Olga była w sklepie, kiedy zadzwoniła do niej sąsiadka.
— Oleczka, dzień dobry. Tu u was pod drzwiami kręci się jakaś kobieta, mówi, że przyjechała w gości, a wy nie otwieracie.

— Dzień dobry, Nino Timofiejewno. My nie spodziewaliśmy się gości, dziwne. Proszę jej powiedzieć, że zaraz przyjadę.
W drodze do domu Olga łamała sobie głowę, kim to może być. Goście przyjeżdżali do nich rzadko, i to zawsze po wcześniejszym uzgodnieniu.
Olga wyszła z windy z dwoma torbami i zobaczyła przy swoich drzwiach nieznajomą kobietę, około sześćdziesięcioletnią. Niską, pulchną, w kolorowej sukience. Obok niej stał chłopak — wysoki, chudy, w okularach. Na podłodze stała wypchana torba.
— Dzień dobry. Do nas?
— Tak to witacie gości, tak? Tak, do was. Tamara Pietrowna dała adres i powiedziała, że Igor pomoże temu obibokowi. — Kobieta machnęła ręką w stronę chłopaka.
— Tamara Pietrowna nic o was nie mówiła.
— Pewnie mówiła Igorowi. Przecież to jej syn. A ty jesteś synową.
— Właściwie mieszkamy tu razem. No, proszę wejść…
Olga otworzyła drzwi, kobieta popchnęła chłopaka do przodu i weszła za nim. Olga była zdezorientowana. Igor w pracy, a co ona ma zrobić z tymi ludźmi?
— Nazywam się Walentina Nikołajewna, jestem chrzestną Igora. Można po prostu ciocia Walja. A to mój wnuk Stasik. A ty, jak rozumiem, Olga. Tamarka często o tobie opowiada. Jest obrażona, że nie zaprosiliście jej na ślub, jak mogliście tak postąpić z mamą?

— Nie mieliśmy wesela, tylko wzięliśmy ślub cywilny i tyle, nikogo nie zapraszaliśmy.
— Ech, za naszych czasów tak się nie robiło. No dobrze, gdzie macie łazienkę?
Olga zaprowadziła ją do łazienki i wróciła do kuchni, żeby rozpakować torby. Chłopak skromnie siedział na krześle.
— Przepraszam, że tak wyszło. Babcia powiedziała, że państwo nas oczekujecie…
— No, sytuacja rzeczywiście dziwna…
Olga nie wiedziała, jak się z nimi zachować. Wyszła na balkon i zadzwoniła do męża.
— Igor, tu przyjechała jakaś ciocia Walja z wnukiem, mówi, że twoja mama miała mnie uprzedzić. I że jest twoją chrzestną. Wiedziałeś o tym?…
— Pierwszy raz o tym słyszę. Mama w swoim stylu. Chrzestnej swojej nigdy nie widziałem, ale imię pamiętam, mama chyba z nią utrzymuje kontakt. Wyjechali z naszej wioski, gdy byłem mały. Teraz zadzwonię do mamy, wyjaśnię sprawę.
— Dobrze, czekam na ciebie w domu.
Kiedy Olga weszła do kuchni, zobaczyła, jak ciocia Walja energicznie rozstawia filiżanki, nalewa wodę do czajnika.
— Jesteśmy w drodze głodni, chociaż herbatę można wypić?
— Zaraz będę gotować kolację. Pilaw. Poczekajcie chwilkę.
— Poczekamy, oczywiście. Ale najpierw herbata. No, opowiadajcie, jak wam się żyje w dużym mieście? Tamara mówiła, że Igor tu miliony zarabia. Informatyk to dochodowy zawód. To i Stasa postanowiła ulokować, Tamara powiedziała, że Igor go weźmie do siebie jako programistę czy jak to się tam nazywa…
Olga spojrzała na kobietę ze zdumieniem. To dopiero wiadomość… Tamara Pietrowna wszystko już załatwiła. A Igor nawet nic nie wiedział.
— Babciu, przecież mówiłaś, że Igor pomoże mi znaleźć pracę w restauracji jako kucharz! Co ma do tego informatyk? — Stas aż podskoczył z krzesła.
— Uspokój się, Stas. O kucharzu zapomnij, głupoty to wszystko. Milionów nie zarobisz. Igorek cię wszystkiego nauczy, będziesz miał potem samochód, mieszkanie. Jeszcze i babci na prezent zostanie.
Gościni głośno się roześmiała, trzęsąc całym ciałem.
— Rozumie pani, przyjechałem tutaj, bo babcia obiecała, że pomogą mi z pracą. Tam, gdzie mieszkam, jest zupełnie martwo, zawsze marzyłem o życiu w mieście. Moi rodzice piją, babcia mnie wychowywała. Ukończyłem szkołę zawodową, uczyłem się na kucharza, to moje powołanie, a nie pisanie programów.
— Mało ty rozumiesz! Babci słuchać trzeba! Popatrz, jak ludzie żyją, mieszkanie w centrum, pieniędzy pod dostatkiem, za granicę jeżdżą. A kucharze tak żyją? Olga, a dlaczego nie macie dzieci? Już by wypadało urodzić, zegar tyka…

W tym momencie przyszedł Igor.
— Oj, chrześniak, taki jesteś duży i pulchny! Pamiętam cię całkiem malutkiego! Pamiętasz ciocię Walję, swoją drugą mamę?
— Dzień dobry. Niestety, nie pamiętam pani. Zadzwoniłem do mamy, powiedziała, że chciała zrobić niespodziankę, nie uprzedziła o waszej wizycie. Niespodzianka się udała, oczywiście. Ale chodzi o to, że nie mogę w żaden sposób pomóc waszemu wnukowi. Nie zatrudniamy osób bez doświadczenia, bez wykształcenia.
— Ja w ogóle o tym nie wiedziałem, wybaczcie. Przyjechałem szukać pracy jako kucharz. Babcia mówiła, że pomożecie. Babciu, chodźmy już…
— Dokąd pójdziemy? Noc już jest! Przenocujemy, a jutro zobaczymy. Mają przecież dwa pokoje, zmieścimy się jakoś. Matka chrzestna krzywdy nie zazna. Olga właśnie plov miała gotować…
Do rozmowy włączyła się Olga.
— Proponuję taki wariant: zjecie kolację, a ja pomogę wam znaleźć miejsce w wynajmowanym mieszkaniu, w naszym bloku kilka osób wynajmuje na doby. U nas nie zostaniecie. W sypialni śpimy my, a w salonie sofa się nie rozkłada.
— A ile kosztuje nocleg w takim mieszkaniu? Pewnie drogo, nie przewidziałam dodatkowych wydatków. Jeszcze muszę wrócić do domu, a Stasowi będą tu potrzebne pieniądze.
— Nie biorą drogo, proszę się nie martwić. My z Igorem zapłacimy. Ale tylko za jedną noc. Biorąc pod uwagę całą sytuację, Tamara Pietrowna postąpiła naprawdę nieładnie…
— A może ja ugotuję pilaw, dobrze mi wychodzi. A wy odpoczniecie. A potem pójdziemy — zaproponował nagle Stas. Olga się zgodziła. Nie lubiła gotować, a chłopak był kucharzem, niech pokaże swój talent.
Olga podała mu produkty, a oni wyszli do salonu, Stas zabrał się do gotowania.

— Igorek, nie gniewaj się. My prości ludzie, ze wsi. U nas tak przyjęte, wszystkich gości przyjmujemy. Tamara tak cię chwaliła, mówiła, że bardzo mądry, tylko do domu rzadko jeździsz, w mieście się zadomowiłeś. My z nią często rozmawiamy przez telefon, wysyłamy kartki na WhatsAppie.
— Głupio wyszło, oczywiście. Mama nie powinna była po cichu załatwiać takich spraw. A chłopak u was dobry.
— Oj, jego matka pije, ojciec go porzucił, sama ciągnę chłopaka. Chciałam, żeby człowiekiem został…
(autor – „Notatki optymistki”)
Po przygotowaniu pilawu Stas zaprosił wszystkich do kuchni. Olga postawiła talerze, pokroiła ogórki, ukroiła chleb. Pilaw okazał się bardzo smaczny.
— Stas, naprawdę masz talent. Dziękuję, było pyszne.
Stas się zawstydził.
— Wiesz co, zadzwonię teraz do znajomego, prowadzi restaurację kuchni uzbeckiej, zapytam, czy nie potrzebują pracowników.
Igor wyszedł z pokoju i wrócił po kilku minutach.
— Stas, masz szczęście. Właśnie potrzebują pracownika. Pomocnika kucharza. I znajdą ci pokój w internacie.
— Bardzo dziękuję! Tak się cieszę…
Po kolacji Olga odprowadziła ciocię Walję ze Stasem do wynajętego mieszkania, wcześniej zadzwoniwszy do właścicielki. Na szczęście mieszkanie było wolne.
Następnego dnia Igor zawiózł Stasa do restauracji i przedstawił go swojemu koledze. Chłopak przypadł mu do gustu i obiecał mu pomóc. Igor cieszył się, że mógł coś zrobić.
Ciocię Walję odwiózł na dworzec, a ta spokojna wróciła do domu. Igor odetchnął. Goście, których się nie spodziewasz, nie zawsze są radością. Ale w tym przypadku zrobiło mu się żal chłopaka.
— Halo, mamo, cześć. Chcę cię prosić, żebyś już nikogo do nas nie przysyłała. Proszę. Nie lubię takich niespodzianek.

— Synku, Walja zadzwoniła, powiedziała, że pomogłeś wnukowi, że ich dobrze przyjęliście. Została bardzo zadowolona. Nie zawiodłeś mnie.
— A ty mnie zawiodłaś. Tak się nie robi. Rozumiesz? Goście powinni być radością. A nie tak… Nie mogę wszystkim pomagać i nie chcę. Stas jest wyjątkiem. Więc więcej żadnych niespodzianek.
— Dobrze, synku, nie złość się. Nie mogłam odmówić Waleczce…
Mama dotrzymała słowa — więcej nie było od niej niezapowiedzianych gości.
Stas pokazał się z najlepszej strony w pracy i z czasem został szefem kuchni. Czasami Igor z Olgą odwiedzali restaurację, w której pracował, a on częstował ich na swój koszt — w dowód wdzięczności i podziękowania.