenia.

– Masz kota? – zapytała Olga z półuśmiechem.
Michał przytaknął nieśmiało.
Olga wiele razy proponowała, żeby wzięli jakieś zwierzę, ale on zawsze odpowiadał, że nie ma to sensu.
– Lepiej kot niż kochanka – rzuciła z ironią. – Ale co się zmieniło? Nigdy nie lubiłeś zwierząt.
– Sama przyszła. Zobaczyłem ją przed supermarketem. Usiadła przy samochodzie i patrzyła na mnie takim smutnym wzrokiem. Chciałem ją tylko nakarmić, ale lunął deszcz i zabrałem ją do domu.
– Nie poznaję cię.
– Myślałem, że zostanie tylko na jedną noc. Ale została na dłużej.
Nie powiedział jej, że tej pierwszej nocy opowiadał kotce o niej. O swojej żonie. O kłótniach i o tym, jak bardzo mu jej brakowało.
– Dobra robota – powiedziała Olga, głaszcząc kotkę po głowie. Potem spojrzała na Michała. – Jest ładna. Teraz mogę być spokojniejsza o ciebie. Martwiłam się, jak sobie radzisz sam.
– Szczerze? Ciężko…
– Wiem, mnie też nie było łatwo. Ale teraz masz kota. A ja… powiedz, jak się nazywa?
– Jeszcze jej nie nadałem imienia.
– Typowe dla ciebie. Pamiętasz, jak pytałam, jak nazwalibyśmy nasze dziecko? Ty patrzyłeś wtedy w ekran, oglądałeś mecz i nic nie powiedziałeś. Potem już nie wróciliśmy do tej rozmowy. Szkoda. Nie rób tego samego z kotem. Jak długo już ją masz?
– Cztery tygodnie.
– Serio? Cztery tygodnie? Ciekawe… bo ja też mam coś, co ma dokładnie cztery tygodnie.
– Co masz na myśli?
– Naucz się czytać znaki, Michał – powiedziała z tajemniczym uśmiechem. – Jestem w ciąży. Ale to niczego między nami nie zmienia.
– Co? I mówisz, że to nic nie zmienia?
– Byliśmy razem dwa lata. Co osiągnęliśmy? Ostatnie miesiące nawet ze sobą nie rozmawialiśmy. Ty w pracy, ja sama w domu. Chciałam odrobinę uwagi.
– Zmienię się. Obiecuję.

– W łóżku było dobrze – powiedziała Olga – ale poza nim? Byliśmy sobie obcy. Nie mogę tak dłużej. Wychowam dziecko sama. Nie przejmuj się.
– Proszę, nie…
– Sam mówiłeś, że to nie jest odpowiedni moment na dziecko. Że najpierw musimy się sobą nacieszyć. No to teraz się ciesz. Ja… ja się rozwodzę.
Michał nie potrafił nic powiedzieć. Kochał Olgę. Nie wyobrażał sobie życia bez niej. To był los, że się spotkali. Tego ranka, gdy zobaczył ją po raz pierwszy, przejechał na czerwonym świetle, a ona przechodziła przez jezdnię. Zdążył zahamować w ostatniej chwili.
Krzyczała na niego, gestykulowała. A on tylko patrzył i wiedział: to będzie moja żona. Nie przez krzyk – przez piękno. Była delikatna. Chciał ją chronić.
– Michał, słyszysz mnie? Powiedziałam, że się rozwodzę. Idziemy do urzędu za tydzień?
– Co? – wyrwał się z zamyślenia i spojrzał na nią.
– Znowu uciekłeś myślami. Nieważne. Jak nie pójdziesz, złożę pozew sama.
– Może spróbujemy jeszcze raz?
– Nie. Mam dość. Byłam samotna, nawet gdy byłeś obok. Teraz przynajmniej nie będę sama. Będę miała dziecko. Jeśli chcesz być obecny w jego życiu – nie zabronię. Ale my – to już przeszłość. Nie ma “nas”. Jestem ja i jesteś ty.
Olga wstała od stołu i poszła w stronę wyjścia. Michał szedł za nią w milczeniu. Chciał ją zatrzymać, ale nie wiedział jak. Nie chciał wyjść na żałosnego. I nie chciał jej stracić.
„Może uklęknę?” – pomyślał. I gdy już miał to zrobić…
– Gdzie są moje buty, Michał?
Spojrzał na podłogę – nie było ich tam.
Olga szybko otworzyła szafkę z butami i spojrzała na niego podejrzliwie.
– Schowałeś je? Po co? To jakiś żart?
– Nie ruszałem ich. Przysięgam.
– Co? Uważasz, że sama je schowałam, gdy mnie obserwowałeś?
– Nic takiego nie powiedziałem! Ale nawet nie wychodziłem…
– Właśnie – powiedziała Olga.
Michał rzeczywiście jej nie spuszczał z oka ani na chwilę. Więc gdzie się podziały buty? Odeszły same?
– Mam wyjść boso? – zapytała zła Olga.