W swoje urodziny obudziłam się od lodowatej wody — mąż oblał mnie nią, bo jego mama z siostrą były już w drodze z wizytą.

W swoje urodziny obudziłam się od lodowatej wody — mąż oblał mnie nią, bo jego mama z siostrą były już w drodze z wizytą.

Natalia skończyła czterdzieści lat. Wieczorem poprzedniego dnia jeszcze raz przeglądała listę gości i w myślach rozdzielała miejsca przy stole w restauracji. Rezerwacja została dokonana dwa miesiące wcześniej — mała sala na dwanaście osób: przyjaciele, koledzy z pracy, kilku dalszych krewnych. Natalia wyobrażała sobie, jak będzie siedziała w pięknej sukience, słuchała toastów i śmiała się z żartów przyjaciółek. Czterdziestka to poważna data, chciała uczcić ją godnie.

Artiom wieczorem zachowywał się dziwnie. Siedział na kanapie, wpatrzony w telefon, i cały czas coś pisał. Natalia zapytała, czy coś się stało w pracy, ale mąż tylko machnął ręką:

— Wszystko w porządku. Jutro przecież wolne, odpręż się.

Natalia chciała się upewnić, czy Artiom pamięta o restauracji, ale postanowiła nie przypominać. Mąż wiedział o przyjęciu, sam mówił, że weźmie wolne i pojedzie razem z nią. Dziwne zachowanie przypisała zmęczeniu — Artiom miał ciężki tydzień w magazynie, gdzie pracował jako kierownik.

Położyła się spać z przyjemnym oczekiwaniem. Jutro miał być dobry dzień.

Obudził ją chłód. Lodowate krople uderzyły w twarz, zmuszając ją do poderwania się z łóżka. Natalia zmrużyła oczy, wytarła mokre policzki dłonią i zobaczyła Artioma. Stał obok z plastikową butelką w ręku, a na jego twarzy widać było irytację.

— Wstawaj! Mama z Leną już jadą, pomóż nakrywać do stołu!

Natalia usiadła, wciąż nie rozumiejąc, co się dzieje. Woda spływała jej po szyi, piżama przykleiła się do ciała. Policzkami płynął rumieniec, ale nie potrafiła od razu nic powiedzieć — umysł odmawiał współpracy.

— Artiom… co ty robisz? — wydusiła w końcu.

Mąż już wychodził z pokoju, rzucając przez ramię:

— Nie ma czasu na spanie! Szybciej, zaraz będą goście.

Natalia została siedząc na mokrej pościeli. Serce waliło, ręce drżały. Miała ochotę krzyczeć, ale zamiast tego powoli wstała i poszła do łazienki. Obmyła twarz zimną wodą i spojrzała w lustro. Czterdzieści lat. Urodziny. A mąż oblał ją wodą jak nieposłuszne dziecko.

Wróciła do pokoju, przebrała się w domowe spodnie i sweter. Włosy były wilgotne, ale nie miała czasu ich wysuszyć — Artiom już hałasował naczyniami w kuchni. Natalia wyszła i zobaczyła męża, który gorączkowo rozstawiał talerze na stole.

— Artiom, jacy goście? Przecież dziś mamy restaurację, zapomniałeś?

Mąż odwrócił się, postawił stos talerzy na blacie i westchnął.

— Natalia, po co ten cały restauracyjny cyrk? Mama z Leną chcą cię dziś u nas, w domu, po rodzinie, uroczyście, jak ludzie. Normalni ludzie tak świętują, a nie biegają po cudzych lokalach.

Natalia zamarła, mrugając ze zdumieniem.

— Jak to „po rodzinie”? Przecież się umawialiśmy! Zarezerwowałam stolik, zaprosiłam gości!

— Ty zaprosiłaś. Ja cię nie prosiłem, żebyś urządzała przedstawienie. Mama powiedziała, że przyjedzie rano, nie mogłem odmówić. A gdybym ci powiedział wcześniej, znów zrobiłabyś scenę.

— Scenę? — głos Natalii stłumiał się, ale nabrał ostrości. — Artiom, to moje urodziny. Mój jubileusz.

— Właśnie. Dlatego mama chce cię osobiście pogratulować. W końcu to twoja teściowa.

Natalia otworzyła usta, by odpowiedzieć, ale Artiom już krzątał się po kuchni — włączył czajnik, wyjął z lodówki kiełbasę, ser, masło. Ruchy miał szybkie, nerwowe. Natalia patrzyła na niego, czując, jak w środku rośnie coś ciężkiego i gorącego.

— Nie odwołam restauracji — powiedziała stanowczo.

— Nie musisz. Najpierw mama z Leną posiedzą, złożą życzenia, a potem pojedziesz do swojej restauracji. Ze wszystkim zdążysz.

— One przyjeżdżają z samego rana, Artiom! Muszę się przygotować, pomalować, zrobić fryzurę!

— Zrobisz. Czasu mnóstwo. A teraz pomóż, zamiast stać jak słup.

Natalia zacisnęła pięści. Miała ochotę odwrócić się i zamknąć w pokoju, ale wiedziała — jeśli nie pomoże, Artiom zrobi awanturę. Umiał każdą jej próbę sprzeciwu obrócić w histerię i potem jeszcze oskarżyć o egoizm.

Chwyciła nóż i zaczęła kroić chleb. Artiom ułożył na talerzu plasterki kiełbasy, otworzył słoik z dżemem, postawił cukiernicę. Robił wszystko mechanicznie, nie patrząc na żonę. Cisza przytłaczała, ale nie było już nic do powiedzenia.

Po dwudziestu minutach zadzwonił dzwonek do drzwi. Artiom rzucił się, by otworzyć, po drodze poprawiając kołnierzyk koszuli. Natalia została przy stole, w dłoni wciąż trzymając nóż do masła. Serce biło ciężko, oddech się rwał.

Drzwi otworzyły się z hukiem, a do przedpokoju wtargnął głośny głos Leny:

— Artiomuszka, cześć! Przyjechałyśmy, jak obiecałyśmy!

Za Leną weszła teściowa, Wiera Nikołajewna, z bukietem żółtych chryzantem w jednej ręce i ciężką torbą zakupów w drugiej. Szwagierka niosła dwa pudełka przewiązane wstążkami.

— Mamusiu, daj, pomogę — Artiom wziął od niej torbę i kwiaty.

Wiera Nikołajewna weszła do mieszkania, zdjęła płaszcz i dopiero wtedy spojrzała na Natalię. Obejrzała ją od stóp do głów, zatrzymując wzrok na wilgotnych włosach i domowym swetrze.

— Jubilatka, a nawet się nie pomalowała! Mogłaś chociaż jakąś porządną sukienkę założyć.

Natalia zacisnęła zęby.

— Dzień dobry, Wiero Nikołajewno. Leno.

Lena weszła za matką, postawiła pudełka na stoliku w korytarzu i objęła Natalię jedną ręką, nie wypuszczając telefonu z drugiej.

— Wszystkiego najlepszego! Czterdzieści lat — poważna sprawa, co? Już nie jesteś dziewczynką.

Natalia skinęła głową, nie mogąc wydusić słowa. Miała ochotę powiedzieć, że nikt ich nie zapraszał, że miała inne plany, że nie chciała ich dziś widzieć. Ale milczała.

Wiera Nikołajewna przeszła do kuchni, obejrzała stół krytycznie.

— No, nieźle. Ale ja bym jeszcze sałatkę zrobiła. Natalko, masz majonez? I ziemniaki ugotowane?

— Mamo, nie zaczynaj — Artiom postawił torbę na stole. — I tak już wszystko gotowe.

— Gotowe to będzie, jak się gości przyjmie jak należy. A tu… — machnęła ręką. — Dobrze, sama zrobię. Gdzie macie garnek?

Natalia bez słowa wyjęła garnek z szafki i podała teściowej. Wiera Nikołajewna zaczęła wyciągać z torby produkty — kiełbasę, ogórki, jajka, marchew. Lena usiadła przy stole, dalej przewijając telefon.

— Artiom, nie zapomniałeś o prezencie? — zapytała szwagierka, nie podnosząc wzroku.

— Nie zapomniałem. Potem dam.

Natalia stała przy kuchence i patrzyła, jak teściowa rządzi się w jej własnej kuchni. Wiera Nikołajewna włączyła palnik, postawiła garnek z wodą, zaczęła obierać ziemniaki. Poruszała się pewnie, jakby była u siebie.

— Natalio, zaparzysz herbatę, czy mam sama? — spytała, nie odwracając się.

— Zaparzę — odpowiedziała cicho.

Wzięła dzbanek, wsypała herbatę, zalała wrzątkiem. Ręce jej drżały, ale starała się zachować spokój. To nie był moment na wybuchy. Trzeba poczekać, aż goście wyjdą, a potem się ubrać i pojechać do restauracji. Zdąży. Na pewno zdąży.

Artiom wyjął z lodówki sok, rozlał do szklanek. Lena podniosła głowę znad telefonu i uśmiechnęła się:

— Artiomuszka, jesteś naprawdę wspaniały. Zawsze dbasz o rodzinę.

Mąż skinął zadowolony głową. Wiera Nikołajewna skończyła obierać ziemniaki i wrzuciła je do wrzątku. Odwróciła się do Natalii:

— No, jubilatko, siadaj do stołu. Zaraz skończę sałatkę i będziemy świętować.

Natalia spojrzała na zegar. Dziesiąta rano. Rezerwacja w restauracji na siódmą wieczorem. Dziewięć godzin. Wydawało się, że to dużo czasu, ale w środku już rodziło się niepokojące przeczucie — ten dzień nie potoczy się tak, jak planowała.

Usiadła naprzeciw Leny. Szwagierka uniosła szklankę soku:

— Za jubilatkę! Za czterdziestkę!

Artiom i Wiera Nikołajewna też podnieśli swoje szklanki. Natalia wzięła swoją, zrobiła łyk. Sok był zbyt słodki, mdlący. Odstawiła szklankę na stół.

— Dziękuję — powiedziała cicho.

Wiera Nikołajewna zaczęła kroić kiełbasę, ogórki, układać wszystko na talerzach. Lena wyciągnęła telefon i zaczęła robić zdjęcia stołu, Artioma, teściowej. Potem odwróciła się do Natalii:

— Szwagierko, uśmiechnij się! Zrobię zdjęcie na twoje urodziny.

Natalia spróbowała się uśmiechnąć, ale wyszło to sztucznie. Lena pstryknęła kilka razy, spojrzała na ekran i skrzywiła się:

— Niezbyt dobrze wyszło. Może jeszcze raz?

— Nie trzeba — pokręciła głową Natalia.

Lena wzruszyła ramionami i wróciła do swojego telefonu. Wiera Nikołajewna postawiła na stole talerz z wędlinami i usiadła obok Artioma.

— No to co, zjedzmy jak ludzie. Natalio, chyba nie masz nic przeciwko, że przyszłyśmy cię odwiedzić?

Natalia spojrzała na teściową. Wiera Nikołajewna uśmiechała się, ale w jej oczach czaiło się coś innego — wyzwanie, oczekiwanie. Jakby sprawdzała, czy Natalia odważy się sprzeciwić.

— Oczywiście, że nie mam nic przeciwko — odpowiedziała spokojnym tonem.

Artiom skinął głową zadowolony z odpowiedzi. Wziął kawałek chleba, posmarował masłem, położył plaster kiełbasy. Jadł z apetytem, zerkając na matkę i siostrę. Wiera Nikołajewna też zaczęła jeść, co chwilę rzucając uwagi:

— Chleb mógłby być świeższy. I kiełbasa jakaś tania. Artiom, dobrze zarabiasz, czemu twoja żona oszczędza na jedzeniu?

Mąż wzruszył ramionami:

— Mamo, to Natalia robi zakupy. Ja się nie wtrącam.

Wiera Nikołajewna spojrzała na Natalię z wyrzutem:

— Natalio, na jedzeniu nie wolno oszczędzać. Mężczyzna musi dobrze jeść, żeby mieć siłę do pracy.

Natalia oparła łokcie na stole, spleciła palce.

— Wiero Nikołajewno, Artiom je to, co chce. Jeśli coś mu nie pasuje, mówi o tym.

— Mówi, mówi — westchnęła teściowa. — Tylko ty nie zawsze słuchasz.

Lena zachichotała, nie odrywając wzroku od telefonu. Artiom jadł w milczeniu, nie wtrącając się do rozmowy. Natalia zacisnęła pięści pod stołem. Miała ochotę wstać i wyjść, ale nogi jakby przyrosły jej do podłogi.

Wiera Nikołajewna dopiła herbatę, wstała i podeszła do kuchenki. Sprawdziła ziemniaki — jeszcze nie były gotowe. Wróciła do stołu, sięgnęła do torby po małe pudełeczko owinięte błyszczącym papierem.

— Natalio, to dla ciebie. Od nas z Leną.

Natalia wzięła pudełko, rozwinęła papier. W środku leżały tanie kolczyki ze sztucznymi kamieniami. Spojrzała na teściową.

— Dziękuję.

— Noś na zdrowie. Wybierałyśmy razem z Leną. Prawda, Lenoczka?

Szwagierka skinęła głową, nie odrywając wzroku od ekranu.

— Aha. Specjalnie dla ciebie.

Natalia odłożyła kolczyki z powrotem do pudełka. Artiom sięgnął do kieszeni, wyjął kopertę i podał jej:

— To ode mnie.

Natalia otworzyła kopertę. W środku była kartka z wydrukowanymi życzeniami i tysiąc rubli. Spojrzała na męża.

— Dziękuję, Artiom.

Mąż uśmiechnął się:

— Kupisz sobie coś.

Wiera Nikołajewna podeszła ponownie do kuchenki, sprawdziła ziemniaki, odlała wodę i zaczęła kroić je w kostkę. Lena w końcu oderwała się od telefonu:

— Szwagierko, a tort będzie? Czy nie zdążyłaś upiec?

Natalia pokręciła głową:

— Nie będzie tortu. Wieczorem idę do restauracji, tam wszystko będzie.

Lena uniosła brwi:

— Restauracja? Serio? A nas nie zaprosiłaś?

— Będą moi przyjaciele i współpracownicy. Wąskie grono.

Szwagierka skrzywiła się i spojrzała z pretensją na Artioma:

— Braciszku, twoja żona nawet na jubileusz nas nie zaprosiła. Ładnie.

Artiom zmarszczył brwi i rzucił Natalii niezadowolone spojrzenie:

— Natalio, po co tak? Mama i Lena to rodzina.

— Nie powiedziałam, że nie zapraszam. Po prostu to inne spotkanie — próbowała zachować spokój, ale głos zaczynał jej drżeć.

Wiera Nikołajewna wróciła do stołu z gotową sałatką, postawiła miskę na środku.

— Natalio, restauracja to oczywiście dobrze, ale rodzina jest ważniejsza. Z Leną specjalnie przyjechałyśmy z samego rana, żeby cię uścisnąć, a ty tego nawet nie doceniasz.

Natalia przełknęła ślinę. Miała ochotę krzyknąć, że nikt ich nie prosił, że to jej urodziny i ma prawo spędzić je, jak chce. Ale milczała.

Artiom wziął widelec, spróbował sałatki:

— Mamo, jak zawsze pyszne. Natalio, jedz, nie siedź tak.

Natalia wzięła widelec, nałożyła sobie trochę sałatki. Spróbowała. Majonez, ziemniaki, kiełbasa — wszystko zlewało się w jeden mdły smak. Przeżuła z trudem i połknęła.

Zegar wskazywał wpół do jedenastej. Jeszcze osiem i pół godziny do restauracji. Czas zdawał się ciągnąć w nieskończoność.

Lena wstała od stołu i zaczęła chodzić po mieszkaniu, jakby je oglądała. Zajrzała do salonu, potem wróciła do kuchni.

— Szwagierko, gdzie trzymasz czyste ręczniki? Mama chce wytrzeć ręce po gotowaniu.

Natalia wstała bez słowa, poszła do łazienki, wyjęła ręcznik i podała Lenie. Ta wzięła go, nawet nie dziękując, i zaniosła teściowej.

Wiera Nikołajewna wytarła ręce, powiesiła ręcznik na oparciu krzesła i znów usiadła do stołu. Artiom dolał wszystkim herbaty. Teściowa wzięła filiżankę, upiła łyk i spojrzała na Natalię:

— Natalio, chciałam zapytać — kiedy w końcu zdecydujecie się na dzieci? Masz już czterdzieści lat. Zegarek biologiczny tyka.

Natalia zesztywniała. To pytanie powracało regularnie, ale dziś, w jej urodziny, po lodowatym przebudzeniu i narzuconym śniadaniu, zabrzmiało wyjątkowo boleśnie.

— Wiero Nikołajewno, to nasza z Artiomem sprawa.

— Oczywiście, oczywiście. Ale ja przecież chcę wnuków. Lena na razie nie planuje ślubu, cała nadzieja w tobie.

Lena parsknęła śmiechem:

— Mamo, nie zamierzam rodzić tylko po to, żeby spełniać czyjeś oczekiwania.

— Widzisz? — westchnęła teściowa, rozkładając ręce. — Przynajmniej ty, Natalio, pomyśl o rodzinie.

Artiom żuł kanapkę, nie wtrącając się. Natalia spojrzała na męża, licząc na wsparcie, ale on odwrócił wzrok.

— Muszę się przygotować — powiedziała, wstając od stołu. — Przepraszam.

Ruszyła w stronę drzwi, lecz Wiera Nikołajewna zawołała za nią:

— Natalia, dokąd idziesz? Dopiero zaczęłyśmy świętować!

— Mam dziś wieczorem gości. Muszę się przygotować.

— Jacy goście są ważniejsi od rodziny? — głos teściowej nabrał ostrości.

Natalia odwróciła się. Stała w progu kuchni i patrzyła na troje siedzących przy stole. Wiera Nikołajewna patrzyła z wyrzutem, Lena — z zaciekawieniem, a Artiom ze spuszczonym wzrokiem.

— Wiero Nikołajewno, nie prosiłam pani, żebyście dziś przyjeżdżały. Miałam zaplanowany inny dzień.

— Nie prosiłaś? — teściowa zmarszczyła brwi. — Artiom mówił, że się ucieszysz.

Natalia spojrzała na męża.

— Artiom, mówisz poważnie?

Mąż wzruszył ramionami:

— Mama chciała ci złożyć życzenia. Co w tym złego?

— Wiedziałeś o restauracji. Wiedziałeś, że chcę świętować z przyjaciółmi.

— No to świętuj. Później. Teraz mama i Lena są tutaj, spędź z nimi trochę czasu.

Natalia podeszła z powrotem do stołu. Stanęła wyprostowana, położyła dłonie na oparciu krzesła.

— Dziś świętuję swój jubileusz w restauracji. Bez was.

Zapadła cisza. Wiera Nikołajewna odłożyła filiżankę, Lena uniosła głowę znad telefonu, Artiom zastygł z kawałkiem chleba w ręku.

— Jak to bez nas? — powtórzyła teściowa. — Przyjechałyśmy specjalnie dla ciebie!

— Nie prosiłam — powtórzyła spokojnie Natalia.

— Natalio, co ty wyprawiasz? — Artiom wstał od stołu. — Mama się postarała, zrobiła sałatkę, przywiozła prezent!

— Nie prosiłam — powtórzyła po raz trzeci, a jej głos stwardniał.

Lena prychnęła:

— Ale masz charakter. Szwagierko, wiesz w ogóle, jak to wygląda?

— Przychodzi się wtedy, gdy się jest zaproszonym.

Twarz Wier y Nikołajewnej pobladła:

— Natalia, co to za teatr?

— Żaden teatr. To mój dom. A w moim domu goście pojawiają się na zaproszenie, nie z własnej woli.

— Natalia, przestań. Stawiasz mnie w niezręcznej sytuacji przed matką.

— Oblałeś mnie zimną wodą — spojrzała prosto na męża — tylko po to, żebym nakryła do stołu dla ludzi, którzy nie szanują ani mnie, ani mojego domu.

Artiom otworzył usta, ale nic nie powiedział. Wiera Nikołajewna zerwała się z miejsca, chwyciła torbę.

— Nie zostanę tu, gdzie mnie obrażają! Lena, zbieraj się!

Szwagierka szybko wstała, schowała telefon do kieszeni, chwyciła płaszcz. Wiera Nikołajewna już była w przedpokoju, zakładając swój płaszcz z taką złością, jakby chciała go rozerwać.

— Artiom, idziesz z nami, czy zostajesz z tą… — urwała w pół słowa.

Mąż stał pośrodku kuchni, patrząc to na matkę, to na Natalię.

— Mamo, uspokój się. Natalio, ty też. Nie róbmy z tego afery.

— Bez afery? — Natalia uśmiechnęła się gorzko. — Artiom, oblałeś mnie wodą w moje urodziny. Jakiej jeszcze afery ci potrzeba?

Wiera Nikołajewna znieruchomiała przy drzwiach i zwróciła się do syna:

— Artiom, co ona mówi?

Mąż zarumienił się, spuścił wzrok.

— Mamo, no po prostu… nie chciała się obudzić, a wy już byłyście w drodze.

— I dlatego postanowiłeś mnie oblać wodą — dokończyła Natalia. — Jak niegrzeczne dziecko.

Lena cicho zagwizdała:

— Braciszku, nieźle się popisałeś.

Wiera Nikołajewna dopięła płaszcz, chwyciła torbę.

— Chodź, Lena. Tu nas nie szanują.

Szwagierka skinęła głową i poszła za matką. Artiom ruszył za nimi.

— Mamo, poczekaj!

Natalia została w kuchni. Słyszała, jak trzasnęły drzwi wejściowe, jak Artiom coś wołał na klatce, potem znów wrócił do mieszkania. Zamknął drzwi, wszedł do kuchni. Twarz miał czerwoną, oddech urywany.

— Zadowolona? Matka wyjechała zapłakana!

— Artiomie — Natalia usiadła — prosiłam o jedno: żeby mój jubileusz wyglądał tak, jak ja chcę.

— Mogłaś wytrzymać dwie godziny! Porozmawiać z mamą, wypić herbatę! Ale nie — musiałaś zrobić scenę!

— Ja zrobiłam scenę? — Natalia spojrzała na niego. — Ty mnie oblałeś wodą. Ty zaprosiłeś rodzinę, nie pytając mnie o zdanie. Ty zepsułeś moje urodziny. I to ja zrobiłam scenę?

Artiom zacisnął pięści.

— Jesteś egoistką. Myślisz tylko o sobie.

— Dziś jest mój dzień. Mam prawo myśleć o sobie.

— Dzień, dzień! Wszystko tylko o tobie! A o rodzinie w ogóle nie pomyślisz?

— O jakiej rodzinie, Artiom? O tej, w której mnie oblewają wodą? W której nikt mnie nie pyta, czego chcę? W której teściowa rządzi się w mojej kuchni i poucza mnie, jak żyć?

Mąż odwrócił się, podszedł do okna. Stał chwilę w milczeniu, potem odwrócił się z powrotem.

— Wiesz co? Jedź do tej swojej restauracji. Sama. Skoro tak bardzo chcesz.

— Pojadę.

— I nie licz, że pójdę z tobą.

— Nie liczę.

Artiom chwycił kurtkę z wieszaka, wciągnął buty.

— Jadę do matki. Przeprosić za twoje chamstwo.

— Jedź.

Mąż trzasnął drzwiami tak mocno, że zadrżały szyby. Natalia została sama. Usiadła przy stole, patrząc na niedojedzoną sałatkę, wystygłą herbatę i porozrzucane serwetki.

Spojrzała na zegarek. Jedenasta. Osiem godzin do restauracji.

Wstała i zaczęła sprzątać ze stołu. Zgarnęła resztki do kosza, umyła naczynia, wytarła blat. Ruchy miała powolne, metodyczne. Głowa pusta, ale ręce pracowały same.

Kiedy kuchnia znów była czysta, poszła do łazienki. Odkręciła prysznic, rozebrała się i stanęła pod gorącym strumieniem. Woda zmywała resztki porannego chłodu, napięcia i zmęczenia. Natalia zamknęła oczy, podkładając twarz pod strumień.

Czterdzieści lat. Połowa życia za nią. I jak to życie minęło? W wiecznym dostosowywaniu się — do męża, teściowej, szwagierki. Zawsze ustępowała, milczała, znosiła wszystko. Ale dziś — nie wytrzymała.

Wyszła spod prysznica, wytarła się i poszła do sypialni. Otworzyła szafę, wyjęła sukienkę — granatową, dopasowaną, tę samą, którą kupiła miesiąc temu specjalnie na jubileusz. Włożyła ją i spojrzała w lustro. Sukienka leżała idealnie.

Ułożyła włosy, zrobiła makijaż. Powoli, dokładnie. Chciała wyglądać dobrze. Nie dla kogoś — dla siebie.

Kiedy skończyła, była dopiero piętnasta. Do wyjścia jeszcze cztery godziny. Natalia usiadła na kanapie i wzięła telefon. Kilka wiadomości od przyjaciółek — życzenia, pytania o wieczór. Odpowiedziała krótko: wszystko zgodnie z planem, widzimy się o siódmej.

Artiom nie dzwonił. Natalia nie była zaskoczona.

Włączyła telewizor, ale nie oglądała. Myślała o tym, co będzie dalej. Mąż obrażony, teściowa urażona. Będą telefony, wyrzuty, oskarżenia. Artiom spróbuje zmusić ją do przeprosin. Wiera Nikołajewna opowie wszystkim znajomym, jaką ma niewdzięczną synową.

Ale Natalia czuła — dziś coś się zmieniło. W środku nie było już tego ciężaru, który przygniatał ją od lat. Puściło.

O szóstej wyszła z domu. Ubrała się, wzięła torebkę. Na zewnątrz było chłodno, jesienny wiatr rozwiewał włosy. Natalia zamówiła taksówkę i usiadła na tylnym siedzeniu.

— Dokąd jedziemy? — zapytał kierowca.

Natalia podała adres restauracji. Samochód ruszył. Za oknem przesuwały się bloki, latarnie, pojedynczy przechodnie. Miasto powoli zapadało w wieczór.

Przyjechała około wpół do siódmej. Restauracja była niewielka, przytulna, z ciepłym światłem w oknach. Natalia weszła do środka. Administrator przywitał ją z uśmiechem:

— Dobry wieczór! Ma pani rezerwację?

— Tak. Na nazwisko Natalia.

— Proszę bardzo, wszystko już gotowe.

Poszła za nim do małej sali. Stół nakryty, świece zapalone, kwiaty w wazonach. Dokładnie tak, jak chciała. Natalia usiadła i rozejrzała się. Cicho, spokojnie. Nikt nie poucza, nie krytykuje, nie wymaga.

Pierwsze przyszły przyjaciółki — Swieta i Irina. Obie z bukietami, w eleganckich sukienkach, z szerokimi uśmiechami.

— Wszystkiego najlepszego! — Swieta uścisnęła Natalię, wręczając kwiaty.

— Natalia, wyglądasz dziś cudownie! — dodała Irina, całując ją w policzek.

Natalia przyjęła bukiety i się uśmiechnęła. Po raz pierwszy tego dnia — szczerze.

Pojawili się pozostali goście — koledzy z pracy, dawni znajomi. Sala wypełniła się głosami, śmiechem, ciepłem. Kelnerzy przynieśli menu, zaczęli obsługiwać.

Natalia siedziała na czele stołu, słuchała toastów, żartów, historii. Swieta opowiadała o nowej pracy, Irina — o wakacjach nad morzem. Kolega Wiktor złożył życzenia i obiecał przynieść tort do biura.

Nikt nie pytał, gdzie mąż. Nikt nie oceniał. Wszyscy byli tam, bo chcieli. Z sympatii, a nie z obowiązku.

Kolacja trwała trzy godziny. Przyniesiono tort ze świeczkami. Natalia pomyślała życzenie i zdmuchnęła płomień.

Przyjaciółki zaczęły klaskać, wołać życzenia. Kroili tort, nalewali szampana, wznosili toasty.

Kiedy wieczór zbliżał się ku końcowi, Swieta pochyliła się do Natalii:

— Natalia, wszystko w porządku? Dziś jesteś jakaś… inna.

Natalia spojrzała na nią i zamyśliła się.

— Wiesz, Swieta, dziś zrozumiałam jedno. Mój prawdziwy święt zaczyna się w chwili, kiedy przestaję się dopasowywać.

Swieta skinęła głową, nie pytając o nic więcej. Objęła Natalię za ramiona.

— W takim razie — wszystkiego najlepszego. Z prawdziwego serca.

Natalia uśmiechnęła się. Spojrzała na stół pełen śmiejących się twarzy, na świece, na kwiaty. Na ludzi, którzy przyszli nie dlatego, że musieli, ale dlatego, że chcieli spędzić ten dzień właśnie z nią.

Czterdzieści lat. Połowa życia za nią. A przed nią — druga połowa. Taka, w której nie trzeba budzić się od lodowatej wody, nakrywać stołu dla nieproszonych gości ani milczeć, gdy chce się krzyczeć.