TELEFON
– Chcę jeść – pomyślała Kszusa – naprawdę bardzo chcę.
To pragnienie nie było nowe. Było prawie ciągłe przez ostatnie trzy tygodnie. Od kiedy straciła swój dom.
Jak to się stało? Nie wiedziała. Wszystko było dobrze. Żyła jak królowa, odmawiała wszystkiego.
Jej pani nie dawała jej suchego jedzenia – wyobraź sobie! To było dla niej trucizną! Chciała tylko świeże jedzenie, mięso, ser, witaminy, nic innego!
A potem, pewnego pechowego dnia, Kszusa obudziła się i zobaczyła swoją miskę pustą. Kotka była zaskoczona, poczekała chwilę, potem się zezłościła… ale nikt jej nie pomógł, cały czas była głodna. Usłyszała telefon dzwoniący w pokoju pani, raz, potem znowu.
Kszusa postanowiła sprawdzić, co się dzieje i weszła do pokoju. Zobaczyła swoją panią leżącą na podłodze. Wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi, drzwi się otworzyły i weszli ludzie. Zabrali jej panią daleko. Od tego czasu jej nie widziała.
Drzwi zamknęły się gwałtownie. Została sama w mieszkaniu. Była głodna.
Miała wodę, ale było jej mało – i nigdy nie wystarczało!

Później, na ulicy, Kszusa zrozumiała, że nawet woda to skarb. Kiedy szukała w śmieciach, znajdowała trochę świeżego chleba… żadnej kałuży… i coraz bardziej chciała pić… ale wtedy dalej siedziała sama w domu i płakała, prosiła o jedzenie. Ale nikt nie przyszedł.
Piątego dnia znowu przyszli nieznajomi ludzie. Kszusa myślała, że w końcu ją nakarmią. Pobiegła do nich, miauczała. Ale oni odwrócili się plecami. Miauczała jeszcze raz – tym razem nie złościwie, lecz błagalnie. Jeden z ludzi pochylił się do niej, pogłaskał ją po futrze i pokazał drugiemu.
– Kotka babci. Co z nią zrobić?
– Wyrzuć ją, porzuciła ją!
Mężczyzna otworzył drzwi i wyrzucił ją na korytarz.
Kszusa była w szoku. Głodna, przestraszona, schowała się w kącie. Nie rozumiała. Cały dzień siedziała tam, płakała, bardzo płakała.
Na pierwszym piętrze drzwi się nie otwierały. Kszusa myślała, że zostanie w środku, ale wyszedł śpiący mężczyzna, chwycił ją i wyrzucił z korytarza na ulicę. W ciemności.
Została sama w świecie, którego nie znała, który wcześniej oglądała tylko przez okno.
Myślała, że nie ma czego się bać. Była głupia, bo zrozumiała, że może się bać. Jeszcze bardziej.
Wypiła trochę wody. Ciężko było znaleźć małą kałużę. Woda śmierdziała źle, ale to była woda! Kszusa piła. Potem poczuła nieprzyjemny zapach – to zapach wyrzuconego jedzenia. Była głodna od tygodnia. Uderzyła kamień. Pragnienie trochę minęło.
Wtedy usłyszała warczenie innego kota. Zaczęła machać ogonem agresywnie, przygotowując się do ataku na przeciwnika, który odważył się wejść na jej teren. Kszusa się przestraszyła i cofnęła.
Potem przyszły psy, schowała się za drzewem. Ludzie, zirytowani jej płaczem, rzucali kamieniami. Jak to przetrwała? Nie wiedziała. Jak długo wytrzyma? Nie miała odpowiedzi.
Jej lśniące futro stało się brudne i matowe. Chciała tak bardzo pić, że nie mogła wyjść. Brud przykleił się do niej. Raz weszła na szkło. Od tamtej pory jej język zaczął krwawić.
Kszusa nie miała znaczenia, czy żyje czy umiera.

Dotarła do parku. Tam było mniej kotów niż koło domów, ale ludzie wyprowadzali psy, więc musiała często wspinać się na drzewa. Wieczorem jednak znajdowała resztki jedzenia na ławkach.
Dzisiaj na przykład ukryła się za drzewem, żeby uniknąć dużego psa, spędziła tam pół dnia, a teraz chciała jeść i pić.
Ostrożnie zeszła z kryjówki i poszła w stronę parku. Na początku nie miała szczęścia, ale znalazła kawałek chleba i trochę kiełbasy. Zjadła szybko, zakaszlała i rozejrzała się za siebie.
Problem rozwiązany. Teraz chciała wody. Spojrzała na miejsce, gdzie ludzie pili w ciągu dnia, może zostawili trochę wody na ziemi. Jeśli miała szczęście, woda jeszcze się nie wchłonęła.
Wtedy usłyszała jęk. Człowiek upadł. Kszusa odwróciła się plecami – bolała ją tak bardzo obcych. Ale jęk się powtórzył. Postanowiła zobaczyć, co się dzieje.
Ostrożnie podeszła do dźwięku. Obok ławki, gdzie znalazła jedzenie, starszy mężczyzna leżał na trawie. Kszusa go obeszła. Jego oczy były zamknięte. Jęczał. Kszusa na pewno zrozumiała, że człowiek jest za słaby, by ją skrzywdzić, i podeszła bliżej. Pochyliła pyszczek nad jego twarzą i powąchała. Potem zobaczyła przedmiot na trawie, który wydał jej się znajomy.
Jej pani używała tego, gdy czegoś potrzebowała. Człowiek upadł, przedmiot wypadł mu z ręki i teraz leżał daleko.
Przedmiot był zardzewiały. Kszusa podskoczyła bliżej, mężczyzna poruszył się boleśnie, lekko otworzył oczy, próbował coś chwycić, ale nie udało mu się.
Wtedy zobaczył kota stojącego obok i uważnie go oglądał.
– Kotku, pomóż mi! – powiedział człowiek, próbując chwycić telefon na trawie.
Kszusa zrozumiała – człowiek potrzebował tego przedmiotu, ale nie mógł się ruszyć. Kotka pomyślała, podeszła i łapką popchnęła przedmiot, aż mężczyzna go złapał.
Telefon znów zadzwonił. Człowiek odebrał.
– Tato, gdzie jesteś? Dlaczego nie odbierałeś?
– Córko, jestem w parku przy dużych kwiatach. Upadłem. Nie mogłem sięgnąć po telefon.
– Tato, biegnę, trzymaj się.
Człowiek położył się na trawie.
– Dziękuję, kotku! – powiedział do Kszusy. – Uratowałaś mi życie!
Wtedy usłyszał hałas ludzi i schowała się. Wróciła do najważniejszego – nie miała czasu pić. Ani zjeść wystarczająco.
Minęły dni. Kszusa została w parku. Żyła tylko na jeden dzień więcej. W dzień siedziała między drzewami, w nocy schodziła szukać jedzenia. Pewnego razu padało. Przemokła, zmarzła, ale łatwiej było znaleźć wodę.
Tydzień później nagle usłyszała znajomy głos.
– Tu upadłem, a kotka tu była.
– Tato, powinieneś był odejść dużo wcześniej!
– Wiesz, Marino, wydawała się spokojna. To chyba kotka babci. Spróbujmy ją znaleźć.
Człowiek i młoda kobieta zaczęli ją wołać – miau-miau-miau.
Kszusa słuchała. Ale nie spieszyła się, by podejść.
Człowiek zaczął coś mówić. Kszusa słyszała jego głos. Dawno nie słyszała tak pięknego głosu! Nie rozumiała słów, ale ton! Tak mówiła do niej pani, kiedy chciała dać jej coś pysznego.
Kszusa słuchała i zdecydowała się wyjść z kryjówki.
Człowiek to zauważył.
– Marino – powiedział – uważaj, żeby jej nie przestraszyć.
Powoli zaczął się zbliżać do Kszusy, potem wyjął z kieszeni woreczek z jedzeniem i otworzył go, to nie były trawy.
Kszusa nie jadła od miesiąca i nigdy nie widziała takiego jedzenia! Jej nos wyczuł zapach i nie mogła się oprzeć, by się nie zbliżyć. W kilka minut jedzenie zniknęło. Kszusa westchnęła – jakie to pyszne! Czemu nie znała tego wcześniej?
Człowiek pochylił się i wyciągnął rękę.
– Mój kotku, moja słodka, dziękuję, że uratowałaś mi życie! Chodź ze mną, nie skrzywdzę cię. Chcesz ze mną żyć?
Człowiek mówił inaczej, Kszusa słyszała tylko jego głos! Odrzuciła ze swej drogi wszystkie strachy, głód i pragnienie. Była bezpieczna.