— Olya, cześć! Jak dobrze, że odebrałaś. Jesteście w domu? — telefon Lisy zaskoczył Olgę. Żona brata rzadko do niej dzwoniła. Nietypowo przyjazny ton bratowej wzbudził w kobiecie czujność.

— Cześć. Jestem w domu z dziećmi, Wład jest w pracy. A co się stało?
— Nic takiego, po prostu przejeżdżaliśmy obok. Postanowiliśmy wpaść do was w gości.
— W gości? Brat nic nie wspominał, że wybieracie się w naszą stronę, choć wczoraj rozmawiałam z nim przez telefon — westchnęła ciężko Olya. Rano była u stomatologa, ale ząb wciąż bolał, więc ta wiadomość wcale jej nie ucieszyła.
— Andrzej nawet o tym nie wiedział. Powiedziałam mu dopiero rano, kiedy szykował się do pracy.
— Czyli jedziesz sama, bez męża?
— Tak, z dziećmi. Chcieliśmy u was przenocować. Pomyślałam, że niech dzieciaki się pobawią. W końcu są kuzynami, a widują się bardzo rzadko.
— No dobrze, nie mam nic przeciwko — odpowiedziała niechętnie Olya — tylko źle się czuję. Dziś rano usunęli mi trudny ząb, dziąsło spuchło, a głowa boli. Leki nie pomagają. Boję się, że nie będę w stanie dotrzymać wam wesołego towarzystwa.
— Nie martw się, Oleńko. Dzieci same znajdą sobie zajęcie. I nie kłopocz się o jedzenie. Zaraz wpadniemy do sklepu i coś kupimy.
„Nie martw się… Oleńko… Wpadniemy do sklepu…” — taki sposób mówienia w ogóle nie był w stylu Lisy. Nigdy w życiu nie zwróciła się do szwagierki w tak uprzejmy sposób, a dziś z jej ust płynął cały strumień uprzejmości. Olya od razu wyczuła, że coś jest nie tak, ale postanowiła nie odmawiać Elżbiecie prośby. Jeśli żona brata chciała przywieźć dzieci, żeby pobawiły się z kuzynkami, nie miała nic przeciwko.
Kiedy Lisa przyjechała z dziećmi, Olya zaniepokoiła się jeszcze bardziej. Bratowa nie słynęła z hojności, a dziś była nadzwyczaj wielkoduszna. Żona Andrzeja przywiozła ze sobą dwie torby z zakupami, a do tego zamówiła kilka pizz i sushi.
— Ojej, ile tego! — zawołała Olya, przejmując torby.
— Mówiłam przecież, żebyś się nie martwiła. Jak się czujesz? Jak twój ząb? Nadal boli?
— Okropnie! Lekarz powiedział, że to normalne i przejdzie z czasem.

— No to dobrze — uśmiechnęła się Lisa, ale jakoś dziwnie się zdenerwowała. W tym momencie Olya zrozumiała, że Lisa nie bez powodu była taka miła i uprzejma. Ewidentnie czegoś od niej chciała. — Słuchaj, nie masz nic przeciwko, jeśli na parę godzin wyskoczę? Chciałam spotkać się z koleżanką. Nie widziałyśmy się, odkąd z Andrzejem wyjechaliśmy z tego miasta.
— Nie wiem… — zawahała się Olga. Ten pomysł nie bardzo jej się podobał. — Przecież mówiłam, że źle się czuję. Nie będę mogła pilnować dzieci.
— Ale co tu pilnować? Przecież nie są malutkie!
— Nie są malutkie? — parsknęła Olya, spoglądając na czteroletniego bratanka, który siedział na podłodze i bawił się klockami. — Moje dzieci są już samodzielne, a twoje wymagają ciągłej opieki.
— To może wezwę nianię? — zaproponowała niespodziewanie Lisa. — Niech posiedzi z nimi do dziewiątej wieczorem, a potem już wrócę.
— Dobrze, dzwoń — machnęła z niechęcią ręką Olya. Uznała, że skoro Elżbieta była gotowa wyłożyć pieniądze na nianię, to naprawdę bardzo zależało jej na spotkaniu z koleżanką. Dlaczego więc nie pójść jej na rękę i nie zostawić bratanków w domu.
Lisa była w siódmym niebie, gdy szwagierka zgodziła się na jej warunki. Sto razy podziękowała siostrze męża, po czym przebrała się, poprawiła makijaż i wyszła.
Bratankowie nie sprawili Oldze większego kłopotu, zwłaszcza że cały czas zajmowała się nimi niania. Dzieci Elżbiety i Andrzeja były żywymi urwisami, ale uwielbiały bawić się z kuzynkami.
Podczas gdy Lisa odpoczywała w barze z przyjaciółką, Olga leżała w swoim pokoju i próbowała uśmierzyć ból zęba lekami. Około siódmej wieczorem do domu wrócił jej mąż. Wład zdziwił się, widząc w mieszkaniu nianię i dwoje małych dzieci.
— Co tu robią twoje siostrzeńcy? — zapytał Olyę.
— Lisa przyjechała. Chciała, żeby dzieci pobawiły się razem, a sama poszła spotkać się z koleżanką.
— A Andrzej gdzie? — zdziwił się jeszcze bardziej Wład. Brat żony od kilku lat mieszkał z rodziną w innym mieście, ale nigdy nie przyjeżdżali w odwiedziny osobno.
— Został w domu. Pracuje.
— Rozumiem. A kiedy Lisa wróci? Już ósma, zaraz zrobi się ciemno.
— Mówiła, że wieczorem.
Olya szczerze wierzyła, że bratowa wróci o ustalonej porze, ale ani o dziewiątej, ani o dziesiątej, ani o jedenastej Lisy wciąż nie było. Niania zdążyła już pomóc dzieciom zjeść kolację, umyć się i położyła je spać.
— Przepraszam, że musiałaś zostać dłużej — powiedziała Olya, wręczając pieniądze za dodatkowe godziny.
— Nic się nie stało, proszę dzwonić, jeśli jeszcze kiedyś będzie trzeba.

— Mam nadzieję, że nie będzie trzeba — odpowiedziała Olga, zamykając za nianią drzwi.
— Może zadzwonisz do Lisy? — zapytał Wład.
— Tak, właśnie miałam to zrobić — Olya wybrała numer bratowej i już miała zamiar zrugać ją za spóźnienie, ale Elżbieta nie odebrała. Najpierw w telefonie było słychać długie sygnały, a potem całkiem go wyłączyła. — Co to ma znaczyć! Czy ona jest nastolatką, żeby się tak zachowywać?
Przez dwie godziny Olga próbowała dodzwonić się do Lisy, ale na próżno. Kobieta zaczęła poważnie się martwić. W końcu była już późna pora. A jeśli coś jej się stało? Z tym pytaniem siostra zadzwoniła do brata, który zaspany od razu nie zrozumiał, o co chodzi.
— Chciałabym wiedzieć, gdzie jest twoja żona!
— Jak to gdzie Lisa? Przecież jest z dziećmi u was. Czyż nie?
— Dzieci śpią, ale twojej żony wciąż nie ma. Dzwonię, a jej telefon wyłączony. Andrzej, zaczynam się martwić. Różne rzeczy mogły się jej przydarzyć w barze albo po drodze do domu. Może trzeba zadzwonić na policję?
— Na policję?! — przeraził się brat. W tej chwili sen całkiem z niego spłynął. — Czekaj, spróbuję sam się z nią skontaktować…
Podobnie jak u siostry, próby Andrzeja, by dodzwonić się do żony, również nie przyniosły rezultatu. Mężczyzna popadł już w rozpacz. Przebywał w innym mieście i nie wiedział, co robić. Była już trzecia nad ranem, a telefon jego żony pozostawał niedostępny.
W dokładnie takim samym stanie była Olya. Do jej głowy napływały najgorsze myśli. Strasznie bała się, że rano do jej drzwi zapukają policjanci i przekażą straszną wiadomość.
— Połóż się spać, kochanie. Nic się tej Lizie nie stało. Jakbyś jej nie znała. Nabalanguje się, wróci — tylko Wład spał spokojnie, od czasu do czasu budząc się i namawiając żonę, by się uspokoiła.

— Właśnie o to chodzi, że ja ją znam, dlatego się martwię. Liza zawsze szukała sobie przygód. Może i dziś je znalazła? — myśląc o najgorszym scenariuszu, Olya odstawiła środki przeciwbólowe i sięgnęła po uspokajające.
Ale ledwie wzięła tabletkę, bratowa niespodziewanie dała znać o sobie. Liza odezwała się dopiero około szóstej rano. Wysłała szwagierce swoje zdjęcie i wiadomość: „Cześć. Trochę się zasiedziałam z koleżanką. Zaraz będę”.
Ta lekkość i beztroska w tekście rozwścieczyły Olgę. Nawet nie odpisała Lizie. Przekazała wiadomość bratu, dodając kilka gniewnych emotikonów.
Po dwóch godzinach Liza wróciła do domu. Drzwi otworzył jej Wład, który już szykował się do pracy. Olya wszystko słyszała, ale nawet nie pomyślała, by wyjść do bratowej. Udawała śpiącą, dopóki żona brata nie spakowała się i nie wyjechała z dziećmi z jej domu.
Po tej historii Olya nigdy więcej nie przyjmowała krewnych na nocleg, a tym bardziej nie zostawiała ich dzieci u siebie. Z bratową w ogóle przestała utrzymywać kontakt. Zresztą Liza sama też do niej nie dzwoniła. Żona brata nawet nie przeprosiła za tamten incydent.
Początkowo Olga myślała, że Elżbiecie wstyd było za swoje zachowanie, dlatego się nie odzywała. Później jednak okazało się, że ona i Andrzej się rozstali.

— Rozwodzicie się? Dlaczego?! — ta wiadomość zszokowała Olyę.
— Pojawił się ktoś inny. Pamiętasz tę historię z koleżanką? Wtedy nie uwierzyłem, że Liza mogła do rana siedzieć w barze z dawną znajomą, więc śledziłem żonę. Okazało się, że w tajemnicy spotykała się z byłym.
Przepraszam, że przypadkiem musiałaś w tym uczestniczyć. Gdybym wiedział, po co ona jechała do was w odwiedziny, nigdy bym jej nie puścił — głos brata był bardzo smutny.
— Och, Andrzeju… To straszne — Olya słuchała brata i płakała. Było jej żal jego i dzieci. Elżbieta zawsze była porywczą kobietą, ale nikt nawet nie przypuszczał, że mogłaby posunąć się do czegoś takiego.
Od tamtej pory minęło sporo czasu. Andrzej dawno już otrząsnął się po rozwodzie i nawet zaczął spotykać się z inną kobietą. Jednak Olya wciąż wspominała tę zdradliwą historię.
Nigdy nie wybaczyła Elżbiecie jej podłego czynu. Ale najgorsze w tej sytuacji było to, że ucierpiały zupełnie niewinne dzieci. Po rozwodzie Liza zabrała je ze sobą i razem z innym mężczyzną przeprowadziła się do innego miasta, oddalonego o tysiąc kilometrów.
Od tamtej pory ani Olya, ani Andrzej nie widzieli dzieci na żywo — kontaktowali się tylko przez wideorozmowy. Mimo wyroku sądu Elżbieta była stanowczo przeciwna osobistym spotkaniom synów z ojcem.