— Porzuć tego nędzarza i wróć do mojego syna! Teraz jesteś bogata, przyjmę cię! – oświadczyła teściowa.

— Porzuć tego nędzarza i wróć do mojego syna! Teraz jesteś bogata, przyjmę cię! – oświadczyła teściowa.

Telefon od byłej teściowej wczesnym rankiem bardzo zdziwił Juliannę. Kobieta nie zdążyła odebrać, a oddzwaniać wcale jej się nie chciało. Kto wie, czego znowu mogła chcieć Zoja Nikiticzna? Może przypomniała sobie o jakichś długach, które wymyślała tylko po to, by wyciągnąć z byłej synowej więcej pieniędzy.

Julianna niczego nie była winna ani byłemu mężowi, ani teściowej. Po rozwodzie oddała wszystkie prezenty, które kiedyś dawał jej Aleksiej, wszystko, co mogło łączyć ją z przeszłością. Nie zostawiając sobie niczego, wkroczyła w nowe życie, ale Zoja Nikiticzna nie potrafiła żyć spokojnie.

Od czasu do czasu przypominała o sobie, wylewając na byłą synową kubeł pomyj. Z pewnością znowu chciała powiedzieć coś nieprzyjemnego.

Upewniwszy się, że Siergiej, jej mąż, wciąż śpi, kobieta nalała sobie kawy i włączyła komputer. Teraz większa część pracy w firmie należącej do Siergieja spoczywała na jej barkach.

Dwa miesiące temu mąż kontrolował jeden z obiektów, który mieli lada chwila oddać do użytku. Lekceważąc zasady bezpieczeństwa, spadł z wysokości i uszkodził kręgosłup.

Lekarze nie dawali pocieszających prognoz i mówili, że nawet jeśli przeprowadzą operację, nie mogą zagwarantować, że Siergiej stanie na nogi. Julianna jednak się nie załamywała i starała się podtrzymywać męża na duchu.

Nawet jeśli miałby pozostać przykuty do wózka inwalidzkiego, to nie była tragedia. Kochali się i mogli razem pokonać wszystkie trudności.

Sprawdziwszy pocztę służbową i upewniwszy się, że niczego nie pomyliła – wszystkie ważne spotkania miały się odbyć po południu – Julianna mogła się trochę rozluźnić. Przygotowała śniadanie i zaczęła szykować się do biura.

Chciała jak najszybciej uporać się ze wszystkimi sprawami i wyciągnąć męża na spacer. Kiedy Siergiej się obudził, Julianna pomogła mu usiąść w fotelu i odprowadziła do kuchni. Opiekowała się mężem, choć był dość samodzielny.

— Pójdziemy dziś na spacer? – zapytała, delikatnie obejmując go za ramiona.

— Jeśli chcesz. Wróć jak najszybciej. Powiedziałem zastępcy, żeby cię tam nie obciążał. Niech on przejmie większość spotkań.

— Z chęcią bym się zgodziła, ale wiesz, że nikt nie zrobi czegoś lepiej od ciebie samego. Mam nadzieję, że szybko się uwinę. Nie nudź się.

Julianna pocałowała męża w policzek i pospieszyła na podziemny parking, bo już trochę się spóźniała. Kiedyś znalazła się w sytuacji bez wyjścia. Nigdy nie zapomni tamtego dnia.

Teściowa wyrzuciła ją z mieszkania podczas ulewnego deszczu, zabrała wszystkie pieniądze i kosztowności, oświadczając, że synowa sama musi sobie poradzić z życiem. Nie było skąd oczekiwać pomocy.

Zadzwonić do rodziców i poprosić o pieniądze Julianna nie mogła, bo akurat w tym okresie matka miała problemy z sercem i każde zmartwienie mogło źle wpłynąć na jej zdrowie.

Umówiwszy się z przyjaciółką, że zatrzyma się u niej na kilka dni, Julianna zwróciła się o pomoc do szefa i poprosiła o wcześniejszą wypłatę pensji. Siergiej od razu odpowiedział i pomógł jej finansowo, znalazł mieszkanie do wynajęcia.

Nie zostawił jej w trudnej sytuacji, a nawet dał awans, żeby zarabiała więcej. Julianna pamiętała, jak martwił się i pytał, czy ma wszystko, czego potrzebuje, czy dobrze jej się żyje. Spłacając kredyt, który wzięła dla męża na zakup samochodu, Julianna ledwo wiązała koniec z końcem.

To właśnie Siergiej pomógł jej znaleźć dobrego adwokata. Nie chcąc rozstawać się z samochodem i dzielić go, Aleksiej zgodził się spłacać kredyt sam. Jak los w końcu zetknął ją z Siergiejem, Julianna nawet nie zrozumiała, ale czuła miłość i troskę i potrafiła otworzyć przed tym mężczyzną swoje serce.

Kobieta bardzo się starała nie zawieść jego zaufania; mimo ich relacji wykonywała swoją pracę sumiennie. I oto teraz… wszystko spadło na jej barki, ale Julianna nie narzekała. Wierzyła w lepsze jutro i wiedziała, że wszystkie próby nie są nam dane bez powodu.

Zoja Nikiticzna zadzwoniła ponownie, kiedy Julianna była na zebraniu. Odrzuciła połączenie, a gdy tylko znalazła wolną chwilę, oddzwoniła.

Choć nic już jej z teściową nie łączyło, nie chciała chować głowy w piasek. Skoro była teściowa tak natarczywie dzwoniła, musiała mieć swoje powody.

— Julianno, czemu nie odbierasz? Już się zaniepokoiłam, czy u ciebie wszystko w porządku. Możemy się spotkać?

Zoja Nikiticzna mówiła słodkim tonem. Było jasne, że czegoś chce od byłej synowej i stara się jej przypodobać. Tylko że nieprzyjemnie było słyszeć jej głos – wszystkie złe wspomnienia natychmiast powracały i sprawiały ból.

— Po co? Czegoś pani chce? Może pani powiedzieć przez telefon.

— Ależ skąd! To wcale nie jest rozmowa na telefon — zaprotestowała Zoja Nikiticzna. – Spotkajmy się i porozmawiajmy? Mam ci wiele do powiedzenia.

Julianna ciężko westchnęła, ganiąc się za tak miękki charakter. Postanowiła jednak spotkać się z kobietą i dać jej jasno do zrozumienia, że nie powinna już więcej dzwonić, że wszelkie relacje między nimi zakończyły się dawno temu, kiedy wyrzucono ją na ulicę podczas ulewnego deszczu.

Julianna zamierzała wprost powiedzieć byłej teściowej, że nie potrafi przebaczyć dawnych krzywd ani puścić ich w niepamięć i że nie chce już utrzymywać z nią żadnego kontaktu.

Umówiwszy się na spotkanie o piątej po południu, zaznaczając, że będzie miała na to niewiele czasu, Julianna skończyła pracę i udała się do kawiarni, gdzie Zoja Nikiticzna już powinna była na nią czekać.

Chciała jak najszybciej wrócić do domu, zdążyć na spacer z mężem i spędzić z nim więcej czasu, dlatego nie zamierzała długo rozmawiać z teściową, nawet jeśli była już tylko „byłą”.

Chodziło tylko o to, by postawić kropkę tam, gdzie Zoja Nikiticzna uparcie zostawiała wielokropek — jakby to nie ona wyrzuciła synową, jakby to nie ona kiedyś nie pozwalała Juliannie i Aleksiejowi spokojnie budować związku.

— Ależ ty się stałaś piękna. Prawdziwa dama. Szkoda, że wcześniej taka nie byłaś, ale to nic — uśmiechnęła się Zoja Nikiticzna, ledwie Julianna usiadła przy stoliku naprzeciw niej.

— Proszę mówić, co pani chciała, bo mam naprawdę mało czasu.

— Moja droga, chciałam cię przeprosić za to, jak podle kiedyś cię traktowałam. Powinnam była zaakceptować wybór syna i nie knuć przeciwko tobie. Było mi ciężko, a ja nie dostrzegałam, jaka naprawdę jesteś dobra i godna zaufania, ale teraz widzę, jak bardzo się myliłam.

Przepraszam cię za wszystkie złe słowa, które kiedyś ci powiedziałam, za to, że cię wygnałam i oskarżyłam o kradzież. Za to, że nastawiłam syna przeciwko tobie. Wstyd mi, że tak się zachowywałam i cię raniłam, zamiast stać się dla ciebie kimś bliskim, drugą matką.

Jeśli Zoja Nikiticzna liczyła na rozgrzeszenie, mogła przeprosić przez telefon. Znając teściową, Julianna czuła, że w tym spotkaniu kryje się jakiś podstęp. Spokojnie czekała, co będzie dalej.

— A więc… naprawdę jest mi bardzo wstyd. Teraz, gdy odtwarzam to wszystko w myślach, sama na siebie się złoszczę.

— Nie warto wracać do przeszłości. Proszę wyciągnąć z tego lekcję i starać się już tak nie postępować. Jeśli zaprosiła mnie pani tylko po to, to pójdę. Bardzo się spieszę.

— Nie, nie, nie! Zaczekaj! – Zoja Nikiticzna chwyciła byłą synową za rękę, nie pozwalając jej wstać i odejść. – Słyszałam, że masz problemy z mężem. Widziałam w wiadomościach. To pewnie niełatwe, prawda?

Jesteś jeszcze taka młoda. Nie macie nawet dzieci. Jak ty zamierzasz dalej żyć? Tak mi ciebie żal. Czuję się winna, że wtrąciłam się w wasze relacje z moim synem i zniszczyłam wasze małżeństwo.

Kochaliście się naprawdę, a ja wszystko zepsułam i teraz chciałabym to naprawić…

— Naprawić? – powtórzyła Julianna, nie wierząc własnym uszom. – Co pani chce naprawić? Jestem mężatką i jestem szczęśliwa, mimo wszystkiego. Nie narzekam na swoje życie. Żyję po prostu wspaniale. To, co stało się z moim mężem, jest nieszczęściem, ale poradzimy sobie razem.

Zoja Nikiticzna wymusiła uśmiech, bardziej przypominający grymas drapieżnika. Kobieta niezadowolona prychnęła i uniosła podbródek w swoim zwyczajowym geście. Jej prawdziwa natura rwała się na zewnątrz, ale teściowa starała się ją powstrzymać, by znowu nie powiedzieć czegoś przykrego.

— Teraz ci się wydaje, że dacie radę ze wszystkim, ale to nieprawda. Musisz rozumieć, że on niewiele będzie w stanie ci dać. Najpierw zaczniesz go nienawidzić, a potem siebie za to, że zgodziłaś się przy nim zostać.

Na razie wszystko romantyzujesz, ale potem będzie gorzej. Kiedy pojawią się dzieci, a z jego strony nie będzie żadnej pomocy, zawyjesz z rozpaczy i na pewno pożałujesz wyboru, którego dokonałaś. Julianno, zrozumiałam swoje błędy, przemyślałam je. Nie chcę, by z mojego powodu do końca życia byłaś nieszczęśliwa.

Lesza wciąż nie może o tobie zapomnieć. Nie chce nowego związku, mówi, że stracił jedyną kobietę, którą kochał. Macie pełną szansę się znowu połączyć. Porzuć tego nędzarza i wróć do mojego syna! Teraz jesteś bogata, przyjmę cię! Wszystko będzie zupełnie inaczej. Już nigdy nie będziesz żałować swojego wyboru ani męczyć się z bezużytecznym mężem.

W razie rozwodu przypadnie ci spora część jego majątku. Wystarczy, żebyście z Leszą mogli kupić mieszkanie i żyć osobno. Wszystko się wam ułoży, a wy dacie mi wnuki.

Patrząc na Zoję Nikiticzną, Julianna nagle pomyślała – czy z tą kobietą wszystko w porządku? Jak ona śmiała mówić takie straszne rzeczy? Jeśli sama była tak sprzedajna, to sądziła, że wszyscy wokół są tacy sami?

Jeszcze podkreśliła, że przyjmie ją do rodziny ze względu na bogactwo. Uśmiechając się ironicznie, Julianna wstała i spojrzała na matkę byłego męża.

— Nie ma pani pojęcia, jak bardzo jestem pani wdzięczna za to, że przeszkodziła pani w moim związku z Aleksiejem. Dopiero z Siergiejem zrozumiałam, co znaczy kochać i być kochaną.

Tylko przy nim odnalazłam prawdziwe szczęście. Mimo pani prób przekonania mnie, że sobie nie poradzę i pożałuję, nie zamierzam się wycofać. Kocham swojego męża. Będę z nim do końca, w smutku i w radości.

Może pani mówić i myśleć, co tylko zechce. Mojego zdania pani nie zmieni. Proszę w przyszłości do mnie nie dzwonić i nie szukać spotkań. Jeśli znowu pojawi się pani na mojej drodze, znajdę sposób, by to zakończyć. To, że pani syn nie potrafił spotkać innej kobiety, to jego problem, nie mój. Wszystkiego dobrego.

Czując, jak serce wali jej w piersi, Julianna skierowała się na parking. Złości nie było – zamiast niej wewnątrz kipiały obrzydzenie i litość. W głębi duszy było jej wstrętnie, że tacy ludzie żyją na tym świecie, i po części żal.

Goniąc za zyskiem, teściowa całkiem zatraciła człowieczeństwo. Mówiła takie straszne rzeczy, zupełnie nie myśląc, że kiedyś coś podobnego może przydarzyć się jej samej. Co zrobi, jeśli z Aleksiejem wydarzy się nieszczęście?

Porzuci syna i odwróci się od niego? W głowie się kręciło, ale Julianna postarała się odciąć od negatywnych myśli i nie roztrząsać złego. Próbowanie zrozumienia, co dzieje się w głowie tak złego człowieka, było zbędne — nawet przez chwilę nie chciała stać się kimś takim jak ona.

Kobieta wróciła do domu wcześniej i razem z mężem poszli na spacer. Czując wsparcie ukochanej żony, Siergiej starał się zrobić wszystko, by znów stanąć na nogi. Zgodził się na operację i podczas rehabilitacji, mimo bólu, wykonywał wszystko, co zalecali lekarze.

Chociaż Julianna prosiła, by się nie spieszył, mówiła, że i tak go nie zostawi, Siergiej chciał być dla niej coraz lepszy. Doceniał troskę i wsparcie ukochanej kobiety, która była przy nim.

Po pół roku pojawiły się pierwsze rezultaty. Mężczyzna powoli potrafił poruszać się na krótkie dystanse, ale to nie był koniec.

Julianna cieszyła się z każdego kroku męża i zawsze była obok, by mocno trzymać go za rękę i nie pozwolić mu upaść. Kochała szczerze, całym sercem, a niebo odpowiadało błogosławieństwem na tę miłość.

Zoja Nikiticzna zaś musiała zmierzyć się z tym, czego w ogóle się nie spodziewała. Wracając pijana z pracy, Aleksiej miał wypadek i został przykuty do łóżka.

Opiekując się synem, kobieta wspominała rozmowę z byłą synową i płakała, myśląc, że sama ściągnęła na siebie nieszczęście. Ale teraz już nic nie mogła zmienić.