„Wszystko, co skryte, wychodzi na jaw: jak pęknięty ekran i rozcięty czoło ujawniły tajemnicę, którą skrywały miłość, strach i pranie”

Wszystko wyszło na jaw zupełnie przypadkowo. Alla nigdy nie szpiegowała męża — nie zaglądała do jego telefonu, nie śledziła transakcji bankowych.
I tak miała wystarczająco dużo spraw na głowie: praca w biurze podróży wymagała codziennego rozwiązywania wielu najważniejszych dla klientów zadań, a po pracy odbierała z przedszkola trzyletniego syna Maksima i zajmowała się jego równie ważnymi sprawami. Potem, jak zwykle: zupa, kotlety, pranie, serial przy laptopie…
Dlatego o życiu męża, Andreja, wiedziała tylko tyle, że pracuje jako programista w dużej firmie, dwa razy w tygodniu chodzi na aikido i czasami w weekendy jeździ z przyjaciółmi na ryby.
Tego dnia przydarzyła się Alli nieszczęśliwa sytuacja – pięcioosobowa rodzina nie zdążyła na przesiadkę z powodu opóźnienia lotu. Cały wieczór wisiała na telefonie i była strasznie zmęczona, więc kiedy wszystko się wyjaśniło, po prostu poszła wziąć kąpiel, choć Andrej jeszcze nie wrócił z treningu. Zostawiła drzwi otwarte, żeby słyszeć, co u syna, i dała mu swój telefon. Na początku wszystko było w porządku.
A potem usłyszała przeraźliwy płacz syna, wyskoczyła z wanny i, plącząc się w rękawach szlafroka, pobiegła ratować dziecko. Syn upadł, telefon również. Ekran w kawałkach, a z rozciętej rany na głowie leciała krew. Alla sama chciała krzyknąć, ale zebrała się w sobie i zaczęła pocieszać syna, mocno przytulając go do siebie.
Następnie, trzymając syna w ramionach, pobiegła do telefonu stacjonarnego i wezwała karetkę. Ku jej zaskoczeniu przyjechała szybko, a młoda ratowniczka stwierdziła:
— Trzeba zszyć. Przygotujcie się, jedziemy do szpitala.
Alla była wciąż w szlafroku i z mokrymi włosami. Jak jechać w takim stanie? Na szczęście pojawił się Andrej — z ulgą usłyszała, jak w drzwiach obraca się klucz. Szybko ogarnąwszy sytuację, wziął syna i powiedział:
— Zawieziemy go.
— Ja pojadę z wami — poprosiła żałośnie Alla, czując jeszcze większe poczucie winy.
— Z mokrą głową? — zapytał Andrej z wątpliwością. — Najpierw wysusz włosy i jedź taksówką za nami.
Alla wskazała na swój telefon, którego ekran pokrył się pajęczyną pęknięć i nieustannie migotał. Andrej wyciągnął swój telefon, włożył go w ręce Alli i powiedział:
— Trzymaj mój, ruszamy.
Łkając, Alla chwyciła suszarkę i wysuszyła włosy. Włożyła dżinsy i sweter. Otworzyła aplikację, żeby zamówić taksówkę. Aplikacja od razu poprosiła o ocenę poprzedniej jazdy. Alla automatycznie ją oceniła, a zanim wpisała adres, zauważyła, że pierwszy proponowany adres jest jej całkowicie nieznany.
Ale teraz nie było czasu na myślenie o tym, więc po prostu zamówiła samochód. Dopiero później, siedząc w taksówce, ponownie zajrzała do aplikacji, by sprawdzić, dokąd Andrej jeździł. Nigdy wcześniej tego nie robiła, więc nawet uszy jej się zarumieniły, a kierowca, surowy pan z wąsami, wyglądał, jakby domyślał się, że robi coś nieodpowiedniego i patrzył na nią z dezaprobatą.
Ten adres w historii przejazdów powtarzał się z godną pozazdroszczenia regularnością. Przyglądając się datom, z przerażeniem zrozumiała, że to dokładnie te dni, w które mąż miał aikido.
Alla wyłączyła ekran. I co teraz zrobić z tą informacją? Po co w ogóle to sprawdziła? Po chwili namysłu włączyła go ponownie, by sprawdzić połączenia. Tak jest — w wychodzących ostatnie połączenie do jakiejś Leny. Jak to mówią, nadchodzi nieszczęście — otwórz wrota?

W szpitalu z trudem odnalazła męża i syna, których już przyjęto, a synowi właśnie mieli zszywać głowę. Alla chciała iść z nim, ale mąż delikatnie i stanowczo odsunął ją i powiedział, że lepiej pójdzie sam — dla niej byłoby zbyt bolesne oglądać to.
Do domu wrócili późno, nakarmili syna czekoladowymi kulkami z mlekiem, potem Andrej jak zwykle przeczytał mu bajkę na dobranoc.
Alla nie wiedziała, jak się zachować. Gdyby na przykład zaczął ją ganić za to, że poszła do wanny, zostawiając malucha samego, odpowiedziałaby, że gdyby po pracy on wracał do domu, a nie jechał do Leny, byłby ktoś, kto zaopiekowałby się synem. Ale on nie tylko jej nie obwiniał, wręcz przeciwnie, pocieszał ją, mówiąc, że takie rzeczy mogą się zdarzyć każdemu. A następnego dnia w ogóle kupił jej nowy telefon.
— Nawet nie myśl, żeby mu cokolwiek powiedzieć! — poradziła przyjaciółka, której jedynej opowiedziała o swoim odkryciu. — Oni tylko czekają, żeby ich przyłapać. Może ma kryzys wieku średniego albo zmęczył się codziennością. Przemęczy się i zapomni o tej Lenie.
Alla posłusznie kiwnęła głową; sama też nie chciała rozstawać się z mężem — syn potrzebuje ojca, a ona męża, więc…
Ale długo nie mogła wytrzymać. Za każdym razem, gdy wracał z aikido, rzucając torbę z mundurem na podłogę, chciało jej się wydrapać mu oczy. Nie, no trzeba tak udawać! I pewnego dnia nie wytrzymała, wysypała ten mundur na podłogę i głośno zapytała:
— Wiesz, że ona pachnie proszkiem do prania? W ogóle ją kiedykolwiek zakładałeś?
Mąż spojrzał na nią z autentycznym zdziwieniem, a Alla usiadła na pufie, zakryła twarz rękami, zapłakała i zapytała:
— Kto to jest, Lena?
Andrej wydał jakiś dziwny dźwięk, a potem powiedział:
— Wiedziałem, że długo nie uda mi się tego przed tobą ukrywać… Przepraszam…
— Przepraszam? — wybuchnęła Alla i prawie rzuciła się na niego z pięściami. — To wszystko, co możesz powiedzieć? Wynoś się stąd!
— Bałem się właśnie tego — westchnął. — Że od razu zerwiesz ze mną.
— A więc jeździłeś tam, i wcale się nie bałeś — zjadliwie odparła Alla. — Można by pomyśleć, że ktoś cię do tego zmuszał.
— Nie, sam chciałem — nie zaprzeczał Andrej. — Ale zrozum, kto jej pomoże, jeśli nie ja.
— Mam cię zrozumieć? To już przesada! A kto mnie zrozumie? Ona wie, że masz żonę i dziecko?
— Oczywiście, że wie, zawsze pokazuję jej zdjęcia.
Alla ledwo mogła sobie wyobrazić, że z kochanką można oglądać zdjęcia syna jedzącego lody i żony z bukietem kwiatów. No cóż, jej mąż potrafi zaskoczyć.
— Wiesz co – dość. Nie chcę już z tobą rozmawiać. Pakuj swoje rzeczy i wychodź.

Andrej nie sprzeczał się, włożył do tej samej torby kilka koszul, dżinsy, maszynkę do golenia i laptopa.
— Resztę zabiorę później — mruknął i wyszedł.
Alla musiała powiedzieć synowi, że tata wyjechał w delegację. Teraz nie miała siły tłumaczyć mu, że jego ojciec jest oszustem i prowadzi podwójne życie, więc nie ma już miejsca w jego świecie. Cały wieczór płakała, a rano wszystko toczyło się swoim trybem i nie było czasu na łzy.
Kiedy następnego wieczoru rozległ się dzwonek do drzwi, Alla miała nadzieję, że to Andrej przyszedł przeprosić. Jednocześnie bała się, że po prostu chce zabrać pozostałe rzeczy. Była też zła i zamierzała powiedzieć mu wszystko, co o nim myśli. Ale w progu nie stał Andrej, lecz drobna dziewczynka, około piętnastu lat, w krótkiej niebieskiej kurtce i trampkach na bosej stopie — jak to zwykle chodzą nastolatki.
— Dzień dobry — powiedziała. — Czy pani jest Alla?
— Tak — odpowiedziała zmieszana Alla, nie rozumiejąc, po co tu ta drobna istotka.
— Ja jestem Lena. Siostra Andreja.
Na twarzy Alli musiało być widać takie zdumienie, że dziewczyna wyjaśniła:
— Pana męża. Powiedział, że wszystko się pani dowiedziała o mnie i o mamie.
— Siostra? — zająknęła się Alla. — Jaka siostra? Przecież on jest sierotą…
Oczy dziewczyny zrobiły się okrągłe, ale wtedy Alla zaczęła wszystko rozumieć.
— Przepraszam — powiedziała Lena. — Proszę wejść.
Rozwarła drzwi i zrobiła krok w tył. Dziewczyna weszła do mieszkania i zawahała się. W tym momencie w korytarzu pojawił się syn, który dawno już doszedł do siebie po odniesionej ranie, choć blada zielona linia wciąż przecinała jego czoło.
— Maksimka! — powiedziała radośnie dziewczyna i, spotykając spojrzenie Alli, dodała: — Tak bardzo chciałam go w końcu zobaczyć…

Alla niemal siłą wciągnęła Lenę do kuchni, i podczas gdy ta prosiła o wybaczenie za brata i brała na siebie całą winę, Alla stanowczymi pytaniami ustaliła całą prawdę. Kiedy Andrej poznał Allę, córkę profesora i historyka sztuki, przestraszył się powiedzieć prawdę jej rodzicom, którzy, jak przystało w dniu poznania, zaczęli sprawdzać biografię i sytuację materialną wybranka córki. Jak powiedzieć takim ludziom, że ojciec zginął w ulicznej bójce, a matka była alkoholiczką?
Więc skłamał, że jego rodzice od dawna zginęli w wypadku samochodowym. Potem jedno kłamstwo wymagało drugiego i tak dalej. Jakakolwiek by nie była jego matka, to wciąż matka, i regularnie do niej przyjeżdżał, przywoził jedzenie, naprawiał krany i włączniki. Poza tym miał siostrę, dla której był jak promień światła w ciemnym świecie.
W tym roku Lena zdawała egzaminy państwowe, a Andrej przyjeżdżał do niej uczyć. Więc to ona, Lena, była winna całej tej sytuacji. Była gotowa zrezygnować z tych zajęć, byleby Alla pozwoliła Andrejowi wrócić do domu i mu wybaczyła.
— On teraz jest u was? — zapytała Alla.
Lena skinęła głową.
Alla nie zastanawiała się długo. Zebrała syna, zamówiła taksówkę i razem z Leną pojechały pod ten sam adres, który utkwił jej w pamięci. Maksim zapytał o Lenę:
— Kto to?
— To twoja ciocia Lena — odpowiedziała Alla. — A teraz poznamy też babcię.
Szczerze mówiąc, Andreja nie wybaczyła od razu. Ale nie za to, że tak długo ją okłamywał, tylko za to, że wstydził się swojej rodziny i pozbawił matkę i siostrę kontaktu z Maksimem.
— Czy w dzieciństwie czytałeś o kaszy manna? — w końcu zapytała z uśmiechem, gdy gniew i uraza ostatecznie ją opuściły. Andrej wyczuł jej nastrój, szeroko się uśmiechnął i powiedział:
— Czytałem. Wszystko, co skryte, wychodzi na jaw. Już nigdy tego nie zrobię.
I oboje się zaśmiali.