– Podziel się spadkiem! – domagała się teściowa. – Poświęciłam własne życie osobiste, żeby wychować ci męża…

– Podziel się spadkiem! – domagała się teściowa. – Poświęciłam własne życie osobiste, żeby wychować ci męża…

Kristina Waleryewna zatrzymała się w drzwiach szklarni, gdzie jej synowa, Anna, wraz ze swoją matką zbierały ogórki do sałatki. Kobieta postarała się wsłuchać w rozmowę, żeby zrozumieć, dlaczego to nagle swatowa niespodziewanie wpadła z wizytą.

— A jednak powinniśmy godnie pochować ciocię Maszę. Kto inny miałby to zrobić, jeśli nie my? Rozumiem, że teraz każda kopiejka się liczy, ale niezależnie od tego, jaka była, w końcu była krewną. Poza tym cały spadek tobie zostawiła.

Kristina Waleryewna aż się zakrztusiła ze zdziwienia. Czyżby synowej trafiło się coś naprawdę wartościowego? Chciała jak najszybciej dowiedzieć się, co to za spadek. Sądząc po tonie swatowej, było to coś wartego uwagi, skoro tak podkreśliła wagę pozostawionego majątku.

— Dla takiego spadku nie grzech byłoby nawet złoty pomnik postawić — gorzko uśmiechnęła się Anna, po czym spoważniała. – Szkoda, że ciocia nawet na łożu śmierci pozostała taką zrzędliwą kobietą.

Zawsze liczyłam, że zmądrzeje, nauczy się doceniać to, co ma, ale nic się nie zmieniło.

— Moja siostra zawsze taka była. Cóż można poradzić? Może rodzice zbytnio ją rozpieszczali na początku, bo długo była jedynym dzieckiem w rodzinie. Wszystko musiało być tak, jak ona chciała, albo wcale.

Starałam się zbliżyć do niej, ale nic z tego nie wyszło. Nawet własnych dzieci w końcu nie miała, bo z żadnym mężczyzną nie potrafiła długo wytrzymać. No trudno… Nie będziemy jej osądzać. O tych, których już z nami nie ma, nie powinno się źle mówić.

Anna skinęła głową na słowa matki. Nie chciała źle wyrażać się o cioci. Jedynie żałowała, że nie udało jej się wpłynąć na kobietę, i że ostatnie dni życia spędziła w prywatnym pensjonacie z powodu swojego nadmiernie zrzędliwego charakteru.

Kristina Waleryewna pospiesznie oddaliła się, by nikt jej nie przyłapał na podsłuchiwaniu cudzych rozmów. Jednak igły w worku się nie ukryje. Nie udało jej się długo milczeć i w końcu powiedziała, że dowiedziała się o nieszczęściu w ich rodzinie, złożyła kondolencje i zaproponowała pomoc w organizacji pogrzebu.

Liczyła na to, że synowa zapamięta jej dobroć i gdy tylko otrzyma spadek, przypomni sobie, kto wspierał ją nie tylko finansowo, ale i moralnie.

Pogrzeb zorganizowano godnie. Choć niewielu przyszło pożegnać zmarłą, w jej ostatnią drogę odprowadzili ją najbliżsi. Anna bardzo przeżywała stratę, obwiniała się, że rzadko odwiedzała ciotkę. Było jej przykro, że o takich drobiazgach uświadamiamy sobie dopiero wtedy, gdy nic już nie można zmienić.

Czasu nie da się cofnąć, ale nic na to nie poradzimy. Można tylko wyciągnąć wnioski i zacząć postępować inaczej. Anna pragnęła spędzać więcej czasu z rodziną, mimo konieczności ciężkiej pracy, aby wreszcie kupić własne mieszkanie.

Daniel wspierał żonę i zapewniał, że nie ma jej winy w tym, że ciotka odeszła. I tak robiła wszystko, co mogła, dość często odwiedzała kobietę, która za każdym razem jedynie marudziła i mówiła, jak wszystkich wokół gardzi.

— Nie rozumiem, po co mi ten spadek zostawiła. Nigdy nie okazywała mi szczególnej sympatii. Pewnie przed śmiercią chciała sobie ze mnie zażartować — westchnęła ciężko Anna.

Daniel przytulił żonę i poprosił, żeby się o nic nie martwiła. Ten spadek stał się dla niej ciężarem, z jego powodu obwiniała się, że nie poświęcała cioci wystarczająco dużo czasu. Kto wie, może kobieta o takim charakterze właśnie taki efekt chciała osiągnąć? Nawet po śmierci przypomniała, jaka była za życia.

Czas płynął swoim rytmem. Do tematu spadku już nie wracano, a Kristina Waleryewna nie mogła znaleźć sobie miejsca. Chciała wiedzieć, co też takiego zostawiła ciotka swojej bratanicy. I dlaczego syn nagle zaczął coś ukrywać, często szeptając z żoną o czymś tajemniczym.

Małżeństwo mieszkało w domu teściowej. Kristina Waleryewna sama nalegała, by po ślubie nie wynajmowali mieszkania, tylko pomagali jej w remontach, opiece nad domem i opłacaniu wszystkich rachunków.

Wtedy prawie się pokłócili, bo młodzi chcieli mieszkać osobno, ale ostatecznie Anna uznała, że nic złego się nie stanie, a oni z mężem mogliby odkładać dodatkowe pieniądze na własne lokum. Obce mieszkanie to zawsze loteria — nigdy nie wiesz, na jakiego właściciela trafisz.

Wprowadzać się, sprzątać, a potem znów szukać nowego — na to wcale nie mieli ochoty. Dlatego zostali w domu Kristiny Waleryewnej i przejęli na siebie wszystkie opłaty. Nawet jedzenie zawsze kupowali sami, a teściowa nie musiała wydawać ani grosza.

— Dlaczego tak nagle zamilkliście, gdy tylko weszłam? – zapytała Kristina Waleryewna, kiedy po raz kolejny małżonkowie przerwali ożywioną rozmowę na pewno o czymś ciekawym.

— Nic takiego. Rozmawialiśmy o pracy — wzruszyła ramionami Anna. – O tym, jak najlepiej wszystko zaplanować przed urlopem macierzyńskim. Lata lecą, a my chcielibyśmy już dziecko, póki jesteśmy wystarczająco młodzi i pełni energii.

Kristina Waleryewna cmoknęła z niezadowoleniem, słysząc odpowiedź synowej. Cały czas chciała wprost zapytać, co takiego otrzymała Anna, ale okazja do tego wciąż się nie nadarzała.

Pewnego razu kobieta jednak podsłuchała rozmowę telefoniczną synowej z przyjaciółką. Anna opowiadała, że oni z mężem już wybrali mieszkanie i zaczęli kompletować wszystkie potrzebne dokumenty.

— Nie, jeszcze nic teściowej nie mówiliśmy. Jak tylko wszystko załatwimy, to powiemy. Na razie za wcześnie, żeby cokolwiek przesądzać. W końcu kluczy jeszcze nie mamy. Dokumentów też. Sama z niecierpliwością czekam na tę chwilę. Własne mieszkanie… Nigdy wcześniej nie mogliśmy nawet o tym marzyć.

No proszę, jak się rozśpiewali! Kristina Waleryewna zacisnęła zęby ze złości i zwinęła dłonie w pięści. Jednak dostała spadek, a nawet nie pomyślała, by się podzielić. Mogłaby chociaż jakiś prezent dla teściowej kupić. Czyżby wcale nie doceniała tego, że kobieta przyjęła żonę syna pod dach własnego domu?

Zaczęła zastanawiać się, jak zdobyć chociaż coś. Nie zamierzała tak po prostu odpuścić. I pieniędzmi pomogła, i była przy nich. Jak Anna mogła o tym zapomnieć? Trzeba było ją zawstydzić, ale zrobić to jak najłagodniej. Tak myślała Kristina Waleryewna — aż do chwili, gdy podsłuchała jeszcze jedną rozmowę.

— I nie mów, mamo. Ciotka mnie tak obdarowała, że teraz sama nie wiem, co zrobić z tymi bogactwami. Aż strach. Nawet nie wiem, co teraz począć. Nigdy bym nie pomyślała, że taki kłopot nagle spadnie mi na głowę. No trudno. Jeszcze jest czas, a potem na pewno znajdę właściwe rozwiązanie.

Kristina Waleryewna tak się rozgniewała, że już nie mogła dłużej trzymać emocji w sobie. Chciała powiedzieć synowej wszystko, co myślała o jej chciwości i tak złym zachowaniu. Jak ona śmiała milczeć?

Dlaczego nie powiedziała? Razem przecież wymyśliliby, jak te pieniądze spożytkować. Ale skoro Anna postanowiła milczeć, nic innego nie pozostawało. Nie chciała się kłócić z synową, ale jak powstrzymać gniew, który kipiał w żyłach? Miała ochotę krzyczeć z bezsilności, lecz lepiej było rozwiązać to od razu. Skoro młodzi sami nie rozumieli, należało im pokazać, gdzie ich miejsce.

— Tak właśnie cię matka wychowała, rozumiem. Tak? – wpadła do pokoju synowej Kristina Waleryewna, nie kryjąc gniewu w spojrzeniu, które w tej chwili mogło miotać pioruny.

Anna pośpiesznie zakończyła rozmowę telefoniczną, spojrzała na teściową, zupełnie niczego nie rozumiejąc. Była zaskoczona, zastanawiała się, co mogło się stać, ale nic nie przychodziło jej do głowy.

— Zrobiłam coś nie tak?

— Oczywiście, że zrobiłaś! Gdyby wszystko było w porządku, czy oburzałabym się teraz tak bardzo? Spadek po swojej ciotce dostałaś, a mnie ani słowa nie powiedziałaś. Jak mogłaś zataić coś takiego? Postanowiliście mnie zwodzić i milczeć?…

— Nie chciałam wam jeszcze zawracać głowy. Sama wciąż nie wiem, co z tym zrobić.

Kristina Waleryewna mogłaby zapłonąć od własnego gniewu, który palił ją od środka. Patrząc na synową, dosłownie chciała ją spalić wzrokiem. Gdyby można było zniszczyć kogoś spojrzeniem, właśnie takim. Anna poczuła się nieswojo i zaczęła zastanawiać się, jak uspokoić teściową. Jeszcze chwila, a kobiety może dosięgnąć atak serca.

— Wychowałam ci męża, nie spałam po nocach, z wielu rzeczy rezygnowałam. Poświęciłam życie osobiste, żeby wyrósł na prawdziwego mężczyznę. Całą siebie mu oddałam. A w zamian dostaję coś takiego?

— Przepraszam, ale naprawdę w tej chwili zupełnie pani nie rozumiem.

Anna była nie na żarty przestraszona, bo pierwszy raz widziała teściową w takim gniewie i nie wiedziała, jak powinna zareagować. Czy Kristina Waleryewna oczekiwała jakichś słów usprawiedliwienia? Czy chodziło o to, że nie podzielili się z nią swoimi zmartwieniami? Przecież o nią się troszczyli! Takiego bólu głowy nikomu by nie życzyła.

— Nie ma tu nic do rozumienia! Podziel się wreszcie spadkiem. Nie bez powodu cały ten czas wam pomagałam i kręciłam się wokół was. Należy mi się jakaś część za wszystkie cierpienia, które znosiłam, wychowując sama syna.

Tego Anna się nie spodziewała. Czyżby teściowa uznała, że synowa dostała niewyobrażalne bogactwo i ukrywa to przed nią? Widać było, jak przebiła się jej prawdziwa natura, którą tak długo próbowała ukrywać za uśmiechem. Wszystkie jej uśmiechy i gesty okazały się fałszywe.

Anna była przekonana, że miała wielkie szczęście z taką teściową, nie podejrzewała, że przez cały ten czas ta tylko udawała. Jej dobroć była jedynie na pokaz.

— Co tu się dzieje? – zapytał Daniel, wchodząc w sam środek kłótni.

— Sroka mi doniosła, że się wzbogaciliście i kupujecie mieszkanie. O matce od razu zapomnieliście? Nawet nie zapytaliście, czy czegoś mi potrzeba. I po to ja wychowywałam syna? Czekałam, że będziesz moim wsparciem i oparciem, a ty…

Danielowi było przykro słyszeć takie słowa od własnej matki. Annie – tym bardziej. Widząc, jak na jaw wychodzą prawdziwe pragnienia i myśli matki, mężczyzna poczuł gorzki posmak.

— Pani Kristo, jak mogła pani pomyśleć, że żałujemy pani czegokolwiek? Rzeczywiście dostałam spadek, ale jeszcze nie załatwiłam wszystkich formalności. Jeśli pani chce, oddam wszystko, co dostałam. Tylko potem to pani będzie musiała decydować, co zrobić z tym majątkiem.

Anna zdenerwowała się na teściową za to, że ta zachowywała się nieszczere i czegoś żądała. Jeśli chciała pieniędzy, mogła je dostać… Niech potem sama martwi się, co dalej. Takich żądań nie można było zostawić bez odpowiedzi.

— Oddasz wszystko? – zaśmiała się teściowa. – No tak! Przecież już sobie mieszkanko kupiliście! Nic już nie zostało, żeby matce oddać?

Anna i Daniel spojrzeli na siebie. Chcieli powiedzieć wiele, ale wszystkie słowa nagle się rozpłynęły, pochłonięte przez żal, że wszystko tak się potoczyło.

— Kupujemy mieszkanie na kredyt — oznajmił Daniel matce. – Teściowa pomogła nam zebrać pieniądze na pierwszy wkład. Nie chcieliśmy o wszystkim mówić zbyt wcześnie, dopóki nie dostaliśmy zgody banku, ale dziś rozpoczęła się finalizacja. Nie ma już sensu tego ukrywać. Wkrótce przeprowadzimy się z Anią.

— Wzięliście kredyt? Co za głupota! Dostać spadek i pakować się w długi. Zupełnie wam rozum odebrało?

— Jak już powiedziałam, mogę oddać pani ten spadek. Wszystko, co zostało po cioci. Potem sama pani zdecyduje, co z nim zrobić.

Kristina Waleryewna trochę się uspokoiła. Zgodziła się wszystko wziąć, sądząc, że młodzi są głupi, skoro nie wiedzą, jak korzystać z daru losu. Anna nie chciała skrzywdzić teściowej, ale tak już wyszło. Przepisała na nią dom, który odziedziczyła po ciotce. Radosna Kristina Waleryewna była gotowa skakać z radości, zupełnie nie zdając sobie sprawy, w co się właśnie wplątała.

Dom znajdował się na odludziu. Choć wyglądał całkiem dobrze, w tej wiosce od dawna nie pojawiali się nowi mieszkańcy, a ze starych zostali tylko staruszkowie. Zapomniane miejsce, gdzie nieruchomość trudno sprzedać nawet za grosze.

Anna martwiła się, że będzie musiała płacić podatki za ten dom, a sprzedać go się nie uda. Myślała nawet o tym, by zrzec się spadku, a teraz te problemy spadły na barki Kristiny Waleryewny. Chciwa kobieta dopiero, gdy stała się właścicielką, zrozumiała, w jakie sidła wpadła.

Teściowa próbowała oskarżać Annę o złe intencje, twierdziła, że synowa powinna była najpierw wszystko jej wyjaśnić, a dopiero potem przepisywać. Anna jednak uważała, że postąpiła słusznie.

Teściowa nie zadawała pytań, za to oskarżała o chciwość i brak szacunku. Dostała to, na co zasłużyła. Więc jaki sens było teraz się wycofywać? Powinna się cieszyć, że dostała cały spadek, przecież o tym marzyła. Jak to mówią – za co walczyła…

Małżeństwo zrozumiało, jaka naprawdę jest Kristina Waleryewna. Jak zręcznie potrafi udawać i uśmiechać się, nosząc w sercu kamień. Postanowili ograniczyć kontakty z kobietą do minimum, by nigdy więcej nie znaleźć się w podobnej sytuacji.

Świadomi, że szczerości od niej nie uzyskają, nie chcieli tracić czasu na fałszywe uśmiechy. Oczywiście, Daniel nie planował całkiem zostawiać matki. Wiedział, że kiedyś będzie potrzebowała jego wsparcia, ale nie zamierzali już pozwalać jej wpływać na ich życie.

Kiedy pojawiła się propozycja sprzedaży domu rolnikowi, który chciał przeznaczyć go dla swoich pracowników, a działka była spora, co również się przydawało, Kristina Waleryewna zaczęła się zastanawiać. Bała się sprzedać zbyt tanio i tak wywindowała cenę, że nikt nie chciał kupić domu.

Sądząc, że po otwarciu w tej wiosce farmy cena nieruchomości wzrośnie, kobieta zaczęła czekać. Ale… farma tam nigdy nie powstała, a kupować dom w opuszczonej wsi nikt już wcale nie chciał. Kristina Waleryewna została jak ta baba, której zawsze było mało… przy samym rozbitym korycie.