Murphy, białogłowy orzeł, od kilku dekad, od lat 90., mieszka w chronionym rezerwacie. Z upływem czasu coraz silniej odczuwał samotność i zaczął zachowywać się coraz dziwniej: zaczął wysiadywać okrągły kamień, jakby był jajkiem. Ta niezwykła sytuacja trwała kilka miesięcy, aż pracownicy rezerwatu podjęli decyzję – kamień wymieniono na prawdziwe jajko białogłowego orła, zamontowano kamery i zaczęto obserwować wydarzenia.

Murphy trafił do rezerwatu z uszkodzonym skrzydłem, które mimo troskliwej opieki nigdy nie w pełni się nie wyleczyło. Przyzwyczaił się do obecności ludzi, ale nie potrafił przezwyciężyć uczucia samotności.

Okazało się, że spotkał swoich pobratymców zbyt późno i nie nauczył się, jak prawidłowo nawiązywać kontakt z innymi ptakami. Być może dlatego wymyślił sobie dziwną namiastkę – zamiast jajka wysiadywał kamień w gnieździe, szczerze licząc na przyjście potomstwa.

W naturze białogłowe orły dzielą się obowiązkami rodzicielskimi, więc zachowanie Murphy’ego, choć nietypowe, w zasadzie odpowiadało naturalnym instynktom gatunku. Jednak uczucie samotności było zbyt silne – Murphy pragnął własnego stada.

Kiedy opiekunowie zauważyli rosnący niepokój i rozczarowanie ptaka, postanowili interweniować. Dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności inny białogłowy orzeł opuścił swoje gniazdo, zostawiając w nim jajko. Opiekunowie ostrożnie usunęli kamień z gniazda Murphy’ego i w jego miejsce położyli to jajko.

Po kilku dniach wykluł się pisklak, a Murphy od razu zaczął zachowywać się jak troskliwy ojciec. Opiekował się malcem, wykazywał się wzorową rodzicielską postawą i sprostał wszystkim obowiązkom.
Gdy mały orzeł wzmocni się i osiągnie odpowiedni wiek, planowane jest jego wypuszczenie na wolność, by mógł powrócić do dziczy. Murphy jednak prawdopodobnie pozostanie w rezerwacie – tam, gdzie w końcu odnalazł swoje miejsce i gdzie jego życie nabrało nowego sensu jako troskliwego rodzica.