— Może powinnaś przepisać mieszkanie na mnie? No wiesz, tak na wszelki wypadek… — zaproponował mąż żonie.

— Może powinnaś przepisać mieszkanie na mnie? No wiesz, tak na wszelki wypadek… — zaproponował mąż żonie.

Svetlana zastygła z kieliszkiem wody w dłoni. Igor siedział przy kuchennym stole, przeglądając dokumenty, które przyniósł z biura. Jego ton brzmiał codziennie, jakby proponował zmianę tapety albo zakup nowej kanapy.

— Na wszelki wypadek? — powtórzyła, powoli odstawiając szklankę na stół. — Jaki dokładnie wypadek masz na myśli?

Igor uniósł wzrok znad papierów i Svetlana zobaczyła w jego oczach coś nowego — chłodną kalkulację, którą wcześniej umiejętnie ukrywał pod maską troskliwego męża.

— Różnie może być — wzruszył ramionami. — Czasy są niespokojne. Poza tym jestem głową rodziny, logiczne więc, żeby nieruchomość była zapisana na mnie.

— Logiczne? — Svetlana usiadła naprzeciwko. — To mieszkanie zostawiła mi babcia. Jeszcze przed naszym ślubem.

— Właśnie dlatego mówię o przepisaniu. Przecież jesteśmy małżeństwem, jaka różnica, na kogo jest zapisany majątek?

— Jeśli nie ma różnicy, to niech ZOSTANIE tak, jak jest.

Igor odsunął dokumenty. W jego ruchach pojawiło się napięcie, które Svetlana nauczyła się rozpoznawać przez siedem lat małżeństwa.

— Swieta, nie upieraj się. To tylko formalność. Potem nie będzie żadnych problemów z podatkami.

— Z jakimi podatkami? Wszystko płacę terminowo.

— NIE O TO CHODZI! — nagle podniósł głos Igor. — Po prostu zrób, jak proszę, i koniec!

Svetlana bez słowa wstała od stołu.

— Dokąd idziesz? Nie skończyliśmy rozmowy!

— Idę do sypialni. Rozmowa ZAKOŃCZONA.

— STÓJ! — Igor chwycił ją za nadgarstek. — Co, nie ufasz własnemu mężowi?

Svetlana wyrwała rękę.

— Po takiej propozycji — już NIE.

W drzwiach kuchni odwróciła się:

— I nigdy więcej mnie nie ŁAP za rękę. NIGDY.

Igor został przy stole, stukając palcami w blat. Wyjął telefon, wybrał numer.

— Halo, mamo? Tak, rozmawiałem. Uparła się, CHOLERA. Nie, nie zgodziła się. Trzeba będzie działać według planu „B”.

Następnego ranka Svetlana obudziła się od zapachu omletu. Igor krzątał się w kuchni, podśpiewując pod nosem.

— Dzień dobry, kochanie! — uśmiechnął się promiennie. — Przygotowałem twoje ulubione śniadanie. Przepraszam za wczoraj, poniosło mnie.

Svetlana ostrożnie usiadła do stołu. Przez lata wspólnego życia nauczyła się wszystkich jego sztuczek. Po awanturze — śniadanie na zgodę. Po śniadaniu — nowy atak.

— Igor, jeśli to próba…

— Żadnych prób! Po prostu chcę się zrehabilitować. A tak przy okazji, dziś przyjadą mama z tatą. Stęsknili się za nami.

A oto i to. Svetlana odłożyła widelec.

— Oni już jadą?

— Tak, będą za godzinę. Mama bardzo chce cię zobaczyć. Mówi, że ma ważną sprawę.

Teściowa, Raisa Pietrowna, pojawiła się równo po godzinie. Wysoka, władcza kobieta z idealną fryzurą i przeszywającym spojrzeniem. Teść, Wiktor Siemionowicz — jej całkowite przeciwieństwo: cichy, zgarbiony mężczyzna, przyzwyczajony do zgadzania się we wszystkim z żoną.

— Svetlano — zaczęła Raisa Pietrowna, ledwo przekroczywszy próg. — Igor opowiedział mi o waszej wczorajszej rozmowie.

— Mamo, może najpierw herbaty? — próbował wtrącić Igor.

— Później. Najpierw załatwimy tę sprawę. Svetlano, musi pani przepisać mieszkanie na mojego syna.

— MUSZĘ? — Svetlana wyprostowała się. — A niby DLACZEGO?

— Żyjecie w małżeństwie siedem lat. Igor utrzymuje rodzinę, płaci rachunki…

— Dzielimy wydatki po równo. Pracuję nie mniej niż pani syn.

— Nie przerywaj starszym! W normalnej rodzinie majątek zapisany jest na mężczyznę. Tak jest właściwie i tradycyjnie.

— W jakiej tradycji? — Svetlana skrzyżowała ręce. — W tej, w której kobieta jest WŁASNOŚCIĄ męża?

Wiktor Siemionowicz niezręcznie chrząknął:

— Może jednak tej herbaty?

— MILCZ! — warknęła na niego żona. — Svetlano, żądam, żeby pani natychmiast rozpoczęła procedurę przepisania. Inaczej…

— INACZEJ CO? — Svetlana wstała. — Co mi pani zrobi?

— Zabierzemy Igora z tego domu. A on złoży pozew o rozwód.

Svetlana spojrzała na męża. Siedział, wpatrzony w telefon, unikając jej wzroku.

— Igor, to prawda? POZWOLISZ matce tak do mnie mówić?

— Swieta, zrozum, mama chce dla nas dobrze…

— DLA NAS? Czy dla ciebie? Igor, spójrz mi w oczy i powiedz: naprawdę jesteś gotów rozwieść się przez mieszkanie?

Podniósł wzrok. I Svetlana zobaczyła odpowiedź w jego oczach, zanim ją wypowiedział:

— Jeśli będzie trzeba — tak.

W pokoju zapadła cisza. Pierwsza przerwała ją Raisa Pietrowna:

— Widzisz więc, Svetlano. Wybór należy do ciebie. Albo mieszkanie na Igora, albo rozwód.

— Jest trzeci wariant — powiedziała spokojnie Svetlana. — WYNOŚCIE SIĘ z mojego domu. Wszyscy troje. NATYCHMIAST.

— Jak śmiesz…

— To MOJE mieszkanie. I żądam, żebyście je OPUŚCILI. Igor, pakuj rzeczy.

— Swieta, chyba nie mówisz poważnie…

— Jak najbardziej POWAŻNIE. Masz godzinę na spakowanie się.

Raisa Pietrowna poczerwieniała:

— Igor, nie pozwól tej pyszałce…

— Mamo, chodź — Igor wstał. — Swieta, jeszcze porozmawiamy.

— NIE, nie porozmawiamy. Prawnik skontaktuje się z tobą w sprawie ROZWODU.

Kiedy drzwi zamknęły się za nimi, Svetlana osunęła się na kanapę. Ręce jej drżały, ale na duszy było zaskakująco lekko i miała ochotę się śmiać. Wyjęła telefon, wybrała numer przyjaciółki:

— Alisa? Tak, to ja. Pamiętasz, mówiłaś o dobrym adwokacie od rozwodów?

Tydzień później Svetlana siedziała w gabinecie prawnika Artemija Waleryewicza — młodego, ale doświadczonego specjalisty od spraw rodzinnych.

— A więc, Svetlano Andriejewno, mieszkanie to pani majątek przedmałżeński, co ułatwia sprawę. Ale pani małżonek może rościć sobie prawo do rekompensaty za ulepszenia, jeśli takie były.

— Remont robiliśmy za moje pieniądze. Mam wszystkie paragony.

— Doskonale. W takim razie nie ma żadnych praw do lokalu. Ale proszę się przygotować — będzie brudno. Znam adwokatkę pani męża — Elwira Konstantinowna nie brzydzi się żadnymi metodami.

Svetlana była gotowa na wszystko. A przynajmniej tak jej się wydawało, dopóki nie zaczęło się prawdziwe przedstawienie. Igor z matką rozpoczęli przeciwko niej całą kampanię. Najpierw poszły telefony do wspólnych znajomych z opowieściami, jaka to Svetlana jest bezduszna, wyrzucając męża na ulicę. Potem Raisa Pietrowna zaczęła wydzwaniać do pracy Svetlany, skarżąc się jej przełożonym, że ta „moralnie rozkłada ich kolektyw”.

— Svetlano Andriejewno — dyrektor firmy, Miron Giennadjewicz, wezwał ją do siebie. — Bardzo mi niezręcznie o tym mówić, ale pani teściowa urządziła awanturę na recepcji.

— Przepraszam, że moje prywatne problemy dotknęły pracy. Załatwię to.

— Mam nadzieję. Cenimy panią jako specjalistkę, ale reputacja firmy…

Svetlana wyszła z gabinetu z twardym postanowieniem położyć kres temu cyrkowi. Wybrała numer Igora:

— Natychmiast to przerwij. Powiedz swojej matce, żeby przestała terroryzować moje miejsce pracy.

— A co ja mogę zrobić? — w słuchawce słychać było hałas kawiarni. — Mama sama z siebie.

— Igor, złożę na nią pozew za zniesławienie i nękanie.

— Spróbuj. Mamy najlepszych adwokatów.

— Macie? — prychnęła Svetlana. — Czy mamusia ma? Igor, ty w ogóle rozumiesz, że zamieniłeś się w maminsynka, który bez niej kroku nie zrobi?

— ZAMKNIJ SIĘ! — wrzasnął. — Nic nie rozumiesz! JA POTRZEBUJĘ tego mieszkania!

— Po co? Wasi rodzice mają dwa domy!

— To nie twoja sprawa! Po prostu oddaj mieszkanie i rozejdziemy się w spokoju!

— NIE. Kropka.

Svetlana rozłączyła się. Tego samego wieczoru przyjechała do niej siostra — Warwara, energiczna kobieta pracująca jako śledcza.

— Swieta, co się dzieje? Alisa powiedziała mi o Igorze.

— Warja, on z matką ŻĄDAJĄ mojego mieszkania. Wyobrażasz sobie? Mieszkania po babci!…

Warwara zmarszczyła brwi:

— A skąd nagle taki pośpiech? Siedem lat żyliście i dopiero teraz się przypomniało?

— Nie mam pojęcia. Ale Igor powiedział, że ta mieszkanie jest mu POTRZEBNE. Dokładnie tak — potrzebne.

— Hm. A może ja zrobię małe rozeznanie. Mam znajomych, którzy mogą pogrzebać w sprawach twojego małżonka.

Trzy dni później Warwara zadzwoniła:

— Swieta, musimy się natychmiast spotkać. To, czego się dowiedziałam… Po prostu przyjedź do mnie.

W mieszkaniu siostry Svetlana wysłuchała informacji, od których odebrało jej dech.

— Igor jest winien sporą sumę. Bardzo sporą. Wpakował się w jakąś piramidę finansową, namówił kilku klientów swojej firmy, żeby zainwestowali. Piramida się zawaliła, klienci domagają się zwrotu pieniędzy. Jeśli nie odda — złożą zawiadomienie. Musi pilnie skądś zdobyć pieniądze.

— I postanowił sprzedać moje mieszkanie?

— Dokładnie. Co więcej, z dokumentów, które udało mi się przejrzeć, wynika, że już obiecał je jako zabezpieczenie długu. Pokazał papiery, jakoby mieszkanie było we wspólnej własności.

— Ale to przecież fałszerstwo!

— Oczywiście. I to już podpada pod prawo karne. Swieta, twój mąż siedzi po uszy w bagnie. I próbuje wydostać się twoim kosztem.

Svetlana siedziała, próbując przetrawić to, co usłyszała. Siedem lat małżeństwa, a żyła z człowiekiem, którego zupełnie nie znała.

— Co mam robić?

— Po pierwsze, natychmiast złóż zawiadomienie o próbie oszustwa. Po drugie, sprawdź wszystkie dokumenty dotyczące mieszkania, czy nie ma fałszywych pełnomocnictw. Po trzecie, wymień zamki.

Następnego dnia Svetlana postąpiła według wszystkich rad siostry. Zamki wymieniono do południa. Wieczorem pod drzwiami stał rozwścieczony Igor.

— OTWIERAJ! — walił pięściami w drzwi. — Swieta, otwórz natychmiast!

Svetlana wezwała policję. Przybyły patrol zabrał Igora, ostrzegając go przed zakłócaniem porządku publicznego.

Godzinę później zadzwoniła Raisa Pietrowna:

— Pani kompletnie zwariowała? Wezwać policję do własnego męża!

— Byłego męża. I jeśli nadal będziecie mnie nękać, złożę pozew przeciwko wam.

— Ale pani…

Svetlana rozłączyła się. Ktoś znów zadzwonił do drzwi. Za progiem stał kurier z ogromnym bukietem róż.

— Svetlana Andriejewna? To dla pani.

W bukiecie była karteczka: „Wybacz mi. Porozmawiajmy spokojnie. Igor”.

Svetlana wyrzuciła kwiaty do zsypu.

Rano obudził ją telefon od Artemija Waleryewicza:

— Svetlano Andriejewno, pilne wieści. Pani mąż złożył pozew wzajemny. Domaga się uznania mieszkania za majątek wspólny.

— Na jakiej podstawie?

— Twierdzi, że zainwestował dużą kwotę w remont. Przedstawił jakieś dokumenty. Jawne fałszerstwo, ale trzeba będzie to udowodnić. Proszę się przygotować na długi proces.

Svetlana z westchnieniem opadła na łóżko. Wygląda na to, że Igor zamierza walczyć do końca.

W biurze czekała na nią kolejna niespodzianka. Przy jej stanowisku stała Elwira Konstantinowna — adwokatka Igora, kobieta około pięćdziesiątki o drapieżnym spojrzeniu.

— Svetlano Andriejewno, przyszłam z propozycją ugody od pani małżonka.

— Słucham.

— Pani oddaje mieszkanie, otrzymuje odstępne w wysokości dziesięciu procent jego wartości. Szybko, bez sądów i skandali.

— NIE.

— Nawet nie chce pani się zastanowić?

— NIE. I proszę opuścić moje miejsce pracy.

Elwira Konstantinowna zmrużyła oczy:

— Źle pani robi. Możemy bardzo uprzykrzyć pani życie.

— To GROŹBA?

— To stwierdzenie faktu. Proszę się zastanowić. Ma pani tydzień.

Po jej wyjściu koleżanka Milena pokręciła ze współczuciem głową:

— Swieta, może naprawdę lepiej się dogadać? Ta Elwira to rekin. Wielu już ogołociła do zera.

— Niech spróbuje. To MOJE mieszkanie.

W domu czekała na Svetlanę Alisa, najlepsza przyjaciółka z uniwersytetu.

— Przyniosłam wino i pizzę. Opowiadaj, co tam za wojna?

Przy winie Svetlana wyłożyła całą historię. Alisa słuchała, coraz bardziej ponura.

— Czekaj, czyli on naprawdę myślał, że ty po prostu weźmiesz i oddasz mieszkanie?

— Chyba tak. Najwyraźniej liczył, że jak zwykle ustąpię. Zawsze unikałam konfliktów.

— Ale nie tym razem?

— Nie tym razem. Wiesz, Alisa, nagle zrozumiałam, że przez te wszystkie lata mnie wykorzystywał. Pomyśl sama — mieszkał w moim mieszkaniu, ja gotowałam, prałam, sprzątałam. A co miałam w zamian?

— No, przecież cię kochał…

— Kochał? Alisa, człowiek, który kocha, nie przyprowadza matki z ultimatum. Nie grozi rozwodem przez nieruchomość.

Ktoś zadzwonił do drzwi. Za progiem stał Wiktor Siemionowicz, teść.

— Svetlana, czy mogę porozmawiać? Bez Raisy, bez Igora. Tylko pani i ja.

Svetlana wpuściła go. Wiktor Siemionowicz wyglądał jeszcze bardziej zmęczony niż zwykle.

— Svetlano, przyszedłem przeprosić. Za syna, za żonę. To wszystko jest nie w porządku.

— Wiktor Siemionowicz…

— Proszę pozwolić mi skończyć. Wiem o długach Igora. Wiem, że się wplątał. Ale załatwiać to pani kosztem — to podłość. Próbowałem przemówić Raisie do rozsądku, ale ona… Ona uważa, że syn zawsze ma rację.

— A pan co myśli?

— Myślę, że wychowaliśmy egoistę. I to nasza wina. Zwłaszcza Raisy. Zawsze mu pobłażała, zawsze broniła. I oto rezultat.

— Wiktor Siemionowicz, NIE ODAM mieszkania. Cokolwiek zrobią.

— I dobrze. Niech pani nie oddaje. Igor sam musi sobie poradzić ze swoimi problemami. Chciałem tylko, żeby pani wiedziała — nie wszyscy w naszej rodzinie są przeciwko pani.

Po jego wyjściu Alisa zagwizdała:

— No proszę. Teść po twojej stronie.

— Tylko co z tego. I tak nigdy nie sprzeciwi się żonie.

Kolejne tygodnie zamieniły się w prawdziwe piekło. Igor i jego adwokat używali wszelkich możliwych metod nacisku. Do pracy Svetlany przychodziły fałszywe skargi na jej niekompetencję. Sąsiadom opowiadano obrzydliwe plotki. W mediach społecznościowych pojawiły się wpisy o „bezdusznej żonie, która wyrzuciła męża z domu”.

Svetlana trzymała się dzielnie. Artemij Waleryewicz okazał się świetnym adwokatem i metodycznie odpierał wszystkie ataki strony przeciwnej.

— Oni nie mają żadnych realnych dowodów — powtarzał. — Wszystkie dokumenty dotyczące remontu to ordynarne fałszerstwa. Ekspertyza to potwierdzi.

Ale najciekawsze wydarzyło się miesiąc później. Do Svetlany zadzwoniła nieznajoma kobieta:

— Dzień dobry, nazywam się Kristina. Ja… byłam kochanką pani męża.

Svetlana usiadła na najbliższym krześle.

— Słucham?

— Bardzo mi przykro. Spotykaliśmy się przez dwa lata. Obiecywał, że się rozwiedzie, mówił, że to pani nie daje mu odejść. A potem dowiedziałam się o jego długach. U mnie też pożyczał. Obiecał zwrócić, kiedy dostanie mieszkanie.

— Może pani to potwierdzić? W sądzie?

— Tak. Mam korespondencję, zdjęcia. I pokwitowania pożyczek.

Svetlana spotkała się z Kristiną w kawiarni. Młoda, zadbana kobieta. W jej oczach była jednocześnie złość i rozczarowanie.

— Naprawdę go kochałam — przyznała Kristina. — Wierzyłam, że będziemy razem. A potem dowiedziałam się, że nie jestem jedyna. Jest nas co najmniej trzy.

— Trzy?!

— Tak. Śnieżana z jego biura i Diana z fitness klubu. Przypadkiem się spotkałyśmy, zaczęłyśmy rozmawiać. U wszystkich ta sama historia — Igor obiecywał rozwód i pożyczał pieniądze.

Svetlana nie wiedziała, śmiać się czy płakać.

— I ile jest winien?

— Mnie — dwieście tysięcy. Śnieżanie — trzysta. Dianie — sto pięćdziesiąt. I to tylko nam. A są jeszcze klienci firmy, znajomi…

— Boże, w co on się wpakował…

— Svetlana, jesteśmy gotowe złożyć zeznania w sądzie. Wszystkie trzy. Nam też zależy, żeby odzyskać pieniądze — ale nie kosztem pani mieszkania.

Z tymi zeznaniami Svetlana poszła do Artemija Waleryewicza. Ten aż się rozpromienił:

— Wspaniale! To całkowicie niszczy wizerunek przykładnego męża, którego wyrzuciła bezduszna żona. Przygotujemy je do sądu.

Posiedzenie sądowe wyznaczono na dwa tygodnie później. Dzień przed rozprawą Igor spróbował ostatni raz.

— Swieta, porozmawiajmy — stał pod blokiem, wychudzony, z podkrążonymi oczami. — Bez adwokatów, bez mamy. Tylko ty i ja.

— O czym mamy rozmawiać, Igor?

— Jestem w dołku. W głębokim dołku. Potrzebuję pieniędzy, inaczej mnie zniszczą. Proszę cię, proszę ostatni raz — pozwól mi wziąć kredyt pod zastaw mieszkania. Wszystko oddam, przysięgam.

— Igor, zdradzałeś mnie. Dwa lata. Z co najmniej trzema kobietami.

Pobladł.

— Skąd ty…

— One są gotowe zeznawać. Wszystkie trzy. Z dowodami.

— Swieta, to był błąd…

— NIE, Igor. Błędem było wyjść za ciebie za mąż. A teraz ODEJDŹ.

— Pożałujesz! — krzyknął za nią. — Moja matka ci tego nie daruje!

Na sali sądowej wybuchła sensacja. Zeznania trzech kochanek zadziałały jak bomba. Raisa Pietrowna siedziała z kamienną twarzą. Wiktor Siemionowicz nie podnosił wzroku.

Elwira Konstantinowna próbowała podważyć wiarygodność świadków, ale wobec dokumentów i korespondencji nie miała szans.

Sędzia ogłosiła wyrok — wniosek Igora oddalić w całości. Mieszkanie pozostaje własnością Svetlany. Co więcej, za próbę fałszerstwa dokumentów sprawa zostaje skierowana do prokuratury.

Po rozprawie do Svetlany podeszła Raisa Pietrowna:

— Zniszczyła pani życie mojego syna!

— NIE, Raiso Pietrowno. On sam je zniszczył. A pani mu w tym POMAGAŁA.

— Jeszcze pani pożałuje…

— DOŚĆ! — niespodziewanie ryknął Wiktor Siemionowicz. — Dosyć, Rajo! Widzisz, co nasz syn narobił?! Kochanki, długi, fałszerstwo dokumentów! A ty jeszcze masz czelność GROZIĆ Svetlanie?!

— Witia, ty co…

— ODCHODZĘ od ciebie, Rajo. Mam dość. Dość usprawiedliwiania twojego maminsynka, dość milczenia. Svetlano, przepraszam. I powodzenia pani.

Odwrócił się i wyszedł, zostawiając żonę z otwartymi ustami.

Miesiąc później Svetlana poznała finał tej historii od Warwary.

— Pamiętasz, mówiłam o klientach, którym Igor wisiał pieniądze? Otóż jeden z nich okazał się bardzo poważnym człowiekiem. Oligarcha Platon Aristarchowicz. Igor wciągnął w piramidę jego syna. Chłopak stracił pięć milionów ojcowskich pieniędzy.

— I co teraz?

— Teraz Igor ma sprawę karną. Oszustwo na wielką skalę. Grozi mu realny wyrok. A Raisa Pietrowna sprzedaje domy, żeby opłacić adwokatów i choć częściowo spłacić długi syna.

— Nie jest mi ich żal — przyznała Svetlana.

— I słusznie. A tak w ogóle, Wiktor Siemionowicz naprawdę złożył pozew o rozwód. Mieszka u siostry, mówią, że odmłodniał o dziesięć lat.

Svetlana siedziała w swoim mieszkaniu, w SWOIM mieszkaniu, i piła herbatę. Za oknem świeciło wiosenne słońce. Telefon wyświetlił nową wiadomość z nieznanego numeru.

„Svetlana, tu Igor. Piszę z telefonu współwięźnia. Aresztowali mnie. Mama odmówiła wpłacenia kaucji, powiedziała, że nie ma już syna. Tata nie odbiera telefonu. Swieta, przepraszam. Za wszystko przepraszam. Schrzaniłem wszystko. Teraz rozumiem, co straciłem. Nie proszę o pomoc, chciałem tylko poprosić o wybaczenie”.

Usunęła wiadomość. Jej nowe życie dopiero się zaczynało — i nie było w nim miejsca na przeszłość.

Rok później Svetlana całkowicie odnowiła mieszkanie — nowe meble, świeży remont, kwiaty na parapetach. Zdjęcia z Igorem dawno trafiły do kosza, numery jego rodziny zablokowane, nawet zastawę wymieniła na nową. Siedząc w ulubionym fotelu z filiżanką kawy i książką, uśmiechała się — w jej domu wreszcie zapanowały cisza i spokój, a serce było wolne od przeszłości.