— Twoja matka nie jest mi nikim i absolutnie nie potrzebuję jej zgody, żeby pojechać na urlop! — oznajmiła mężowi Masza.

Tego dnia mąż bardzo ją zdenerwował. I to wcale nie po raz pierwszy.
Wszystko, co dotyczyło jego matki, stało się dla Maszy nieprzyjemne. Wpędzało ją w przygnębienie i złe samopoczucie. Miała ochotę uciec jak najdalej od tej rodzinki, powstrzymywało ją jedynie to, że naprawdę kochała swojego męża. Dlatego wciąż jeszcze walczyła.
A przecież wszystko zaczęło się tak dobrze, kiedy rok temu Aleksiej przedstawił jej przyszłą teściową!
Łarisa Pietrowna była uosobieniem czaru. Tak bardzo starała się przypodobać przyszłej żonie młodszego syna, że aż przesadzała. Masza to widziała, choć tłumaczyła sobie wszystko jej zdenerwowaniem i nie zwracała większej uwagi. W końcu nie zamierzała mieszkać razem z teściową.
— Maszeńka, tak marzę o tym, żeby mój syn był szczęśliwy, że jest mi absolutnie obojętne, kim będzie jego wybranka. Tak, jestem taka nowoczesna i postępowa matka! — oznajmiła dumnie.
— Naprawdę? — szczerze zdziwiła się Maria.
— Oczywiście! Weź chociażby ciebie. Mogę bez problemu przymknąć oko na to, że twoja praca raczej nie jest dobrze płatna i najpewniej nie masz wyższego wykształcenia. Prawda?
Każdy rozsądny człowiek zrozumiałby, że w ten sposób próbuje po prostu wybadać prawdziwą sytuację. Jednocześnie, choć teściowa uśmiechała się szeroko, to jednak z niechęcią przyglądała się podartym dżinsom i rozciągniętej koszulce Maszy, w których tego dnia była ubrana.
Dziewczyna ogólnie nie przejmowała się zbytnio wyglądem, tym bardziej tamtego dnia. Wracali z daczy od znajomych, a Aleksej, pod wpływem impulsu, nagle postanowił zawieźć ukochaną do rodziców, żeby ją przedstawić.
— Serio? — zaśmiała się Masza. — Teraz? W takim stanie? A twoja mama na pewno mnie zrozumie? Nie wyrzuci?
— Oj, Masza, nie bądź taka sztywna i nie rób z mojej mamy dystyngowanej damy z towarzystwa. Wszystko będzie dobrze! — zapewnił Aleksiej. — Jej naprawdę obojętne, w co jesteś ubrana. Najważniejsze, żebyś mnie kochała.
Słysząc słowa przyszłej teściowej, Masza trochę się zmieszała, ale postanowiła tego nie okazywać.
— To dobrze, że jest pani gotowa na takie poświęcenia dla syna. Ale zapewniam, że nie musi się pani o mnie martwić. Mam porządne wykształcenie — uniwersyteckie — i dobrą pracę. Przynajmniej ja nie narzekam, płacą mi całkiem przyzwoicie, na życie wystarcza i jeszcze zostaje.
— Tak? — z niedowierzaniem mruknęła Łarisa Pietrowna, wciąż z niesmakiem oglądając strój Maszy. — No dobrze, skoro tak mówisz. Kłócić się nie będę.
Później, gdy dowiedziała się od syna, że jego przyszła żona kieruje działem w dużym banku, natychmiast się uspokoiła. A po ślubie bez przerwy chwaliła się wszystkim koleżankom i znajomym, że jej synowa pracuje jako zastępca dyrektora dużego banku, wyraźnie „awansując” ją w opowieściach.
Robiła to nie z głupoty, lecz z konkretnego, znanego tylko sobie powodu. Łarisa miała dalekosiężne plany związane z finansową sytuacją synowej.
Po ślubie młodzi zamieszkali w świeżo kupionym mieszkaniu w ramach współwłasności; mieli środki, żeby nabyć jednopokojowe mieszkanie bez kredytu czy hipoteki.
Ale Łarisa Pietrowna, szybko oceniając sytuację, postanowiła wykorzystać fakt, że synowa pracuje w banku, i poprosić ją o dużą pożyczkę.
— Maszeńka, wiem, że banki udzielają swoim pracownikom kredytów na niski procent. Ty przecież nie masz jeszcze żadnego kredytu, prawda? Więc mam do ciebie prośbę — weź dla nas z mężem pieniądze, musimy zmienić samochód — zaczęła rozmowę korzystną dla siebie.
— Nie, nie wezmę — ucięła Maria, nawet się nie zastanawiając. — Mamy teraz dobre relacje i chcę, żeby tak zostało. Jeśli wezmę dla was kredyt, co miesiąc będę się martwić, czy zapłaciliście ratę. A jeśli się spóźnicie, albo co gorsza — nie będzie was stać na kolejną ratę — będziemy musieli się kłócić. A ja tego nie chcę. Dlatego kredyt bierzecie na siebie. Jeśli chcecie, pomogę wam to szybko załatwić. Ale nic ponad to.
— Co ty wymyślasz! Dlaczego mielibyśmy nie płacić na czas? Przecież jesteśmy wypłacalni i uczciwi. I nie mamy powodu, żeby cię zawieść. Rozumiem wszystko, nie jestem głupia. To twój wizerunek. Obiecuję płacić zawsze co do dnia! — nalegała teściowa.
— Nie — powtórzyła Masza, czym bardzo ją rozczarowała. Teściowa poczuła urazę.
Ale niedługo. Wkrótce wpadła na inny pomysł.
— Maszeńka, pożycz nam pieniędzy. Niedużo, jakieś sto tysięcy. My z Arkadijem postanowiliśmy pojechać nad morze, odpocząć w sanatorium. Część kwoty mamy, ale to za mało. Wiem, że dobrze zarabiasz. A my oddamy. Jak tylko wrócimy, mąż dostanie wypłatę i od razu wszystko zwrócimy.
— Łariso Pietrowno, to, że pracuję w banku, nie daje pani prawa myśleć, że zgarniałabym pieniądze łopatą. Nie, to wcale tak nie wygląda. A cała moja pensja jest już rozplanowana co do grosza.
— Ale Masza! — zaprotestowała teściowa.
— Doskonale pani wie, że razem z Aleksiejem robimy teraz remont w naszym nowym mieszkaniu. Tak? I wie pani również, że zamówiliśmy meble do kuchni i pokoju. O tym też pani mówiłam. Więc niby z jakiego powodu miałabym wam dać tak dużą sumę?
— Och, tylko mi tu nie opowiadaj! Masz pieniądze i dobrze o tym wiem! Pracujesz w banku, a nie w jakimś rybnym kiosku. Po prostu powiedz, że to nam nie chcesz dać. Swoim rodzicom na pewno nie żałujesz, regularnie im dorzucasz trochę grosza — wybuchnęła nagle teściowa.
— Proszę nie opowiadać bzdur — Masza naprawdę nie chciała kłótni z matką męża.
Ale tamta jakby za wszelką cenę chciała się z nią pokłócić. Łarisę bolało i drażniło jedno: zaledwie wczoraj rozmawiała przez telefon ze starą przyjaciółką, której pochwaliła się, że jej synowa, pracująca w banku jako zastępca dyrektora, opłaciła im z mężem trzytygodniowy pobyt w sanatorium nad morzem.
— Tak, tak nam się poszczęściło, Taniu! Sama się nie mogę nacieszyć, jaką żonę wybrał sobie Leszeńka. Teraz zawsze będziemy żyć jak pączki w maśle. W końcu pracuje w banku, ma pieniądze i odpowiednie stanowisko.
A teraz wychodziło na to, że do żadnego sanatorium nie jadą, bo mieli dokładnie jedną trzecią kwoty potrzebnej na opłacenie wyjazdu.
— Czyli ostatecznie nam odmawiasz? Nie boisz się, że popsujesz ze mną relacje? — teściowa użyła ostatniego argumentu.
— Jeśli jest pani mądrą kobietą, do tego nie dojdzie — zakończyła nieprzyjemną rozmowę Maria.
Kilka dni później mąż powiedział Maszy, że rodzice musieli zaciągnąć długi, poprosić o pomoc wszystkich krewnych, żeby wyjechać na leczenie do sanatorium.
— No i dobrze, że twoi rodzice rozwiązali ten problem — tylko tyle odpowiedziała żona.
Mimo to matka Aleksieja kontynuowała swoją taktykę, mającą na celu „ujarzmienie” niepokornego charakteru synowej.
— Alosza, tak dalej być nie może. Dlaczego twoja żona tak się zachowuje?…
— Jak to? — zdumiał się syn, nie podejrzewając, jak głęboki staje się konflikt.

— A tak! My z ojcem jesteśmy dla Maszy obcy, to przecież oczywiste! W ogóle nie interesują jej nasze problemy, nie uczestniczy w życiu naszej rodziny! Tak nie może być! Porozmawiaj poważnie z żoną i wyjaśnij jej, że skoro stała się częścią naszej rodziny, to nie może tak lekceważąco machać ręką na mnie i na prośby, z którymi się do niej zwracam — pouczała syna matka.
— Mamo, może nie jest tak źle, jak myślisz? Jeśli Masza ci w czymś odmówiła, to znaczy, że była ku temu ważna przyczyna.
— Ważna przyczyna? Ona po prostu żałuje nam z ojcem pieniędzy! Siedzi na pieniądzach i żałuje!
— Mamo, zawsze byłaś mądrą kobietą. Dziwnie słucha się takich słów z twoich ust — zdziwił się syn.
— Przestań! Jeszcze będziesz mnie pouczał — matka nie chciała słuchać argumentów Aleksieja; uraza do synowej całkowicie przysłaniała jej zdrowy rozsądek.
Im dalej, tym gorzej układały się relacje między teściową a synową. Teraz przy każdym spotkaniu Łarisa Pietrowna nie przepuszczała okazji, by ukłuć Maszę, oskarżając ją o bezduszność i obojętność.
— Oczywiście, po co ci cudze problemy? Sama masz pieniądze, więc możesz patrzeć na wszystkich z góry, tak?
— Mamo, przestań, co ty wygadujesz! — nie wytrzymywał syn.
— Nie przestanę. Mam prawo do własnego zdania.
Masza poważnie rozważała całkowite zerwanie lub przynajmniej ograniczenie kontaktów z teściami. Pewnego razu powiedziała o tym mężowi.
— Mama się obrazi.
— Ona i tak ciągle jest obrażona. Co się niby zmieni? — szczerze zdziwiła się Maria.
— Może nie warto aż tak drastycznie? To jednak moi rodzice.
— Nie wiem… Nie jestem zwolenniczką skandali, ale takiego traktowania siebie nie zamierzam znosić.
Jednak wszystko rozstrzygnął przypadek.
Pewnego dnia, wcześnie rano, zadzwoniła Łarisa Pietrowna. Długo rozmawiała z Aleksiejem, a potem poprosiła do telefonu synową.
— Masz, mama chce z tobą porozmawiać — powiedział mąż nieszczególnie wesołym tonem.
— O czym?
— Zaraz sama się dowiesz. Jak mogłem, próbowałem jej wszystko wytłumaczyć, ale… to przecież mama — powiedział Aleksiej, zasłaniając dłonią słuchawkę.
— Mario, dzień dobry — oficjalnym tonem zaczęła Łarisa Pietrowna. — Co wy sobie wymyśliliście? Jakie jeszcze wyjazdy za granicę?
— Mamy urlop. Planowaliśmy go od dawna. A wycieczkę kupiliśmy wcześniej — spokojnie odpowiedziała Maria, wiedząc, że teściowa doskonale o tym wie.
— Tak, bilety oddajcie, a pieniądze przekażecie Pawłowi — miała na myśli swojego starszego syna — poleciła teściowa. — Jemu są teraz bardziej potrzebne. Ma poważne problemy, rodzina mu się rozpada. A wy młodzi i zdrowi, zdążycie jeszcze pojechać, w przyszłym roku. Nie uchodzicie z sił!
— Nie, do tego nie dojdzie. My z mężem pojedziemy na urlop, jak zaplanowaliśmy. A swoje problemy ze swoim dorosłym synem będziecie rozwiązywać sami, a nie naszym kosztem.
Maria była spokojna jak zawsze. Niczego innego od swojej teściowej się nie spodziewała, więc i to ją nie zdziwiło.
— Jak śmiesz? Zapomniałaś, z kim rozmawiasz? Jestem matką twojego męża, starsza od ciebie i mądrzejsza, mogłabyś chociaż dlatego mnie posłuchać!
— Dziwny argument. Ale powtarzam — nie. Nie zamierzam poświęcać naszego urlopu i długo wyczekiwanej podróży.
— A ty nawet nie wiesz, co stało się u Pawła!
— I wiedzieć nie chcę. Koniec rozmowy.
Masza rozłączyła się i spojrzała niezadowolona na męża, który siedział ze smutną, zagubioną miną.
— Co? Kolejna katastrofa światowa? — zapytała z irytacją.
— No, Pashka się wpakował. Naprawdę potrzebuje pieniędzy, i to sporo.
— A co nas to obchodzi? Jeszcze ty mi powiesz, że mamy zrezygnować z naszego wyjazdu nad morze! Absurd!
— Jako bratu, jest mi go żal. Moglibyśmy…
— Nie, nie moglibyśmy! Przestań! Nie zachowuj się jak twoja matka! Ona nie jest mi nikim i nie muszę jej słuchać. A tym bardziej spełniać jej absurdalnych żądań po jednym telefonie. Od pierwszego dnia jasno jej dałam do zrozumienia, że żadnych pieniędzy ode mnie nie dostanie. Ani ode mnie, ani od ciebie! Zrozumiałeś?
— Zrozumiałem, ale Pashka… Rozumiesz, jego żona nakryła go z kimś. Teraz grozi rozwodem. Mówi, że zabierze dzieci i wyjedzie do matki do Siewierodwińska. Wtedy ani Pashka, ani nasi rodzice ich nigdy nie zobaczą. A dla nich to ogromny stres. Kochają wnuki. I Paweł też bez dzieci nie da rady.
— Trzeba było wcześniej myśleć o dzieciach i rodzinie.
— I co teraz mówić? Głupio zrobił, on sam to rozumie. Żona mu powiedziała, że jeśli kupi jej nowy, drogi samochód, to zostanie. Do pierwszej wpadki.

— No to niech kupuje, skoro narozrabiał. Jesteście dziwni ludzie. Czy naprawdę takim prezentem da się naprawić to, co się stało? Żona twojego brata ewidentnie go naciąga na pieniądze, to pewne jak amen w pacierzu. Chce przed rozwodem jak najwięcej wyciągnąć — zdziwiona pokręciła głową Maria.
— To nie nasza sprawa. On tylko poprosił nas o pomoc.
— Tak, masz rację. To nie nasza sprawa. I nie mamy mu czym pomóc. Wszystkie nasze środki są już przeznaczone.
— Ale Masza…
— Nie, powiedziałam. I przekaż swojej matce, żeby się od nas odczepiła i nie prosiła, a tym bardziej nie żądała od nas ani grosza. I tak nic nie dostanie.
Miesiąc później Maria i Aleksiej, zgodnie z planem, polecieli za granicę, na urlop.
A po powrocie dowiedzieli się, że teściowa uważa ich teraz za wrogów numer jeden. Ogłosiła im bojkot, odmawiając kontaktu z synem i synową.
— No i dobrze. Babska złość — końska radość — skomentowała spokojnie Masza.
Paweł jednak znalazł gdzieś pieniądze, zadłużył się, ale kupił żonie samochód, jak chciała. A miesiąc później ona złożyła pozew o rozwód i wyjechała do rodziców do dalekiego miasta, zabierając dzieci.
Teściowa bardzo tęskniła za wnukami. Nie miała pojęcia, kiedy znów będzie mogła je zobaczyć. Ale najgorsze było co innego.
Niedawno Maria przekazała mężowi radosną wiadomość, że wkrótce zostanie ojcem. Tego wnuka Łarisa Pietrowna również nie zobaczy. Przynajmniej dopóki jest skonfliktowana z rodziną młodszego syna.