Za radą szwagierki i teściowej mąż zaciągnął kredyty na 15 milionów i od razu złożył pozew o rozwód

Za radą szwagierki i teściowej mąż zaciągnął kredyty na 15 milionów i od razu złożył pozew o rozwód

Irina wracała do domu z pracy, marząc o gorącym prysznicu i przygotowaniu kolacji. Październikowy wieczór dawał się jej we znaki — cały dzień musiała rozwiązywać problemy z opóźnionymi dostawami w magazynie, gdzie pracowała jako menedżerka logistyczna. Otwierając drzwi swojego trzypokojowego mieszkania, odziedziczonego po babci jeszcze przed poznaniem Maksyma, Irina od razu poczuła, że coś jest nie tak.

W korytarzu stały trzy ogromne pudła z logo znanego producenta sprzętu AGD. Krew napłynęła jej do twarzy — takie zakupy zdecydowanie nie mieściły się w ich domowym budżecie.

— Maks! — zawołała Irina, zdejmując kurtkę. — Co to za pudła?

Maksym wyszedł z salonu z zadowolonym uśmiechem na twarzy.

— Cześć, kochanie! Postanowiłem sprawić nam radość. Nowy telewizor, lodówka i pralka. Gdybyś tylko widziała ich parametry!

Irina zmarszczyła brwi, przechylając głowę, próbując zrozumieć to, co usłyszała.

— Skąd pieniądze? Przecież odkładaliśmy na wakacje i ledwo uzbieraliśmy potrzebną kwotę.

— Nie martw się o to. Mam wszystko pod kontrolą — machnął ręką Maksym.

Kolejne tygodnie przyniosły jeszcze więcej niespodzianek. Na ich podwórku pojawił się nowiutki SUV, a Maksym wrócił do domu z drogim zegarkiem i garniturem. Irina zaczynała zadawać pytania, ale mąż za każdym razem wymigiwał się od odpowiedzi.

— Maksym, mówię poważnie. Powiedz, skąd takie wydatki? Twoja pensja inżyniera nie pozwala na kupno samochodu za trzy miliony.

— Ira, za dużo się przejmujesz. Zaufaj mi, jestem dorosłym mężczyzną.

Ale Irina czuła: coś tu nie gra. Natrętne myśli nie dawały jej spokoju, zwłaszcza kiedy przypominała sobie ostatnie rozmowy z teściową i szwagierką. Walentyna Iwanowna i Swietłana ciągle powtarzały, jak ważne jest „żyć pięknie”, nie oszczędzać na drobiazgach i brać od życia wszystko.

— Ira, jesteś taka skromna — mówiła szwagierka podczas ostatniej rodzinnej kolacji. — Maksym to mężczyzna, musi zapewnić godne życie. A ty tylko oszczędzasz i oszczędzasz.

— Swietłana ma rację — przytakiwała teściowa. — W dzisiejszych czasach trzeba umieć korzystać z możliwości. Kredyty po to są.

Irina wtedy zamilkła, ale zapamiętała te słowa. Teraz rozumiała, skąd u męża wzięły się takie pomysły.

Nieprzyjemne podejrzenia potwierdziły się po miesiącu. Maksym wrócił do domu ponury jak jesienna chmura, usiadł przy kuchennym stole, nie zdejmując marynarki.

— Ira, musimy porozmawiać — zaczął, unikając jej wzroku.

— Słucham — Irina nadal kroiła warzywa do sałatki, ale całą uwagę skupiła na rozmowie.

— Podjąłem decyzję. Składam pozew o rozwód.

Irina zastygła z nożem w dłoni. Liść kapusty wypadł jej z palców na podłogę.

— Co? Maksym, o czym ty mówisz?

— Nie pasujemy do siebie. Mamy różne spojrzenia na życie, różne cele. Lepiej rozstać się w zgodzie.

Irina powoli odwróciła się do męża. Krew odpłynęła jej z twarzy, ale głos pozostał spokojny.

— Maksym, przeżyliśmy razem cztery lata. Co zmieniło się w ciągu ostatniego miesiąca?

— Nic się nie zmieniło. Po prostu zrozumiałem, że idziemy różnymi drogami.

Irina odłożyła nóż na deskę i usiadła naprzeciwko niego. W jej głowie zaczynały łączyć się wszystkie elementy układanki: nagłe zakupy, rady krewnych, dziwne zachowanie Maksyma.

— A co z naszym majątkiem? Sprzęt, samochód — wszystko kupione w trakcie małżeństwa.

Maksym w końcu podniósł wzrok. W jego oczach widać było chorą pewność siebie.

— Wszystko zgodnie z prawem. Dzielimy majątek i długi po połowie. Ty dostaniesz połowę samochodu i sprzętu, a ja wezmę na siebie połowę kredytów.

— Jakich kredytów? — spytała cicho Irina.

— No… na samochód, na sprzęt. Plus wziąłem gotówkę na wkłady własne. W sumie nazbierało się około piętnastu milionów.

Irina klasnęła w dłonie, nie mogąc powstrzymać emocji.

— Piętnaście milionów? Maksym, zwariowałeś?

— Nie krzycz. Połowa długów to siedem i pół miliona. To całkiem do udźwignięcia.

— Dla kogo „do udźwignięcia”? — Irina poderwała się od stołu. — Brałeś te kredyty beze mnie, nie pytając o zgodę!

— W małżeństwie wszystkie długi są wspólne. Sprawdź sobie Kodeks rodzinny.

Irina rozumiała: przed nią realizuje się dobrze zaplanowana operacja. Walentyna Iwanowna i Swietłana z pewnością miały w tym swój udział. Maksym liczył, że w zamian za połowę długów dostanie połowę jej mieszkania — tego, które należało do niej jeszcze przed ślubem.

— Ja niczego nie podpisywałam — powiedziała spokojnie Irina.

— Nie ma znaczenia. Jesteś moją żoną, więc ponosisz odpowiedzialność.

— Zobaczymy.

Następnego dnia Irina wzięła urlop i poszła do adwokatki. Jelena Wiktorowna, prawniczka z dwudziestoletnim stażem, uważnie wysłuchała jej historii.

— Proszę pokazać dokumenty kredytowe — poprosiła.

— Nie mam ich. Maksym wszystko załatwiał sam.

— W takim razie trzeba wystąpić do banków o zaświadczenia. Jeśli kredyty zostały zaciągnięte tylko na męża, bez pani zgody jako poręczycielki lub współkredytobiorczyni, będą to jego wyłączne zobowiązania.

— A co z kupionymi rzeczami?

— Samochód i sprzęty faktycznie zostały nabyte w trakcie małżeństwa. Ale jeśli udowodnimy, że zakup odbył się z pożyczonych środków męża bez pani udziału, można będzie uniknąć podziału tych długów.

Irina poczuła ulgę. Sprytny plan Maksyma i jego krewnych zaczynał się rozsypywać.

Po tygodniu przyszło wezwanie do sądu. Maksym złożył pozew o rozwód i podział majątku. W dokumentach widniała długa lista: samochód, sprzęty, meble, a także żądanie uznania kredytów za wspólne długi małżeństwa.

— Ira, no przecież rozumiesz — próbował jeszcze negocjować Maksym. — Nie chcę cię skrzywdzić. Tak jest uczciwie — każdy dostaje swoje.

— Uczciwie? — powtórzyła Irina. — Ty wziąłeś kredyty, wydałeś pieniądze, a teraz chcesz, żebym spłacała połowę?…

— Mieszkaliśmy razem, korzystaliśmy ze wszystkiego razem.

— Korzystałam z lodówki, którą kupiłeś za moje przyszłe pieniądze? Jak wygodnie.

Maksym prychnął i skierował się do drzwi.

— W sądzie to wyjaśnimy. Tam ci powiedzą, czym jest wspólnie nabyty majątek.

— Oczywiście, wyjaśnimy — zgodziła się Irina.

Pierwsza rozprawa została wyznaczona na koniec listopada. Maksym przyszedł z adwokatem — młodym, pewnym siebie mężczyzną w drogim garniturze. Irina pojawiła się z Jeleną Wiktorowną i teczką dokumentów.

— Wysoki Sądzie — rozpoczął pełnomocnik Maksyma — mój klient domaga się podziału majątku wspólnego zgodnie z artykułem 34 Kodeksu rodzinnego. Wszystkie przedmioty wymienione w pozwie zostały zakupione w trakcie małżeństwa.

— Czy są zastrzeżenia? — zwrócił się sędzia do Iriny.

— Są, Wysoki Sądzie — wstała Jelena Wiktorowna. — Dokumenty przedstawione przez stronę powodową potwierdzają zakup majątku za środki kredytowe, zaciągnięte wyłącznie na nazwisko Maksyma Andriejewicza bez zgody i udziału pozwanej. Nie sprzeciwiamy się podziałowi majątku, ale uważamy za bezzasadne żądanie uznania kredytów za wspólne długi małżeństwa.

Sędzia dokładnie przeanalizował dokumenty. Adwokat Maksyma nerwowo przekładał kartki.

— Mój klient działał w interesie rodziny — kontynuował obrońca. — Zakupy były przeznaczone do wspólnego użytku.

— Ciekawe — wtrąciła Jelena Wiktorowna. — Dlaczego więc powód nie poinformował żony o zamiarze zaciągnięcia kredytów na piętnaście milionów? Dlaczego nie poprosił jej o zostanie współkredytobiorczynią?

W sali zaległa cisza. Maksym poczerwieniał i zaczął coś szeptać adwokatowi.

— Konieczne jest dodatkowe zbadanie okoliczności sprawy — oznajmił sędzia. — Rozprawa zostaje odroczona. Strony zobowiązane są przedstawić pełne informacje o przepływach środków z kredytów.

Wychodząc z sali, Irina czuła pewność siebie. Plan męża i jego krewnych zaczynał pękać w szwach. Maksym liczył na szybkie zwycięstwo, lecz napotkał opór.

— I jak poszło? — zapytała Swietłana, gdy Maksym przyszedł po rozprawie do siostry.

— Na razie kiepsko. Irina wynajęła adwokata.

— A co myślałeś? — oburzyła się szwagierka. — Jasne, że będzie walczyć. Nikt nie odda milionów bez walki.

— Mama mówiła, że zgodnie z prawem wszystko powinno być dzielone po równo — wymamrotał Maksym.

— Prawo to jedno, a rzeczywistość to drugie. Trzeba było lepiej się przygotować.

Walentyna Iwanowna również nie była zadowolona z przebiegu wydarzeń.

— Maksym, mówiłam ci: najpierw upewnij się, że Irina podpisze dokumenty jako współkredytobiorczyni, a dopiero potem się rozwódź — skarciła syna przez telefon.

— Mamo, sama mówiłaś, że w małżeństwie wszystkie długi są wspólne.

— To teoria. W praktyce trzeba działać sprytniej.

Tymczasem Irina przygotowywała się do kolejnej rozprawy. Jelena Wiktorowna zwróciła się do banków o pełną dokumentację kredytów Maksyma. Wyniki były interesujące: mąż zaciągał pożyczki w czterech różnych bankach, podając w ankietach, że jest kawalerem.

— Widzisz? — pokazywała adwokat dokumenty. — We wszystkich wnioskach kredytowych w rubryce „stan cywilny” widnieje „wolny”. Maksym Andriejewicz świadomie ukrywał przed bankami fakt pozostawania w związku małżeńskim.

— Co to oznacza? — zapytała Irina.

— To znaczy, że banki udzielały kredytów wyłącznie jemu jako osobie fizycznej, nie biorąc pod uwagę możliwości obciążenia pani odpowiedzialnością. W związku z tym są to jego osobiste zobowiązania.

Irina uśmiechnęła się. Maksym nie był tak sprytny, jak mu się wydawało. Próba oszukania banków obróciła się teraz przeciwko niemu.

W mieszkaniu narastało napięcie. Maksym stał się milczący i drażliwy. Wieczorami długo rozmawiał przez telefon z matką i siostrą, zastanawiając się nad dalszą strategią.

— Może spróbujesz się z nią dogadać? — proponowała Swietłana. — Powiedz, że weźmiesz na siebie większą część długów w zamian za mieszkanie.

— Ona się nie zgodzi. Mieszkanie dostała przed ślubem, w spadku. Nie mam do niego żadnych praw.

— To chociaż wymuś, żeby za samochód i sprzęty zapłaciła połowę długów.

— Zobaczymy, co powie sąd.

Irina słyszała te rozmowy i wiedziała: Maksym nie odpuści. Ale czas działał na jej korzyść. Każdy dzień przynosił nowe dowody na to, że mąż działał sam, planując wzbogacić się jej kosztem.

Na drugą rozprawę Irina przyszła z kompletną dokumentacją. Jelena Wiktorowna starannie przygotowała materiał dowodowy: wyciągi bankowe, potwierdzenia przepływów pieniędzy, kopie umów kredytowych.

— Wysoki Sądzie — zaczęła obrończyni Iriny — przedstawiam dokumenty potwierdzające okoliczności zaciągnięcia kredytów przez powoda. We wszystkich czterech bankach Maksym Andriejewicz podawał, że jest stanu wolnego, nie informował żony o zamiarze zaciągnięcia kredytów i nie angażował Iriny Wasiljewny jako współkredytobiorczyni ani poręczycielki.

Sędzia uważnie przeglądał dokumenty. Maksym siedział blady, co chwila pochylając się do swojego pełnomocnika.

— Powód utrzymuje, że kredyty zostały przeznaczone na potrzeby rodziny — kontynuowała Jelena Wiktorowna. — Proponuję omówić, na co dokładnie wydano środki pożyczone.

Adwokat Maksyma próbował zaprotestować:

— Wysoki Sądzie, sprzęty i samochód były użytkowane wspólnie przez małżonków, więc zostały nabyte w interesie rodziny.

— Dobrze — kiwnął sędzia. — Maksymie Andriejewiczu, proszę wyjaśnić sądowi, na co dokładnie wydaliście pieniądze z kredytów?

Maksym wstał, nerwowo poprawiając krawat.

— Kupiłem samochód za trzy miliony, sprzęty do domu za dwa miliony, a także wziąłem dziesięć milionów w gotówce.

— A na co wydaliście gotówkę? — dopytał sędzia.

Maksym zamilkł. Krew odpłynęła mu z twarzy — zrozumiał, że będzie musiał przyznać niezręczną prawdę.

— Część pieniędzy przeznaczyłem na remont… mieszkania siostry. Swietłana poprosiła o pomoc, bo miała awarię rur.

Na sali zapadła cisza. Irina poczuła, jak gotuje się w niej krew — gniew wrócił ze zdwojoną siłą. Maksym wydawał pożyczone pieniądze na remont u szwagierki, a teraz żądał, by żona spłacała połowę jego długu.

— Ile dokładnie przeznaczyliście na remont mieszkania siostry? — zapytał sędzia.

— Cztery miliony — odpowiedział prawie szeptem Maksym.

— A pozostałe sześć milionów?

— Dałem mamie na zakup działki. Walentyna Iwanowna od dawna marzyła o własnym kawałku ziemi.

Jelena Wiktorowna triumfująco spojrzała na adwokata przeciwnej strony.

— Wysoki Sądzie, mamy tutaj oczywisty przykład niecelowego wykorzystania środków kredytowych. Dziesięć milionów rubli zostało wydane nie na potrzeby rodziny powoda i pozwanej, ale na majątek krewnych Maksyma Andriejewicza. W takich okolicznościach mówienie o wspólnych długach małżeńskich jest bezpodstawne.

Adwokat Maksyma próbował ratować sytuację:

— Mój klient pomagał bliskim, co jest naturalne u człowieka rodzinnego.

— Przepraszam — przerwała mu Jelena Wiktorowna — ale pomoc krewnym za pożyczone pieniądze, bez zgody małżonki, nie może być uznana za potrzebę rodzinną. Maksym Andriejewicz w praktyce podarował cudze pieniądze matce i siostrze, a teraz chce, by żona uczestniczyła w spłacie tych zobowiązań.

Sędzia wnikliwie przestudiował dokumenty i ogłosił postanowienie pośrednie:

— Sąd uznaje za konieczne pozyskać dodatkowe dokumenty dotyczące wydatkowania środków kredytowych. Maksym Andriejewicz ma przedłożyć potwierdzenia przelewów dla krewnych oraz dokumenty potwierdzające, że samochód i sprzęty były wykorzystywane wyłącznie na potrzeby rodziny.

Po rozprawie Maksym wyglądał na zdruzgotanego. Swietłana czekała na brata przed budynkiem sądu z napiętym wyrazem twarzy.

— I jak? — zapytała z niepokojem.

— Źle. Sędzia żąda dokumentów na to, gdzie poszły pieniądze.

— A co w tym dziwnego? Robiliśmy remont, kupowaliśmy działkę — wszystko dla rodziny.

— Swieta, rozumiesz, czy nie? Sąd uważa, że wydawanie pieniędzy na twój remont i działkę mamy to nie są wydatki rodzinne.

Swietłana zmarszczyła brwi.

— Maksym, przesadzasz. Każdy normalny człowiek pomaga rodzinie.

— Nie kredytami na piętnaście milionów!

— Dobrze, spokojnie. Jakoś to ogarniemy. Tylko nie panikuj.

Ale Maksyma ogarniała właśnie panika. Valentina Iwanowna również nie potrafiła zaproponować żadnego rozwiązania.

— Maksym, dlaczego w bankach wpisałeś, że jesteś kawalerem? — zapytała teściowa podczas kolejnej narady rodzinnej.

— Mamo, sama mówiłaś: im mniej bank wie, tym lepiej. Gdybym zaznaczył, że jestem żonaty, zażądano by zgody Iriny.

— A teraz to obraca się przeciwko tobie.

— Teraz jest już za późno, żeby to naprawić.

Tymczasem Irina zbierała kolejne dowody swojej niewinności. Jelena Wiktorowna pomogła wystąpić do banków o informacje dotyczące obowiązku informowania małżonki w przypadku dużych kredytów.

Odpowiedzi banków były jednoznaczne: ponieważ kredytobiorca podał, że jest stanu wolnego, nie było żadnego obowiązku informowania o prawach żony.

— Widzisz? — wyjaśniała adwokat. — Maksym Andriejewicz celowo oszukał banki, by dostać pieniądze bez pani udziału. To wyklucza możliwość uznania długów za wspólne.

Trzecia rozprawa okazała się decydująca. Maksym przedstawił potwierdzenia przelewów dla matki i siostry, ale dokumenty tylko pogorszyły jego sytuację.

— Czyli z piętnastu milionów pieniędzy kredytowych dziesięć milionów przeznaczyliście na potrzeby krewnych? — upewnił się sędzia.

— Tak, Wysoki Sądzie — musiał przyznać Maksym.

— A samochód w jaki sposób jest użytkowany?

— Głównie sam jeżdżę nim do pracy i załatwiać swoje sprawy.

— A sprzęty gdzie są?

Maksym znów się speszył.

— Lodówkę i pralkę przewiozłem do mamy. U Walentyny Iwanowny stary sprzęt się popsuł.

— Czyli z kupionych na kredyt sprzętów w użytku domowym pozostał tylko telewizor?

— Na to wychodzi.

Sędzia pokręcił głową i udał się na naradę. Po pół godzinie wrócił z orzeczeniem.

— Sąd stwierdza, że zobowiązania kredytowe Maksyma Andriejewicza są jego osobistymi długami. Uzasadnienie: kredyty zostały zaciągnięte bez udziału małżonki, większość środków przeznaczono na potrzeby krewnych, a nie rodziny. Wniosek o uznanie długów za wspólne — oddala się.

Irina poczuła ogromną ulgę. Wielomiesięczna walka wreszcie przyniosła rezultat.

— Co do podziału majątku — kontynuował sędzia — samochód i telewizor uznać za wspólnie nabyte, ale ponieważ sprzęty zostały przekazane krewnym powoda, pozwanej przysługuje rekompensata pieniężna w wysokości połowy ich wartości.

Adwokat Maksyma próbował złożyć apelację, jednak sąd wyższej instancji podtrzymał wcześniejsze orzeczenie. Irina oficjalnie się rozwiodła, zachowała swoje mieszkanie i otrzymała rekompensatę za przekazany sprzęt.

Maksym został z ogromnymi, przytłaczającymi długami. Miesięczne raty kredytowe pochłaniały niemal całą jego pensję inżyniera. Walentyna Iwanowna i Swietłana, które tak gorąco namawiały go do tej awantury, nie były w stanie pomóc w spłatach.

— Maksym, może sprzedasz działkę i pomożesz synowi? — ostrożnie zaproponowała Swietłana teściowej.

— Działka jest na mnie, to mój prezent. Maksym jest dorosłym mężczyzną, niech sam sobie radzi — ucięła Walentyna Iwanowna.

— A mój remont też robił za jego pieniądze — dodała szwagierka. — To co, teraz mam wszystko oddawać?

Krewni, dla których ta cała operacja została rozpoczęta, szybko zapomnieli o swojej roli w tym wszystkim. Maksym był zmuszony sprzedać samochód i szukać dodatkowej pracy, by spłacać kredyty.

Irina tymczasem cieszyła się spokojem w swoim trzypokojowym mieszkaniu. Wieczorami gotowała ulubione potrawy, oglądała filmy, spotykała się z przyjaciółkami. Próba wykorzystania jej przez rodzinę męża zakończyła się dla nich kompletną porażką.

Rok po rozwodzie Irina przypadkowo spotkała Swietłanę w centrum handlowym. Szwagierka wyglądała na zmęczoną i postarzałą.

— Cześć, Ira — przywitała się niepewnie Swietłana. — Jak się masz?

— Wspaniale — uśmiechnęła się Irina. — A u was?

— Maksym jest kompletnie wykończony tymi kredytami. Pracuje na dwóch etatach, ledwo daje radę.

— Bardzo mi przykro — powiedziała szczerze Irina.

— Może byś pomogła? W końcu spędziliście razem cztery lata.

Irina pokręciła głową.

— Swietłana, same wybrałyście tę drogę. Chciałyście się wzbogacić moim kosztem, a wyszło odwrotnie.

— To nie było ze złej woli…

— Oczywiście, że nie. Chciałyście tylko, żebym spłacała wasze zakupy. Nic osobistego.

Irina odwróciła się i poszła dalej, zajmując się swoim życiem. Lekcja, jaką życie dało byłemu mężowi i jego rodzinie, okazała się surowa, lecz sprawiedliwa. Próba wzbogacenia się cudzym kosztem doprowadziła do tego, że Maksym został sam na sam ze swoimi długami, a krewni, którzy czerpali korzyści z jego działań, odwrócili się od niego.

Irina natomiast pozostała wolną kobietą, w swoim własnym mieszkaniu, bez cudzych długów i z silnym przekonaniem, że sprawiedliwość prędzej czy później zwycięża.