– Kupiłaś prezenty swojej matce, a dla mojej nawet się nie dołożyłaś! – wyrzucił mąż w przeddzień święta

— Alina — zaczął podczas kolacji — a za jakie pieniądze kupiłaś mamie prezenty? Sukienkę, bon, album ze zdjęciami… Rozumiem, że z własnych?

— No tak — odpowiedziała łagodnie. — Odłożyłam trochę wcześniej. Sukienkę zamówiłam już dwa miesiące temu, bon do spa kupiłam taniej dzięki przyjaciółce. A album… zrobiłam go sama, po prostu kupiłam album i wydrukowałam potrzebne zdjęcia.

Urodziny Galiny Siergiejewny zbliżały się wielkimi krokami. Kończyła 55 lat i postanowiła zaprosić do przytulnej restauracji najbliższych: dzieci, wnuki, rzadkich przyjaciół, ludzi, których dawno nie widziała, ale którzy byli jej drodzy.
Taka jest mama Aliny — mądra i hojna. Przez całe życie nigdy nie wyrzucała córce niczego. Dawała prezenty wtedy, gdy było ciężko — zawsze z serca, bez żadnych warunków czy wymagań.

Kiedy Alina była mała, pieniędzy zawsze brakowało, a mama nadrabiała to ciepłem. Teraz, gdy córka dorosła, starała się wynagrodzić tamte lata. Czasem były to wczasy nad morzem, czasem wspólne zakupy, a czasem po prostu rodzinny wypad do kawiarni.
Alina wszystko rozumiała i była za to wdzięczna. Zwłaszcza teraz, gdy sama miała córkę, Olesię, lepiej niż kiedykolwiek pojmowała swoją matkę.

Dlatego też postanowiła zrobić mamie święto: zamówiła elegancką sukienkę w jej stylu, kupiła bon do spa i przygotowała album ze zdjęciami — wydrukowała najlepsze ujęcia mamy, zdjęcia z dzieciństwa Aliny i pierwsze kroki Olesi. Pragnienie, by podarować mamie piękny i niezapomniany wieczór, było ogromne.

Starannie pakowała prezenty, układała je w pudełku. Myślała tylko o jednym: „Mamusia będzie szczęśliwa…”.
Ale tuż przed świętem, w przeddzień uroczystości, wydarzyło się coś nieprzyjemnego. Mąż Aliny, Paweł, wyglądał na zirytowanego, ponurego.

— Alina — zaczął podczas kolacji — a za jakie pieniądze kupiłaś mamie prezenty? Sukienkę, bon, album ze zdjęciami… Rozumiem, że z własnych?

— No tak — odpowiedziała spokojnie. — Odłożyłam trochę wcześniej. Sukienkę zamówiłam już dwa miesiące temu, bon do spa kupiłam taniej dzięki przyjaciółce. A album… zrobiłam sama, po prostu kupiłam album i wydrukowałam potrzebne zdjęcia.
— No tak, pięknie… A mojej mamie dwa lata temu czegoś takiego nie zrobiłaś.

Alina przypomniała sobie tamten czas. Rzeczywiście, wtedy kupili teściowej jedynie bon do sklepu jubilerskiego, bo Paweł nalegał na drogi prezent dla swojej mamy, Olgi Iwanowny.


— Przecież kupiliśmy wtedy bon na trzydzieści tysięcy. Wszystkie moje prezenty w tym roku kosztowały mniej. Nie widzę powodu, by to roztrząsać.
— Może i tak, ale to twoje staranie dla swojej mamy mnie trochę drażni. Kupiłaś prezenty swojej matce, a dla mojej nawet się nie dołożyłaś! Dlaczego nigdy tak się nie starasz dla moich rodziców?

— Może dlatego, że to twoi rodzice. Poza tym dopiero od półtora roku pracuję. Z jakich pieniędzy miałabym się dokładać? Przecież byłam na urlopie macierzyńskim — odpowiedziała spokojnie Alina.
— I co z tego? — odparł ostro mąż.
— I nic. Jeśli chcesz, możesz kupować swojej mamie, co tylko zechcesz. A ja chciałam w tym roku zrobić przyjemność swojej. Przecież tyle nam pomogła i pomaga do dziś.

— Czyli chcesz powiedzieć, że moja mama nam nie pomaga?
Nie można było powiedzieć, że Olga Iwanowna wcale nie pomagała, ale nazwać tego pomocą też trudno. Zdarzało jej się wpaść, zabrać wnuczkę na spacer na dwie godziny i tyle. Żadnego wsparcia finansowego ze strony teściów nie było.
— Chcę powiedzieć, że kocham swoją mamę i chcę dać jej prezent od serca. I tyle. Zakończmy ten temat, bo jestem zmęczona i chcę spać — Alina ziewnęła i skierowała się do sypialni.

A Paweł siedział jeszcze w kuchni, patrząc za nią, nie mogąc się pogodzić. Ta „niesprawiedliwość” wobec niego i jego rodziców bardzo go drażniła. Wiedział przecież, że wszystkie wyjazdy i większe zakupy nigdy nie odbywały się bez udziału Galiny Siergiejewny, ale przyznać tego nie chciał.

Paweł jeszcze chwilę pomruczał pod nosem, głośno odsunął krzesło i poszedł spać. Liczył, że Alina powie coś pojednawczego, przeprosi, jak zdarzało się wcześniej, ale ona milczała. Nie dlatego, że była dumna — po prostu nie czuła się winna. Zrobiła to, co uważała za słuszne. A przepraszać za okazywanie miłości matce, która tyle razy ratowała ich rodzinę, wydawało się głupie.

Następnego ranka Alina wstała jak zwykle: cicho, by nikogo nie obudzić. Sama się przygotowała, zrobiła śniadanie, potem wyszykowała Olesię do przedszkola i, pożegnawszy się z zaspanym Pawłem, pojechały. Dzień minął na obowiązkach i myślach o jutrzejszym święcie. Bardzo chciała, by wszystko było piękne i by mama poczuła się kochana.

Wieczorem, gdy położyli Olesię spać, Alina ostrożnie wyjęła z szafy wieszaki z ubraniami. Na jutro wybrała dla siebie delikatną sukienkę w pastelowym odcieniu i uroczą sukieneczkę w tym samym kolorze dla Olesi. Dla Pawła przygotowała szarą koszulę, która świetnie pasowała do jego spodni. Wszystko wyglądało bardzo harmonijnie.

— Co to za maskarada? — zapytał z kpiącym uśmiechem, widząc rano przygotowane ubrania. — Ja pójdę w białej koszuli. Te nowomodowe sztuczki zostaw dla kogoś innego.
— Jak chcesz — odpowiedziała spokojnie Alina, choć zrobiło jej się przykro. Nie chodziło o koszulę, lecz o ogólny ton — jakby to wszystko nie miało żadnego znaczenia.

W restauracji było przepięknie. Jasne obrusy, elegancka zastawa, spokojna muzyka, zapach świeżych kwiatów. Goście uśmiechali się, obejmowali i rozmawiali. Galina Siergiejewna wyglądała wspaniale i promieniała od środka.
Paweł od razu usiadł przy stole, rozsiadł się jak panisko, tylko nie poprosił o podanie płaszcza i kapelusza. Alina, trzymając Olesię za rękę, podeszła do mamy. Pudełko z prezentem wręczyła z lekkim drżeniem, ale bez przesady.

— Dziękuję, córeczko — Galina Siergiejewna uśmiechnęła się i przytuliła Alinę. — Rozpakuję później, dobrze? Chcę spokojnie nacieszyć się tą chwilą.
Alina skinęła głową i w tym momencie w jej torebce zawibrował telefon. Spojrzała na ekran — Olga Iwanowna.
„Teraz naprawdę najgorszy moment”, pomyślała, ale odebrała.
— Tak, Olgo Iwanowno?

— Witaj, Alino. Chciałam przekazać życzenia dla twojej mamy. Niech będzie zdrowa! W końcu tak wam pomaga, prawda? Nie to, co my z ojcem. Ty tylko o pieniądzach, a my, biedacy, nie mamy tu czego szukać.
— Co pani mówi? — Alina odeszła do łazienki i dopiero tam mogła mówić głośniej. — Co to za biedacy i nie do stołu?
— A to, że Pasha wszystko mi opowiedział, jak ty przygotowywałaś święto dla swojej mamy.
— Niczego nie przygotowywałam. Mama sama zarezerwowała restaurację. W ogóle nie rozumiem, do czego zmierza ta rozmowa.
— A do tego, dziecinko, że powinnaś się postarać utrzymać ze mną dobre relacje, jeśli chcesz zachować małżeństwo. Wiesz przecież, że jednym pstryknięciem mogę was z Pawłem rozwieść — Olga Iwanowna powiedziała to z triumfalnym uśmiechem.

— Tak? Niech się pani nie wysila. Sama się tym zajmę, skoro wam z Pashenką nie żyje się spokojnie. Jutro przyjedzie do was z rzeczami. W końcu mieszkamy w mieszkaniu mojej mamy — odpowiedziała ostro Alina.
— Czekaj! — Olga Iwanowna zmieniła ton. — Wcale nie to miałam na myśli.
— A co? Chciała mnie pani po prostu obrażać, moją mamę również, i pozostać bezkarną? Paweł ostatnio naprawdę przekroczył wszelkie granice i zachowuje się okropnie. Ja, owszem, potrafię dużo znieść. Ale wszystko ma swój koniec.

Alina odłożyła słuchawkę, spojrzała w lustro, poprawiła fryzurę, po czym wróciła do gości. Zachowywała się pogodnie, uśmiechała się, nalewała Olesi sok i rozmawiała z kuzynką, ale w środku wszystko wrzało.
Zaledwie dziesięć minut po powrocie do stołu Paweł zdążył wypić kieliszek wina, potem kolejny — „za mamę”, potem „za córkę solenizantki”, a potem po prostu „za świetne towarzystwo”. Żartował i śmiał się głośno, jakby był tu wolnym człowiekiem, bez zobowiązań i rodziny.

Kiedy podeszła do niego nieznajoma dama w błyszczącej, opinającej sukni i zaprosiła do tańca, nawet nie pomyślał, by odmówić. Mało tego, puścił do Aliny oko z kpiącym uśmiechem, jakby rzucał jej wyzwanie. Alina nic nie powiedziała, tylko spojrzała na matkę. Galina Siergiejewna zmarszczyła brwi, ale Alina ledwo dostrzegalnie skinęła głową — jakby mówiła: „Wszystko w porządku”.
„Nie warto psuć sobie wieczoru”, powtarzała sobie.

Olesia, szczęśliwa, biegała między stołami, kręciła się obok mamy, cieszyła się cukierkami, balonami i tym, jak pięknie wszystko wyglądało. To był i jej dzień — uwielbiała babcię i chciała, by ona też była szczęśliwa.
Przyjęcie zakończyło się późnym wieczorem. Wszyscy rozeszli się w dobrych nastrojach, a Paweł, podchodząc do domu, oznajmił:
— Wpadnę jeszcze po kilka puszek piwa. Dla poprawy humoru.

Alina nic nie odpowiedziała, tylko zamknęła drzwi od środka. Potem pomogła Olesi się przebrać, dała jej piżamę i położyła do łóżka. Sama przeszła do kuchni i cicho usiadła przy stole.
Po raz pierwszy od dawna nie czuła strachu ani niepokoju. Było spokojnie. To ten moment, kiedy wszystko w środku osiada jak gęsta mgła — i nagle widać, że można i trzeba iść dalej, samotnie.

Gdy Paweł zaczął szarpać za klamkę z zewnątrz i dzwonić, Alina nie otworzyła. Podeszła do drzwi i powiedziała:
— Przenocuj u mamy. W końcu i tak jesteś jej bliższy.
— Zwariowałaś? Otwieraj!..

— Nie. I nie dzwoń. I tak ci nie otworzę.

Usłyszała, jak zaklął, a potem po schodach rozległy się kroki.

Alina zamknęła wszystkie zamki, zgasiła światło i poszła do pokoju do Olesi. Dziewczynka już prawie spała, więc Alina położyła się obok niej.

Tego wieczoru Alina po raz pierwszy od dawna pozwoliła sobie być szczerą nie tylko z innymi, ale i z samą sobą.

Obudziła się zaskakująco rześka. Po raz pierwszy od dawna spała mocno, bez niepokojących snów i nagłych przebudzeń. Obok spokojnie oddychała Olesia. Kiedy dziewczynka otworzyła oczy i zobaczyła, że mama wciąż jest obok, zdziwiła się:

— Mamo, a ty co, spałaś ze mną?

Alina uśmiechnęła się i pogłaskała córkę po głowie:

— Dziś jest wyjątkowy dzień, słoneczko. Dlatego spałam z tobą.

Olesia, nie do końca rozumiejąc, co mama miała na myśli, radośnie ziewnęła i przeciągnęła się.

Paweł nie dzwonił. Ani rano, ani później. Było nawet dziwne, że milczy, ale… w gruncie rzeczy — zrozumiałe.

Telefon zadzwonił bliżej jedenastej. To była mama.

— Córeczko, jak dotarłyście wczoraj? Wszystko dobrze? — głos Galiny Siergiejewny był ciepły, jak zawsze. — Chciałam tylko podziękować ci za wczoraj. To był cudowny wieczór. I za prezenty też, tak mnie wzruszyłaś…

— Mamo — Alina usiadła na skraju łóżka — chciałam ci powiedzieć jedną rzecz… Postanowiłam rozwieść się z Pashą.

— Wiesz, wcale mnie to nie dziwi! — odpowiedziała mama po krótkiej pauzie. — To nie jest twój człowiek, córeczko. Za mało dojrzały, za mało stabilny jak na swój wiek. A ty przy nim ciągle jakbyś sama siebie przekonywała, że nie jest tak źle. A to nie jest życie.

— Właśnie to zrozumiałam. I nie chcę już siebie przekonywać. Nie chcę żyć obok człowieka, który uważa się za najważniejszą osobę na świecie.

— I słusznie, Alineczko. Niczego się nie bój. Jesteś silna, mądra, masz mnie, masz Olesię. Reszta to tylko dodatek. Poradzimy sobie!

Olga Iwanowna za to była wściekła. Pijany Paweł zjawił się u niej o drugiej w nocy, czuć było od niego alkohol i żal. Najpierw go zrugała, potem wysłuchała, a rano, nie wytrzymując, przyszła do Aliny.

Stukała długo, głośno i bezceremonialnie. Alina spojrzała przez wizjer i po prostu nie otworzyła. Wszystko, co miała do powiedzenia, zostało już powiedziane. A rozmawiać nie było o czym.

Olga Iwanowna nie zamierzała odpuszczać:

— Ty paskudo! Kim ty jesteś bez mojego syna?! Ty ani dnia sama nie przetrwasz! On cię tolerował, a ty go wyrzuciłaś na ulicę! Wstyd! Bezmyślna dziewucho!

Alina spokojnie oparła się o ścianę za drzwiami, słuchając, jak sąsiadka z piątego piętra wychodzi i oburzona pyta:

— Kobieto, wy macie sumienie? Ludzie śpią! Wzywać policję, czy odejdziecie sami?

— Przyszłam do synowej!

— A ona, jak widać, nie chce pani widzieć. My zresztą też.

Po kilku minutach Olga Iwanowna odeszła. W tym momencie Alina odetchnęła. Koniec. Granica została wyznaczona.

Proces rozwodowy przebiegł szybko i bez skandali. Paweł odwiedzał Olesię, ale w pozostałym zakresie zniknął z życia Aliny. I była z tego tylko zadowolona. Nie było tęsknoty. Nie było pustki. Wręcz przeciwnie — w życiu jakby zrobiło się więcej powietrza.

Alina nie myślała, że już nigdy nie pokocha. Wręcz przeciwnie. Wierzyła, że wszystko dopiero się zaczyna. Teraz była naprawdę sobą. Spokojną, kompletną i szczęśliwą. A życie naprawdę zaczęło się do niej uśmiechać — w tych najmniejszych, ale tak ważnych rzeczach: porannym słońcu, zabawnych słowach Olesi, starych piosenkach w samochodzie i w tym, że znów chciało się marzyć.