— Dlaczego dziś nie przyniosłaś pieniędzy? — zapytał zaskoczony Igor swoją żonę.
— Spodoba ci się, kochanie. To najlepszy transformer w sklepie — dobiegł głos zza regału.

Jekatierina wkładała do koszyka dziecięce skarpetki, gdy usłyszała znajomy głos w sąsiednim rzędzie. Głos męża. Zamarła, wsłuchując się.
Przez półki z zabawkami Jekatierina zobaczyła Igora. Trzymał w rękach drogiego robota — dokładnie takiego, o jakim marzył ich czteroletni Anton. Obok niego stała nieznajoma kobieta, około trzydziestki, z chłopcem w wieku około trzech lat.
— Jesteś taki dla nas dobry — powiedziała kobieta, delikatnie całując Igora w policzek. — Dziękuję.
Ten pocałunek trwał zbyt długo, by był zwykłym wyrazem wdzięczności. Była w nim intymność, przyzwyczajenie, bliskość.
— Wszystko dla ciebie i Dimona — odpowiedział Igor, głaszcząc chłopca po głowie.
Jekatierina cofnęła się za róg, starając się nie oddychać. Wczoraj wieczorem Igor odmówił Antonowi kupna nowych butów, o które chłopiec prosił od miesiąca.
— Pieniądze nie rosną na drzewach — powiedział wtedy synowi. — Stare jeszcze się nadają. Nie ma co marudzić.
A teraz lekko wydał osiem tysięcy na zabawkę dla czyjegoś dziecka. Bez wahania, z uśmiechem.
Jekatierina szybko ruszyła w stronę wyjścia, zostawiając koszyk ze skarpetkami. W kieszeni miałam kopertę z pensją — dziewięćdziesiąt tysięcy rubli. Siedemdziesiąt procent z nich odda dziś mężowi, tak jak robiła to przez ostatnie cztery lata. Tak ustalili po ślubie — Igor prowadzi domowy budżet, rozdziela wydatki. „Mężczyzna powinien być głową rodziny” — przekonywał wtedy.
Igor wrócił do domu o zwykłej porze. Pocałował Jekatierinę w czoło, pobawił się z Antonem pięć minut i usiadł przed telewizorem.
— Co nowego w pracy? — zapytała Jekatierina, wyciągając kopertę.
— Jak zwykle. Szefostwo mnie denerwuje swoimi wymaganiami — odpowiedział, nie odrywając wzroku od ekranu.
Jekatierina podała mu sześćdziesiąt trzy tysiące zamiast zwykłych sześćdziesięciu pięciu. Igor przeliczył i zmarszczył brwi.
— Brakuje tu dwóch tysięcy.
— Wydane na produkty dla Antona. Potrzebuje witamin.
— Następnym razem uprzedzaj — mruknął Igor i schował pieniądze do portfela. — Nie lubię niespodzianek w budżecie.
— Igor, a co z butami dla Antona? Już październik, wkrótce będą deszcze.
— Kupię w weekend. Na pewno kupię, nie denerwuj się.
— A kurtka? Ta z zeszłego roku jest już za mała.
— Kurtkę też kupię. Spokojnie, wszystko będzie. Wiesz, że nie rzucam słów na wiatr.
Jekatierina kiwnęła głową. Jej pieniądze już zostały wydane na tego chłopca w sklepie. Na „Dimkę”.
— A tak przy okazji — dodał Igor niedbale — w naszej firmie zbierają pieniądze na prezent dla Natalii Wiktorowny. Samotna matka, ciężko jej. Niedługo urodziny.
Słowo „Natalia” wywołało ból w piersi. Jekatierina przypomniała sobie czuły pocałunek nieznajomej kobiety. To wcale nie przypominało zbiórki pieniędzy dla potrzebującej koleżanki.
— Ile potrzeba? — zapytała spokojnym głosem.
— No, pięć-siedem tysięcy. Chcemy coś godnego kupić. Łańcuszek albo kolczyki.
Siedem tysięcy na łańcuszek dla „koleżanki”, a na witaminy dla własnego syna szkoda dwóch tysięcy.
— Weź z naszych wspólnych pieniędzy — powiedziała Jekatierina.
— Już wziąłem wczoraj. Wstępnie, tak powiedzieć.
Cały wieczór Jekatierina milczała, dyskretnie obserwując męża. Igor to zauważył i odłożył telefon, na którym pisał wiadomości.
— Dziś jesteś jakaś dziwna — powiedział z lekką irytacją. — Coś się stało? Kłopoty w pracy?
— Po prostu jestem zmęczona. Zwyczajna jesienna chandra.
— Wypij kozłka lekarskiego albo melisę. Bo chodzisz ponura jak chmura.
— Dzięki za troskę — nie powstrzymała się od sarkazmu Jekatierina.
— Nie ma za co, kochanie — machnął ręką Igor, znów wpatrując się w telefon.
Następnego dnia Jekatierina wzięła wolne i udała się do biura męża. Usiedziała na ławce w parku naprzeciwko i zaczęła czekać. O szóstej wieczorem Igor wyszedł z budynku razem z tą samą kobietą. Ruszyli do kawiarni po drugiej stronie ulicy, trzymając się za ręce.
Jekatierina obserwowała przez okno, jak oni jedzą kolację. Natalia kilka razy dotykała ręki Igora, śmiali się. Igor coś jej pokazywał na telefonie, a ona radośnie klaskała w dłonie. Gdy wyszli, Igor długo całował ją w usta, prosto na ulicy.
Wszystko stało się jasne.
Wieczorem Jekatierina zawiozła Antona do matki, kłamiąc o pilnej pracy.
— Zostaniesz u babci do jutra, słoneczko — powiedziała do syna. — A mama pojedzie do cioci Swiety w ważnej sprawie.
— A tata nie będzie tęsknił? — zapytał Anton.
— Tata… tata nawet nie zauważy — odpowiedziała szczerze Jekatierina.
Swietłana otworzyła drzwi z zalanymi łzami oczami i rozczochranymi włosami.
— Chodź szybko. Tu siedzę i ryczę nad swoim głupim życiem — powiedziała, przytulając przyjaciółkę. — Wygląda na to, że obie wpadłyśmy w tarapaty.
— Co się u ciebie stało?

— Ten cholerny Nikołaj. Okazuje się, że od pół roku ma romans. Dzisiaj ogłosił, że odchodzi do niej. Mówił, że ona go rozumie, a ja tylko narzekam.
Usiadły w kuchni, piły mocną herbatę z koniakiem. Jekatierina szczegółowo opowiedziała o tym, co widziała w sklepie i przy biurze.
— Faceci — kompletni dranie — podsumowała Swietłana, nalewając sobie jeszcze koniaku. — Ale nie rób gwałtownych ruchów, Kaćka. Dobrze przemyśl sprawę. Masz dziecko, praca niezbyt… Może warto spróbować wszystko naprawić? Porozmawiać z nim?
— Z jakiego powodu miałabym naprawiać coś, co on zniszczył? — zapytała Jekatierina. — Czy ja w czymś zawiniłam?
— Nie musisz, oczywiście. Ale pomyśl o praktycznej stronie sprawy. Mieszkanie, pieniądze, przyszłość Antona…
— Jaką przyszłość? Patrzeć, jak tatuś wydaje maminy zarobek na czyjąś ciocię i jej dziecko?
— No… może to chwilowe szaleństwo? Kryzys wieku średniego?
Jekatierina spojrzała na przyjaciółkę z litością:
— Swieta… To nie kryzys — to nowa rodzina.
Przez miesiąc Jekatierina obserwowała męża i rozmyślała nad sytuacją. Igor stał się ostrożniejszy, rzadziej zostawał w pracy po godzinach, ale spotkania z Natalią nie ustały. Po prostu przeniósł je na przerwę obiadową. W domu udawał kochającego ojca i męża, choć robił to coraz gorzej.
— Jak tam w szkole? — zapytał kiedyś Antona przy kolacji.
— Tato, ja chodzę do przedszkola — zdziwił się chłopiec.
— No tak, oczywiście. Do przedszkola. Jak tam idzie?
— Normalnie. A kupisz mi rower?
— Zimą? Jaki rower zimą? Poczekaj do lata.
— Ale obiecałeś na urodziny…
— Obiecałem, obiecałem. Wszystko pamiętam. Na pewno kupimy.
Jekatierina w milczeniu obserwowała tę rozmowę. Urodziny Antona były trzy miesiące temu.
Ich wynajmowane dwupokojowe mieszkanie pochłaniało trzydzieści tysięcy miesięcznie. Przez cztery lata małżeństwa nie udało się odłożyć nawet na pierwszy wkład pod kredyt hipoteczny — Igor wydawał wszystko, co ona przynosiła, a na pytania odpowiadał wymijająco.
— Mam plan rozwoju naszego dobrobytu — mówił. — Nie martw się o to. Kobiety się na finansach nie znają.
Matce Jekatierina wspomniała tylko przelotnie o problemach w małżeństwie, nie wchodząc w szczegóły.
— Wszystkie pary się kłócą, córeczko — machnęła ręką jak zwykle. — Najważniejsza jest mądrość kobiety. Mężczyzna zawsze ostygnie i wróci do domu.
— A jeśli nie ostygnie?
— Ostygnie. Dokąd mu ucieknie z okrętu podwodnego? Ty przecież nie jesteś kłótliwa, dobra gospodyni. Trzeba po prostu przeczekać…
Wtedy zadzwoniła Swietłana:
— Kaćka, mam propozycję. Marina Pietrownna, przyjaciółka mamy? Niedawno straciła rodzinę w wypadku — męża, syna i wnuka. Siedzi sama w domu, jest jej bardzo źle. Szuka towarzyszki.
— Swieta, nie jestem gotowa na coś takiego. Mam swoje problemy po sufit.
— Po prostu porozmawiaj z nią. Może obie poczujecie się lepiej. I zapłaci całkiem nieźle.
— Ile?
— Sześćdziesiąt tysięcy miesięcznie plus mieszkanie w jej domu. Kaćka, to naprawdę wyjście z twojej sytuacji!
Minęło kilka tygodni. Jekatierina otrzymała zaliczkę, ale nie dała Igorowi ani grosza.
— Gdzie są pieniądze? — zapytał wymagająco, patrząc na żonę z oczekiwaniem posłuszeństwa.

— Sama nimi rozporządzę — odpowiedziała spokojnie, dalej przygotowując kolację. — Przez cztery lata nie odłożyliśmy niczego. Na Antona wydaję tylko swoje pieniądze.
— Co to za bezczelność? Ja płacę za mieszkanie, media, jedzenie! — wykrzyknął Igor.
Jekatierina milczała. Rozmowa z człowiekiem, który wydaje jej pieniądze na kochankę, była bezcelowa. Lepiej oszczędzać energię na ważniejsze sprawy.
W weekend, prowadząc Antona do matki, Jekatierina spotkała Swietłanę z starszą kobietą. Nieznajoma wyglądała elegancko, ale w jej oczach krył się głęboki smutek.
— Kaćka, poznaj się — to Marina Pietrownna — przedstawiła przyjaciółkę Swietłana.
— Miło mi — powiedziała Jekatierina, instynktownie darząc sympatią tę kobietę.
— Wzajemnie — odpowiedziała łagodnie Marina Pietrownna. — Swietłoczka dużo dobrego o tobie mówiła.
Rozmawiały kilka minut o pogodzie i dzieciach. Anton ciągnął mamę za rękę, niecierpliwie chcąc dotrzeć do babci.
— Przepraszam, musimy iść — pospieszyła Jekatierina, ale zapamiętała przyjemne wrażenie po spotkaniu.
Wieczorem Swietłana zadzwoniła:
— Marina Pietrownna cię polubiła. Jest gotowa omówić warunki.
— Jakie warunki? — zdziwiła się Jekatierina.
— Praca jako towarzyszka. Jest samotna, dom duży, straciła rodzinę, mówiłam ci. Pomyśl, Kaćka. To może być dokładnie to, czego potrzebujesz.
Jekatierina spojrzała na Igora, który oglądał telewizję i nawet nie podniósł wzroku, gdy zadzwonił telefon. Jakby jej rozmowy w ogóle go nie dotyczyły.
— Dobrze. Zgadzam się na spotkanie.
— Rozsądna decyzja. Jutro o drugiej po południu, wyślę adres.
Dom Mariny Pietrowny zrobił ogromne wrażenie. Dwupiętrowy dom z zadbanym ogrodem przypomniał Jekatierinie dom dziadka, gdzie spędzała szczęśliwe dzieciństwo.
— Proszę, wejdźcie — serdecznie powitała gospodyni.
Marina Pietrownna zaprowadziła ją do salonu. Na kominku stały fotografie — siwy mężczyzna, młody chłopak w mundurze wojskowym, mały chłopiec z figlarnym uśmiechem.
— To była moja rodzina — powiedziała cicho, nagle rozpłakując się. — Przepraszam…
Jekatierina ostrożnie objęła ją za ramiona:
— Nie przepraszaj. Proszę, odpocznij, musisz się położyć.
Zapuściła Mariny Pietrowny do sypialni, sama wróciła do salonu. Automatycznie zebrała filiżanki, umyła je w kuchni. Podlała kwiaty — ziemia w doniczkach była przesuszona. Dziwnie, ale w tym domu czuła spokój, którego w jej własnym domu nie było od dawna.
— Przepraszam — Marina Pietrownna pojawiła się po pół godzinie. — Nie chciałam się przy tobie rozklejać.
— Wszystko w porządku. Rozumiem, jak to jest — być samemu pośród wspomnień.
Kobieta uważnie na nią spojrzała:
— Ty też masz swój ból.
— Mam. Ale z nim można coś zrobić, w przeciwieństwie do waszego.
Marina Pietrownna usiadła w fotelu:
— Mam propozycję. Przeprowadźcie się tutaj z synem. Dom duży, pusty. Ja będę opłacać jedzenie i płacić pensję — sześćdziesiąt tysięcy miesięcznie.
Jekatierina oniemiała. Takie pieniądze plus oszczędność na wynajmie i mediach…
— Na początek na pół roku — dodała Marina Pietrownna. — Dopóki nie rozwiążę swoich rodzinnych problemów.
— Zgoda — skinęła głową Jekatierina. — Pokaż mi pokój.
Pokój na drugim piętrze był jasny i przestronny, z dwoma łóżkami i biurkiem. Z okna roztaczał się widok na ogród. Jekatierina przypomniała sobie dzieciństwo u dziadka — takie same poranki, taka sama wolność od cudzych pretensji.

— Podoba mi się — powiedziała. — Kiedy możemy się wprowadzić?
— Nawet jutro. Bardzo potrzebuję wsparcia.
— Zwariowałaś! — wybuchł Igor, gdy Jekatierina oznajmiła swoją decyzję. — Jaka praca? Jaki przeprowadzka do cudzej ciotki?
— Tymczasowa praca jako towarzyszka u porządnej kobiety — odpowiedziała spokojnie, dalej pakując rzeczy. — Mieszkanie za darmo, dobre pieniądze. Będę mogła odłożyć na pierwszy wkład pod kredyt hipoteczny.
— I tak żyjemy dobrze! Czego ci brakuje?
„Dobrze” — to kiedy wydaje jej pieniądze na kochankę, a ich syn chodzi w podziurawionych butach.
— Brakuje mi perspektyw — odpowiedziała.
— Jekatierina, nie możesz po prostu zniknąć! Mamy rodzinę!
— Mogę. I biorę odpowiedzialność za swoje życie w swoje ręce.
— Co się z tobą stało?! Kiedyś byłaś normalną żoną!
Jekatierina zatrzymała się i spojrzała na niego:
— Kiedyś byłam wygodna. Zasadnicza różnica.
Igor kłócił się jeszcze przez pół godziny, przechodząc od groźb do błagań, ale Jekatierina już pakowała rzeczy dziecięce. Rankiem, gdy mąż wyszedł do pracy, wezwała przeprowadzkarzy.
— Mamo, czy naprawdę będziemy mieszkać w dużym domu? — zapytał Anton, obserwując, jak mężczyźni wynoszą pudła.
— Tak, maluchu. Tam jest ogród i huśtawki.
— A tata przyjedzie do nas?
Jekatierina usiadła przed synem:
— Tata zostanie tutaj. Ale będzie cię odwiedzać.
— Dobrze — łatwo zgodził się chłopiec.
Marina Pietrownna przywitała ich przy bramie, pomagając nieść torby.
— Witajcie w waszym nowym domu — powiedziała ciepło.
Anton od razu pobiegł zwiedzać ogród, a Jekatierina zrozumiała — kobieta potrzebuje nie tyle porządkowania domu, ile żywego towarzystwa. Kogoś, kto nie pozwoli jej utonąć we wspomnieniach.
— Jutro, jeśli chcecie, pojedziemy na cmentarz — zaproponowała Jekatierina przy kolacji.
Marina Pietrownna spojrzała na nią zdziwiona:
— Jesteś pewna? Tam nie jest zbyt wesoło.
— Potrzebują kwiatów. A pani potrzebuje z nimi porozmawiać.
— Dziękuję — kobieta dotknęła jej ręki. — Od dawna chciałam pojechać, ale sama się boję.
Każdego wieczora dzwonił Igor.
— Kaćka, tęsknię. Przestań głupia, wracaj do domu.
— Pracuję. Mam kontrakt na pół roku.
— Nie obchodzi mnie twój głupi kontrakt! Jesteś moją żoną!
— Nie jestem. I wypełniam swoje zobowiązania.
Anton szybko przyzwyczaił się do nowego domu. Marina Pietrownna uczyła go malować akwarelą, a Jekatierina czytała na głos — miała dobrą dykcję, co uspokajało gospodynię.
— Masz piękny głos — powiedziała Marina Pietrownna pewnego wieczora. — Mogłabyś pracować w radiu.
— W młodości o tym marzyłam — przyznała Jekatierina. — Ale wyszłam za mąż, urodziłam syna…
— I pochowałaś marzenia?
— Odłożyłam je na później. A później to trwało lata.
— Nie jest za późno, by do nich wrócić. Masz zaledwie dwadzieścia sześć lat.

Dwa tygodnie później Jekatierina zgodziła się spotkać z Igorem w kawiarni. Wyglądał na zniszczonego.
— Gdzie są pieniądze z wypłaty? — zapytał od razu, nawet się nie witając.
— Jakże wzruszająca troska — odpowiedziała sarkastycznie. — Wydaję je na siebie i syna.
— Jekatierina, przestań głupio udawać! Jestem twoim mężem! Mam prawo wiedzieć!
— Na razie mężem — wyjęła z torby dokumenty. — Oto wezwanie do sądu. Wnoszę o rozwód.
Igor pobladł, patrząc na pieczęć:
— Z jakiego powodu? Przecież żyliśmy normalnie!
— Ty żyłeś normalnie. Ja tylko istniałam.
— Ale dlaczego rozwód?! Co takiego zrobiłem?!
— Natalia…
Zawisła grobowa cisza. Igor zacisnął pięści, jego twarz skrzywiła się:
— To… to nie to…
— Zabawka za osiem tysięcy dla jej syna? Cotygodniowe pocałunki w kawiarni na Twerskiej? Co dokładnie nie to?
— Śledziłaś mnie?! Jak mogłaś?!
— Widziałam przypadkiem. A ty sobie pozwalałeś wydawać moje pieniądze na cudze dziecko, podczas gdy twój własny chodził w podziurawionych butach.
— Mieliśmy kryzys w związku! Spotkałem się kilka razy, i co z tego?..
— Tak bardzo, że na jej dziecko pieniądze są, a na własnego — nie.
Igor odchylił się na oparcie krzesła:
— Dobrze, tak, był romans. Ale przecież nie odeszłem od ciebie! Rodzina jest dla mnie święta!
— Tak święta, że zdradzasz ją przy pierwszej nadarzającej się okazji.
Jekatierina wstała, zabrała torbę:
— Dokąd idziesz?! Nie skończyliśmy rozmowy!
— Skończyłem. Do zobaczenia w sądzie.
Odeszła, nie oglądając się na jego krzyki.
Wracając do domu Mariny Pietrowny, Jekatierina długo siedziała na werandzie, patrząc w ciemność. Spotkanie z Igorem wybiło ją z równowagi. Oczekiwała, że będzie łatwiej, ale wciąż w środku tliła się złość na człowieka, z którym spędziła cztery lata.
— Coś się stało? — wyszła na werandę Marina Pietrownna z dwoma filiżankami herbaty.
— Spotkałam się z mężem. Oficjalnie złożyłam pozew o rozwód.
— I jak zareagował?
Jekatierina gorzko się uśmiechnęła:
— Najpierw domagał się mojej wypłaty. Potem dziwił się, dlaczego wnoszę o rozwód.
Marina Pietrownna usiadła obok i podała jej filiżankę.
— Opowiedz. Czasem wypowiedzenie wszystkiego na głos pomaga poukładać sprawy.
I Jekatierina opowiedziała. O tamtym dniu w sklepie, o obserwacjach przy biurze, o latach, gdy oddawała siedemdziesiąt procent wypłaty, a na własnego syna brakowało pieniędzy.
— Wie pani, co najbardziej wkurza? — zakończyła. — On naprawdę uważa, że nic złego nie zrobił. Że to ja kapryszę.
— Jak wyrafinowana logika pana męża — zauważyła złośliwie Marina Pietrownna. — Wydawać pieniądze na kochankę to norma, a oburzać się — kaprys.
— Dokładnie! A kiedy przypomniałam mu o zajęciach rozwijających dla Antona, stwierdził, że dziecko i bez nich wyrośnie.
Marina Pietrownna długo milczała, potem cicho powiedziała:
— Mój Wiktor przez trzydzieści dwa lata przynosił do domu każdą złotówkę. Nigdy nie podniósł na mnie ręki, nie zdradził. Ale myślałam, że to oczywiste. A wy… postąpiłaś słusznie. Życie jest zbyt krótkie, żeby marnować je na tych, którzy cię nie cenią.
— Wie pani, Marina Pietrownna — cicho powiedziała Jekatierina — tak dawno nie mówiłam z nikim szczerze. Igor zawsze przerywał lub przekierowywał rozmowę na siebie.
W tym samym czasie Igor stał pod drzwiami Natalii, zbierając odwagę, by zadzwonić. Jekatierina go porzuciła, mieszkanie wydawało się grobowcem, a jutro trzeba było myśleć, jak żyć dalej.
Natalia otworzyła drzwi w szlafroku, ewidentnie nie spodziewając się gości.
— Igor?
— Mogę wejść? Musimy porozmawiać.
Niechętnie wpuściła go do przedpokoju, dalej nie zapraszając.
— Słuchaj, wszystko się zmieniło — zaczął Igor. — Jekatierina złożyła pozew o rozwód. Możemy być razem.
Natalia pobladła:
— Igor, nie rozumiesz…
— Rozumiem! W końcu jesteśmy wolni!
— Nie, nie rozumiesz! — przerwała ostro. — Jestem mężatką!
Igor zaniemówił:

— Jak mężatką? Za kim?
— Od dwóch lat… A ty myślałeś, że będę czekać, aż się obudzisz.
— Dwa lata? — głos Igora się załamał. — Dwa lata wodziłaś mnie za nos?! Dwa pieprzone lata wydawałem na ciebie pieniądze, kłamałem żonie, a ty…
— Nikogo nie wodziłam! — odgryzła się Natalia. — To ty sam wszystko wymyśliłeś! Nigdy nie mówiłam, że jestem wolna!
— A pocałunki? A prezenty dla mojego… jego syna?! A wszystkie te spotkania?!
— Nie prosiłam cię o kupowanie zabawek! — odpowiedziała gniewnie. — A pocałunki niczego nie zobowiązywały! Co ty, z wioski przyjechałeś?
— Czyli byłem idiotą, który płacił…
— A ja czym dla ciebie byłam? — jadowicie uśmiechnęła się Natalia. — Masz żonę, syna! Albo myślałeś, że uwierzę w twoją „wielką miłość”?
Z pokoju dziecięcego dobiegł płacz dziecka. Natalia nerwowo się odwróciła:
— Wynoś się. Siergiej niedługo wróci z pracy.
— No to tak! — krzyknął Igor. — Czyli byłem tylko zabawą?! Dojną krową?!
— A czego oczekiwałeś? — zimno zapytała Natalia. — Żonaty facet z dzieckiem szuka przygód na boku. Myślałeś, że spotkasz głupią, która uwierzy w bajki o nieszczęśliwym życiu małżeńskim?
— Już nie mam żony! Straciłem rodzinę przez ciebie!
— Przez siebie straciłeś! — odcięła Natalia. — Przez własną żądzę. A teraz chcesz zrzucić winę na mnie?
— Suka! — wysyczał Igor. — Zwykła, interesowna suka!
— Może — wzruszyła ramionami Natalia i otworzyła drzwi. — Nie przychodź więcej.
— Jeszcze się zobaczymy! — rzucił złowrogo, wychodząc. — Takie jak ty zawsze dostają, na co zasługują!
— Grozisz? — z pogardą uśmiechnęła się Natalia. — Zapisz numer dzielnicowego, przyda się.
Kolejne tygodnie do sądu ciągnęły się torturami. Igor kilka razy próbował dodzwonić się do Jekatieriny, domagając się spotkania, ale ona odpowiadała sucho:
— Porozmawiamy w sądzie.
— Kaćka, przecież jesteśmy rodziną! Cztery lata razem! — próbował wzbudzić litość Igor podczas jednego z telefonów.
— Igor, zdradziłeś mnie i Antona. Wielokrotnie.
— Co takiego zrobiłem?!
— Do widzenia, Igor. Do zobaczenia w sądzie.
Był pewien, że w ostatniej chwili żona zmieni zdanie. Że przypomni sobie o czterech latach małżeństwa, o tym, że są rodziną. W końcu gdzie znajdzie innego mężczyznę z dzieckiem na rękach?
Ale gdy zobaczył Jekatierinę w sali sądowej, zrozumiał — powrotu nie ma. Trzymała się spokojnie, odpowiadała na pytania sędziego równym głosem, patrzyła na niego jak na nieznajomego.
— Powódka, proszę podać powody rozwiązania małżeństwa — zwróciła się sędzia do Jekatieriny.
— Małżonek przez trzy lata wydawał środki rodzinne na związek pozamałżeński. Systematycznie okłamywał mnie i dziecko w kwestiach finansowych. Ignorował potrzeby niepełnoletniego syna.
— Pozwany, jakie są pańskie zastrzeżenia?

Igor chciał coś powiedzieć w obronie, ale słowa nie wychodziły. Jak wytłumaczyć sędziemu, że po prostu chciał być szczęśliwy?
— Pozwany zgadza się na rozwód? — zapytała sędzia.
Igor chciał powiedzieć „nie”, ale słowa ugrzęzły mu w gardle. Ta kobieta obok była podobna do jego Jekatieriny tylko z wyglądu. Prawdziwa Kaćka zniknęła.
— Zgadzam się — wydusił przez zęby.
— Powódka domaga się alimentów?
— Tak — stanowczo odpowiedziała Jekatierina. — W wysokości dwudziestu pięciu procent wszystkich dochodów pozwanego.
— To rozbój! — nie wytrzymał Igor. — Mam wynajmowane mieszkanie, kredyty!
— Powinniście o tym pomyśleć wcześniej — odrzekła zimno Jekatierina. — Kiedy wydawałeś nasze pieniądze na cudzą kobietę.
Wspólnie nabytego majątku nie było — tylko długi na karcie kredytowej, które sędzia pozostawił Igorowi. Alimenty ustalono w wysokości dwudziestu pięciu procent pensji — osiemnaście tysięcy.
Wychodząc z sądu, Igor próbował zagadać byłą żonę:
— Kaćka, może…
— Do widzenia — przerwała mu i odeszła, nie oglądając się.
— Pożałujesz! — krzyknął jej za plecami. — Samotna matka z dzieckiem! Kto cię weźmie?!
Jekatierina zatrzymała się i odwróciła:
— Igor, wiesz, w czym jest twój główny błąd? Myślisz, że kobieta bez mężczyzny to kobieta niepełna. A tak naprawdę kobieta z złym mężczyzną to niepełne życie.
W domu Igor usiadł przy kalkulatorze. Pensja siedemdziesiąt tysięcy minus alimenty — zostaje pięćdziesiąt dwa. Wynajem mieszkania trzydzieści, media pięć, jedzenie dziesięć. Zostaje siedem tysięcy na wszystko inne.
Kiedyś Jekatierina przynosiła dodatkowo sześćdziesiąt pięć tysięcy. Teraz te pieniądze poszły razem z nią do diabła.
— Co do cholery! — wrzasnął w pustym mieszkaniu. — Wszystkie baby są zachłannymi sukami! Wykorzystują facetów jak dojarki, a potem rzucają, jak zużyty materiał!
Igor rzucił kalkulatorem w ścianę. Plastikowa obudowa pękła, rozsypując się po podłodze.
— Natalia kłamała, korzystała z moich prezentów, wiedząc doskonale, że jest mężatką! A ta… — wskazał palcem w powietrze, jakby Jekatierina stała przed nim — zostawiła w najtrudniejszym momencie i jeszcze wywalczyła alimenty! Jakbym jej coś był winien!
Mężczyzna przeszedł po pokoju, kopiąc wszystko, co napotkał pod nogami.
— Żadnej z nich nie interesowało, jak ja będę żyć!
Im tylko trzeba było pieniędzy! Przeklęte pasożyty!
Ale najbardziej odrażające było to, że obie uważały się za nieomylne. Natalia z jej „nie chciałam cię zasmucać”, Jekatierina z jej „sama jesteś winien rozwodu”. Hipokrytki.

Tymczasem Jekatierina pchała rower po ścieżce w parku, obserwując, jak Anton uczy się utrzymywać równowagę. Marina Pietrownna jechała obok na swoim rowerze, dopingując chłopca:
— Świetnie, Antosza! Nie patrz w dół, patrz przed siebie! Wyobraź sobie, że lecisz!
— Mamo, patrz, jadę! Patrz! — krzyczał radośnie Anton.
— Widzę, kochanie! Jesteś prawdziwym rowerzystą! — odpowiedziała starsza kobieta.
Jekatierina uśmiechała się, ale w środku poczuła niejasny niepokój. Marina Pietrownna tak naturalnie obchodziła się z jej synem, jakby był jej własnym wnukiem. A Anton zwracał się do niej, opowiadając o swoich dziecięcych problemach, które wcześniej powierzano tylko matce.
„Nie zazdrość” — uderzyła się w myślach Jekatierina. — „Dziecko potrzebuje uwagi, a ty pracujesz od rana do wieczora”.
W tym momencie Jekatierina zrozumiała, że w ciągu miesiąca zdobyła coś, czego nigdy nie miała w małżeństwie. Spokój. Nikt nie wymagał raportu z wydanych pieniędzy, nie wszczynano awantur, nie okłamywano. Na koncie leżało już trzydzieści tysięcy zaoszczędzonych rubli. Jeszcze rok — i można będzie myśleć o kredycie hipotecznym.
Wieczorem, gdy Anton zasnął, Jekatierina siedziała na werandzie z kubkiem gorącego kakao. Telefon milczał — Igor nie dzwonił od miesiąca. Alimenty wpływały regularnie.
„Dziwne” — pomyślała. — „Rok temu jego obojętność raniła. A teraz to po prostu fakt, jak pogoda za oknem”.
Życie naprawdę się układało. Praca przynosiła nie tylko pieniądze, ale i satysfakcję. Anton zaczął czytać i przestał pytać, dlaczego tata z nimi nie mieszka.
A co najważniejsze — przestała usprawiedliwiać siebie za cudze czyny. Igor dokonał swojego wyboru. Natalia też. Teraz kolej należała do niej.
I jej wybór okazał się słuszny.