„Niespodzianka dla męża skończyła się szokiem dla niej: kto znalazł się w jej łóżku zamiast niej”

– Kochanie, wróciłam wcześniej do miasta z niespodzianką! Już jestem w taksówce, za dziesięć minut będę.

– Ljud, rozumiesz… – zaczął Wołodia. – Nie, kocham cię, ale wy z nią jesteście tak podobne i… pogubiłem się.

Domyślała się, że może ją zdradzać, ale nie mogła nawet przypuszczać z kim. Jakiś szpital dla wariatów. Nie mieści się w głowie.

– Nie musisz tłumaczyć – jakoś przestało jej zależeć, co będzie dalej. Nie mogła zostać w mieszkaniu z dwojgiem ludzi, którzy ją zdradzili. – Przyjdę po rzeczy później, w porządku? Muszę być sama.

– Co stoi? Co będziemy robić? Ljudka zaraz przyjedzie, nikt się nie zdziwi.

– Skąd mam wiedzieć, co robić? Najpierw się ubrać!

Stali w środku mieszkania, patrząc na siebie zdezorientowani, nie wiedząc, od czego zacząć. Pościelić łóżko? Ukryć ślady romantycznego wieczoru? Zbierać rzeczy, których tu nie powinno być?

Bezsensowne. Dziesięć minut. W tym czasie nie da się zamieść śladów. Pozostaje tylko godnie przywitać niespodziewanie powracającą właścicielkę mieszkania i spokojnie wyjaśnić, co się tu dzieje. Ale najpierw trzeba się ubrać.

Dwa tygodnie temu Ludmiła pocałowała męża i pojechała na wakacje na Krym, odwiedzić przyjaciółkę. Wyobrażała sobie ciepłe morze, palące słońce, owoce, długie wieczorne rozmowy z przyjaciółką, których tak bardzo brakowało jej od czasu przeprowadzki.

Jedynym cieniem na jej czystej radości był mąż, któremu w ostatniej chwili wręczono jakiś nagły, pilny, ale bardzo dochodowy projekt. Nie zagłębiała się w jego szczegóły, ale nie pozwalał Wołodii wyjechać z Ludmiłą.

Wołodia pocieszał ją, mówił, że może zdąży ogarnąć najpilniejsze sprawy w tydzień i dołączyć do niej na wakacjach. Ludmiła chciała w to wierzyć, ale… Za każdym razem, gdy pilne sprawy trzymały go w Moskwie, obiecywał, że nadrobi to szybko i dogoni ją, a w efekcie zawsze spędzała wakacje sama.

To nie był wielki problem: Ljudka była dorosłą, samowystarczalną kobietą i nigdy nie nudziła się sama. Zawsze miała co robić. Tym bardziej, że miała towarzystwo na wakacje.

Po prostu chciała spędzać więcej czasu z mężem. Ale cóż poradzić, praca. W końcu sami zdecydowali, że najpierw muszą kupić większe mieszkanie, a potem mieć dzieci. Na mieszkanie trzeba było zarobić.

Nina przywitała Ljudę na lotnisku truskawkami i radosnym piskiem. Wystarczająco się przytulając, poszły do samochodu.

– Gdzie znowu twój Wowka? Drugi raz przyjeżdżasz bez niego. Już zapomniałam, jak wygląda.

– Jak zwykle, praca.

Nina uśmiechnęła się złośliwie:

– Wcale o siebie nie dba.

Ludmiła smutno się uśmiechnęła. Co tu jeszcze powiedzieć?

– Ale za to nikt nam nie będzie przeszkadzał plotkować wieczorami. Słyszałaś, Żeńka znowu się rozwodzi, trzecia żona, a wszystko mu nie pasuje…

– Nie gadaj…

Rozmowa wciągnęła Ludmiłę i przez chwilę zapomniała, że znów musiała jechać na wakacje sama.

Zachód słońca nad morzem był przepiękny. Słońce zanurzało się prosto w fale i topiło je, zalewając złotem. W takich chwilach Ljudka żałowała, że nie została malarką. Byłoby cudownie to namalować. Ale nie miała ani farb, ani płótna… Pozostawało robić piękne zdjęcia.

Wyjęła telefon, włączyła aparat i zaczęła dostosowywać się do krajobrazu. Na ekranie obraz wyglądał świetnie. Palec kliknął na białym kółku…

Krajobraz zasłonił męski sylwetkę, beznadziejnie psując zdjęcie.

– Piękna, mogę zrobić ci zdjęcie na tle zachodu słońca?

Ludmiła zirytowana patrzyła na młodego mężczyznę, rówieśnika, może o trzy lata starszego. Pewnie nawet był przystojny, ale Ljudce bardzo zależało na zrujnowanym zdjęciu. Niezadowolona mruknęła: „Nie, dziękuję” i poszła ustawiać nową scenę.

– Po co tak? – spytała Nina. – Po prostu ci się podoba i nie wie, jak zwrócić na siebie twoją uwagę.

– Nie ma takiej opcji, Ninko, żadnej. Właściwie to jestem zamężna.

– Przypominam, twój mąż znowu nie pojechał z tobą, pracuje, wiesz. I co teraz, wrócisz do Moskwy niewypoczęta.

– Nie zamierzam zdradzać męża! – stanowczo oświadczyła Ludmiła.

– Och, kto mówi o zdradzie? Można przecież po prostu miło spędzić czas, porozmawiać z przystojnym facetem, posłuchać mnóstwa komplementów i wrócić do Moskwy do męża, naładowanej tymi komplementami i promieniejącej jak tajemnicza gwiazda.

– No nie, jakoś niezręcznie.

Cały wieczór Ludmiła myślała o słowach przyjaciółki. Może w takim kontakcie naprawdę nie ma nic złego? Pogadać, razem gdzieś pójść – to przecież nie zdrada. Po prostu nowe znajomości, przyjemna rozmowa.

Następnego dnia na plaży znów spotkały tego samego mężczyznę. Widząc je, wydawało się, że nawet się ucieszył. W każdym razie jego uśmiech zrobił się szerszy.

Po jakimś czasie podszedł do dziewczyn z trzema kubeczkami zimnej lemoniady z lodem.

– Czy damy chcą się ochłodzić?

– Chcemy! – odpowiedziała w imieniu obu Nina i przesunęła się tak, by nowy znajomy mógł usiąść tylko między nimi. – Mam na imię Nina, a to Ljudka z Moskwy, moja przyjaciółka. A wy?

– O, Moskwiczka? Ja też. Prawie. Z Korolewa. Maks.

Ljudka zmieszała się. Miała nadzieję, że powie, że pochodzi z Syberii albo Dalekiego Wschodu, i nawet jeśli znajomość pójdzie w złym kierunku, po prostu rozjadą się po różnych końcach kraju i nie będą pamiętać siebie nawzajem. A tak, można powiedzieć, są sąsiadami.

Ale Nina już żywo rozmawiała z nim o czymś błahym, więc kontakt był zapewniony.

– A ja jestem programistą, pracuję w Moskwie. Przyjechałem z bratem.

– A gdzie brat? – wykrzyknęła Nina. – Bo teraz rozmawiacie o swoim programowaniu, a ja się nudzę.

– Wy też jesteście programistkami? – Maks szczerze się uśmiechnął. – A brat na wycieczce, nie lubi wypoczynku na plaży. Szczerze mówiąc, też bym z nim poszedł, ale liczyłem, że spotkam was na plaży.

Nina czarująco się uśmiechnęła, Ljudka znów się zmieszała. Nina sceptycznie spojrzała na Ludmiłę i postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce.

– A jak on się nazywa?

– Andrzej.

– A przyjdziecie wieczorem do nas?! – zaproponowała Maksowi. – Mam własny dom niedaleko morza, altana, grill, upieczemy szaszłyki. Poznamy się bliżej.

Rzeczywiście, wieczorem chłopcy przyszli do domu Niny, przynieśli marynowane mięso, kiełbaski, owoce. Andrzej od razu skupił się na Ninie, a Maks kręcił się wokół Ljudki.

To ją zawstydzało. Czuła, że go oszukuje, obiecuje coś, czego nie zamierza dać. W pewnym momencie nie wytrzymała:

– Maksim, chcę być z tobą szczera: w Moskwie czeka na mnie mąż, kocham go i nie zamierzam zdradzać. Jesteś dla mnie interesujący, chciałabym kontynuować kontakt, ale czysto przyjacielsko.

Maks przez chwilę milczał, potem tajemniczo się uśmiechnął:

– A jesteś jeszcze lepsza, niż myślałem. Zgoda, niech będzie czysto przyjacielsko.

Następny tydzień minął niezauważenie. W ciągu dnia Nina organizowała wycieczki po mieście, a wieczorami chłopcy częstowali dziewczyny różnymi smakołykami. U Niny i Andrzeja wydawało się, że wszystko kręci się bardzo poważnie.

U Ljudki i Maksa było trochę trudniej. W jego oczach codziennie rosło podziw, Ljudka coraz bardziej się zawstydzała. Chociaż Maks jej się podobał, to ją przerażało bardziej niż jego otwarta sympatia.

W pewnym momencie Maks w przypływie uczuć próbował ją pocałować. Ljudka odskoczyła, uciekła za dom. Potem wróciła:

– Wydawało mi się, że się umówiliśmy!

– Ljudko, przepraszam, na Boga. Rozumiem wszystko, ale nic nie mogę z sobą zrobić. Chyba cię kocham: jesteś jasna, czysta, uczciwa, mądra… Nie sposób wymienić. Nie wiem, co robić. Jak się powstrzymać. Może nawet nie powinniśmy już się spotykać. Chcę tylko, żebyś wiedziała, że zawsze możesz zwrócić się do mnie o pomoc.

Nie czekając na odpowiedź, Maks odszedł.

Ludmiła obserwowała go wzrokiem, potem zajrzała do domu, gdzie siedzieli Nina i Andrzej, i bez patrzenia na nich powiedziała:

– Muszę się przejść!

Całą noc spacerowała brzegiem morza, próbując uporządkować swoje uczucia. Do przyjaciółki wróciła dopiero nad ranem. Nina przeraziła się:

– Co się stało? Tak się martwiłam! On cię uraził?

– Nie, nie… Wyznał mi miłość.

– No proszę! To przecież wspaniale.

– A co w tym wspaniałego? Jestem zamężna. Kocham męża, nie zamierzam się rozwodzić ani zdradzać. Okazuje się, że zmyliłam Maksa, sprawiłam, że się we mnie zakochał, a nic mu dać nie mogę.

– No tak, zgadzam się, to nie jest wspaniałe. Ale też nic strasznego. Przecież nic mu nie obiecałaś, wręcz przeciwnie, od razu wyznaczyłaś granice.

– Nie czuję się przez to lepiej.

– Tak, tylko nie nakręcaj się. Byłaś wobec niego szczera, a reszta to już jego sprawa.

– Wiesz co, chyba jutro wrócę do domu. I tak nie będę mogła się odprężyć.

– Jesteś pewna?

– W niczym nie jestem pewna. Ale nie chcę męczyć ani jego, ani siebie. Więc do domu, do męża, przytulić go i wszystko zapomnieć.

I tak wylądowała w Moskwie, wsiadła do taksówki i jechała do domu. Burza uczuć była tak silna, że nawet nie od razu uświadomiła sobie, iż nie uprzedziła męża o swoim powrocie. Już zbliżając się do domu, wysłała mu SMS: „Kochanie, wróciłam wcześniej do miasta z niespodzianką! Już w taksówce, za dziesięć minut będę”. I właśnie w tym momencie Ludmiła nagle poczuła spokój: była szczera wobec wszystkich, nie czuła się winna wobec nikogo. Wkrótce zobaczy męża. Wszystko jest w porządku.

Taksówka zatrzymała się przed wejściem do bloku. Ludmiła podniosła swój bagaż i niemal wpadła do środka, nerwowo przyciskając przycisk windy.

Drzwi mieszkania otworzyły się niemal zanim zadzwoniła, jakby na nią czekano. No tak, oczywiście, czekano. W końcu uprzedziła, choć niezbyt wcześnie. Pchając drzwi wejściowe, krzyknęła:

– Kochanie, jestem w domu!

Postawiła walizkę w rogu, zdarła buty i dopiero wtedy podniosła wzrok.

– Mama?! Co ty tu robisz?

Ludmiła wpadła do pokoju: łóżko posprzątane na szybko, na stoliku resztki sałatek, przekąsek, zgaszone świece. Pobiegła do łazienki. Tam też nic pocieszającego: w szklance zamiast jej szczoteczki, którą zabrała ze sobą, szczoteczka matki, na półkach mnóstwo kosmetyków dla 55+, na haczyku wisiał ciemny jedwabny szlafrok, nie jej. Matki.

Ludmiła wróciła szybko. Jej mąż i matka stali w centrum pokoju. Twarze pełne winy, spojrzenia skierowane w podłogę. W głowie Ludmiły kotłowały się myśli, układały fakty: oto dlaczego nie pojechał z nią na wakacje. Nie chodziło o pracę. Nie, kilka razy rozważała, że może spędzał ten czas z inną, ale żeby z jej matką? Jakiś szpital dla wariatów. Nie mieści się w głowie.

– Ljud, rozumiesz… – zaczął Wołodia. – Nie, kocham cię, ale wy z nią jesteście tak podobne i… pogubiłem się.

– Nie musisz tłumaczyć – jakoś przestało jej zależeć, co będzie dalej. Nie mogła zostać w mieszkaniu z dwojgiem ludzi, którzy ją zdradzili. – Przyjdę po rzeczy później, w porządku? Muszę być sama.

Zostawiając walizkę w przedpokoju, Ludmiła wyszła z mieszkania. Nie miała pojęcia, dokąd iść. Najbliższa przyjaciółka była na Krymie i mogłaby tam znowu polecieć, ale po co? Ile można latać tam i z powrotem. Nie chciało jej się też rozmawiać z kimkolwiek innym.

Jakby sama z siebie, przypomniała sobie ostatnie słowa Maksa: „Chcę tylko, żebyś wiedziała, że zawsze możesz zwrócić się do mnie o pomoc”.

Ręka sama sięgnęła po telefon. Zadzwonić? A co mu powie? A on pewnie wciąż na Krymie. No dobrze, niech będzie tylko wiadomość: „Mówiłeś, że mogę liczyć na twoją pomoc”.

Odpowiedź przyszła niemal od razu, jakby czekał na jej wiadomość: „Tak, oczywiście. Wszystko, co w mojej mocy. Co się stało?”

„Wracam nie w porę do domu i zobaczyłam coś, co nie było dla mnie przeznaczone”.

Odpowiedź była maksymalnie lakoniczna:

„Zdradził?”

„Tak, i to z moją matką”.

Na odpowiedź trzeba było czekać około 5 minut, ale w końcu nadeszła:

„Szykuję się, gotowy jechać. Gdzie jesteś teraz?”

Mąż i matka wytrzymali kilka dni ciszy, potem zaczęli dzwonić i pisać do Ljudki, namawiając ją do rozmowy. Ale jej już nic od nich nie było potrzebne. Maks tamtej nocy odebrał ją z jakiegoś podwórza, kierując się jej chaotycznymi wskazówkami, zabrał do siebie, poczęstował herbatą i położył spać.

Ludmiła później sama sobie, a i jemu, dziwiła się. Co trudnego było namówić ją w takim stanie na cokolwiek, a on ani słowa nie powiedział, palcem nie kiwnął. I bardzo troskliwie o nią dbał, wspierał podczas rozwodu z mężem.

Ludmiła miała wrażenie, że po tym wszystkim nigdy nikomu nie zaufa, ale Maks z czasem potrafił ją rozgrzać. I kiedy po pół roku od tamtych wydarzeń nagle zapytał:

– Wyjdziesz za mnie? – zgodziła się, ku własnemu zaskoczeniu. I było to najwłaściwsze, najważniejsze decyzje jej życia.