Przestępcy obserwowali tę okolicę już kilka dni. Śledzili każdy ruch, zapisywali, kiedy zapala się światło, kiedy gaśnie, kto wychodzi, a kto przychodzi.

Ich cel był prosty — dom na skraju ulicy, stary, obdrapany, z wyblakłą niebieską ramą w oknach. Mieszkała tam starsza kobieta, o której niewielu wiedziało. Ale złodzieje wiedzieli więcej, niż powinni.
Sąsiedzi przez głupotę wygadali, że staruszka ma syna, który mieszka daleko, ale co miesiąc przysyła jej pieniądze. Nie ufa bankom i chowa banknoty pod materacem. Mówi, że to „stara szkoła”. To był ostatni gwóźdź do trumny — zbyt łatwy cel.
W nocy, w pełnym wyposażeniu, w czarnych maskach i rękawiczkach, złodzieje podeszli do domu. Nie chcieli ryzykować drzwiami — za głośno. Postanowili wedrzeć się przez stare okno, które według ich obserwacji od dawna nie było domknięte do końca. Włamanie zajęło im kilka minut. Wszystko szło zgodnie z planem.
Ale na chwilę przed wejściem zauważyli coś dziwnego i bardzo pożałowali swojego czynu. 😱😱

Dom wyglądał na ciemny, tak jak powinien być nocą, ale głębiej w korytarzu dostrzegli jakieś ruchy. Jeden z nich zatrzymał się, przyjrzał uważnie — i zamarł. Z ciemności patrzyły na niego oczy. Duże, spokojne, pewne siebie. Nie ludzkie. Zwierzęce.
W następnej sekundzie wszystko potoczyło się błyskawicznie.
Z korytarza na nich z wściekłym warczeniem wyskoczył ogromny alabay. Pies z niesamowitą prędkością przemknął po drewnianej podłodze i w kilka sekund znalazł się przy oknie. Jeden z włamywaczy nie zdążył zareagować — upadł do tyłu, drugi rzucił się do ucieczki, ale się potknął.
Staruszka, obudzona hałasem, nie straciła zimnej krwi. Chwyciła telefon i zadzwoniła na policję. „Tak, mam włamywaczy. Ale proszę się nie martwić, pies już się z nimi rozlicza” — powiedziała spokojnie przez telefon.

W chwili przyjazdu patrolu jeden z włamywaczy leżał na ziemi z poranioną nogą, drugi siedział skulony w kącie, przyciskając się do ściany i nieśmiało się ruszał.
Ogromny alabay stał między nimi jak strażnik, nie wydając ani dźwięku, ale każde jego spojrzenie mówiło jedno: jeszcze jeden krok — i pożałujesz.
Później okazało się, że syn tej kobiety, oficer centrum kynologicznego, podarował jej tego psa po śmierci ojca. „Niech cię pilnuje, mamo” — powiedział wtedy. I pies spełnił to zaufanie.
Przebieg wydarzeń zszokował nawet samych policjantów. Spodziewali się znaleźć przestraszoną staruszkę — a zastali gospodynię, która spokojnie częstowała funkcjonariuszy herbatą, a u jej stóp leżał bohater tej nocy — groźny i wierny alabay.