Mąż przepisał mieszkanie na swoją matkę za plecami żony, ale nie przewidział jednego ważnego szczegółu

Galina stała przy skrzynce pocztowej i przeglądała dokumenty. Zwykła rutyna — opłaty komunalne, reklamy, jakieś zaświadczenia. Zatrzymała się na kopercie z Rosreestru. Dziwne. Przecież nic ostatnio nie załatwiali.
Otworzyła. Przeczytała. Przeczytała drugi raz. Świat się wywrócił.
— Sierioża! — krzyknęła, wpadając do mieszkania. — Sierioża, gdzie jesteś?
Mąż wychylił się z kuchni z kanapką w ręku.
— Czego się drzesz? Sąsiedzi słyszą.
— A mnie to obojętne! — Galina machała dokumentem. — Wyjaśnij mi, co to jest!
Siergiej pobladł. Kanapka wypadła mu z rąk.
— To… no… — zaczął się jąkać. — Słuchaj, Gal, to trudno wytłumaczyć.
— Trudno? — jej głos się załamał. — Mieszkanie należy teraz do twojej matki! Kiedy zdążyłeś to załatwić?!
— Nie krzycz tak…
— Będę krzyczeć! Dwadzieścia lat mieszkam w tym mieszkaniu! Tapety kleiłam, podłogi wymieniałam, kuchnię robiłam! A ty po prostu przepisałeś wszystko na mamusię!
Siergiej cofnął się pod ścianę.
— Gal, no poczekaj… To przecież moja matka. Ona nas nie wyrzuci.
— Twoja matka? — Galina aż się zachłysnęła oburzeniem. — A ja kto? Obca baba z ulicy?
— Nie przesadzaj.
— Przesadzam? Zwariowałeś! Kiedy to zrobiłeś? Przecież musiałam coś podpisywać!
Siergiej milczał. Przesypywał w dłoni okruszki po kanapce.
— Sierioża, pytam! Kiedy?!
— W zeszłym miesiącu — wyszeptał.
— Jak to w zeszłym miesiącu? Niczego nie podpisywałam!
— No… tam… okazuje się, że zgoda małżonka nie zawsze jest potrzebna.
Galina opadła na krzesło. Ugięły się pod nią nogi.
— Czyli co? Jestem teraz bezdomna we własnym mieszkaniu?
— Nie wygaduj głupot. Mama jest dobra. Zrozumie.
— Zrozumie co? — Galina zerwała się na równe nogi. — Że mnie wystawiłeś? Że zabezpieczyłeś się na wypadek rozwodu?!
Siergiej drgnął.
— Co ma do tego rozwód?
— A nic! — zaśmiała się histerycznie. — Po prostu tak, chciałeś mamusi prezent zrobić! Z wielkiej dobroci serca!
— Gal, uspokój się…
— Nie waż się mną rządzić! — wbiła mu palec w pierś. — Jesteś zdrajcą! Podłym tchórzem!
— To tylko tymczasowe…
— Tymczasowe? A co, mama potem przepisze wszystko z powrotem? Na mnie?
Siergiej odwrócił wzrok.
— No… to… zobaczymy.
Galina zrozumiała wszystko. Mąż ją zdradził. Ostatecznie i nieodwracalnie. Dwadzieścia lat małżeństwa, remonty, kredyty, nieprzespane noce z chorym dzieckiem — wszystko na marne. Po prostu wykreślił ją ze swojego życia jednym podpisem.
— Ty… rozumiesz, że ja tak tego nie zostawię? — wysyczała.
— A co niby zrobisz? — Siergiej nabrał nieco śmiałości. — Dokumenty są legalne.
— Legalne? — Galina uniosła dokument. — Zaraz pójdę do prawnika! Zobaczymy, jak bardzo legalne!
— Wydawaj pieniądze — wzruszył ramionami. — I tak nic nie udowodnisz.
Galina wybiegła z mieszkania. Trzasnęła drzwiami tak mocno, że posypał się tynk.
— Darowizna, mówicie? — prawnik Andriej Michajłowicz obrócił dokument w dłoniach. — Tak, sporządzona poprawnie. Ale mówi pani, że mieszkanie było prywatyzowane wspólnie?
— Tak! W dwutysięcznym czwartym! Ja, mąż i syn Kostia!
— A gdzie dokumenty od prywatyzacji?
— W domu. Sierioża zawsze dokumenty chował.
— Proszę przynieść jutro. Bez nich nic nie powiem.
Galina pobiegła do domu. Siergieja nie było. Przeszukiwała szafy, komody, pawlacze. W końcu znalazła teczkę w jego biurku. Wyjęła dokumenty prywatyzacyjne — i zamarła.
Mieszkanie było własnością trzech osób: Galiny Pietrowny Morozowej — jedna trzecia, Siergieja Iwanowicza Morozowa — jedna trzecia, Konstantina Siergiejewicza Morozowa — jedna trzecia.
— Czyli nie wszystko stracone — mruknęła.
— Kostia, tu mama.

— Cześć, mamo. Co się stało?
— Przyjedź natychmiast. Twój ojciec robi bezprawne rzeczy.
— Znowu pije?
— Gorzej. Przepisał mieszkanie na babcię.
Kostia zamilkł.
— Jak to?
— A tak! Po kryjomu zrobił darowiznę. Teraz muszę mieszkać we własnym domu z łaski!
— Mamo, a mój udział?
— No właśnie! Twój udział nie zniknął! On mógł podarować tylko swoją część!
— Rozumiem. Przyjadę jutro.
— Proszę spojrzeć — prawnik rozłożył dokumenty na stole. — Według prywatyzacji każdy ma jedną trzecią. Państwa mąż sporządził darowiznę na całe mieszkanie, ale faktycznie mógł przekazać tylko swój udział.
— Czyli?
— Czyli teraz jedna trzecia należy do pani, jedna trzecia do syna, jedna trzecia do teściowej.
— A Sierioża o tym wie?
— Wątpię. Inaczej nie ryzykowałby w taki sposób.
Kostia pochylił się do mamy.
— Czyli możemy go przycisnąć?…
— Możecie — kiwnął prawnik. — Akt darowizny został sporządzony nieprawidłowo. Mąż nie miał prawa rozporządzać cudzymi udziałami. To naruszenie.
— I co mamy robić?
— Złożyć pozew. Domagać się unieważnienia darowizny w części dotyczącej waszych udziałów.
— A on się nie dowie?
— Dowie się, kiedy dostanie wezwanie.
Galina potarła ręce.
— Świetnie. Teraz niech się on martwi.
Do domu wrócili wieczorem. Siergiej siedział w kuchni z ponurą miną.
— No i co, naradziliście się? — zapytał.
— Naradziliśmy się — spokojnie odpowiedziała Galina. — Kostia, przywitaj się z tatą.
— Cześć — syn skinął głową. — Słyszałem, że wyrzuciłeś nas z mieszkania.
— Nikogo nie wyrzucałem! — Siergiej zerwał się na nogi. — Mieszkanie zostaje w rodzinie!
— W której rodzinie? — Kostia się uśmiechnął. — Babcia ma teraz swoją rodzinę?
— Nie cwaniakuj!
— A co tu cwaniakować? Sam wyrzuciłeś mnie i mamę na ulicę.
— Kostia ma rację — wtrąciła Galina. — Teraz jesteśmy u twojej mamy jak lokatorzy.
— Przestańcie! — Siergiej machnął rękami. — Mama nikogo nie wyrzuci!
— A jeśli wyrzuci? — zapytał Kostia. — Co wtedy?
— Nie wyrzuci.
— Skąd ta pewność?
Siergiej zamilkł. Galina usiadła naprzeciw niego.
— Sierioża, a powiedziałeś mamie, że podarowałeś jej nie całe mieszkanie?
Mąż pobladł.
— O czym ty mówisz?
— O tym, że mój udział i Kostii nadal są nasze.
— Jaki udział? — próbował udawać zdziwienie.
— Sierioża, nie udawaj. Przy prywatyzacji we trójkę staliśmy się właścicielami. Mogłeś podarować tylko swoją jedną trzecią.
Siergiej przełknął ślinę.
— To… to nie tak…
— Bardzo tak — powiedział Kostia. — Jutro idziemy do sądu.
— Do sądu? — Siergiej zerwał się. — Za co?
— Za oszustwo — odpowiedziała Galina. — W darowiźnie wskazałeś całe mieszkanie. A miałeś prawo tylko do jednej trzeciej.
— Ale… ale…
— Żadnego “ale”. Będziesz tłumaczyć się przed sędzią.
Siergiej krążył po kuchni jak zagrożone zwierzę.
— Gal, po co sąd? Ustalmy to po rodzinie.
— Po rodzinie? — prychnęła. — To kiedy ty po kryjomu załatwiałeś dokumenty, też było „po rodzinie”?
— Mama ma rację — Kostia wyciągnął telefon. — Tato, ty w ogóle myślałeś, co robisz?
— Myślałem! O was myślałem! O rodzinie!
— O jakiej rodzinie? — Galina wstała. — Zdradziłeś nas!
— Nikogo nie zdradziłem!
— To dlaczego ukrywałeś? Czemu nie powiedziałeś, że zamierzasz podarować mieszkanie swojej matce?
Siergiej zatrzymał się. Starł pot z czoła.
— Ja… bałem się, że nie zrozumiesz.
— Nie zrozumiem czego? Że chcesz mnie wykiwać?
— Gal, co to ma wspólnego z wykipaniem? Przecież się nie rozwodzimy!
— A jeśli się rozwiedziemy?
— Nie rozwiedziemy się!
— Skąd wiesz? Może ja już podjęłam decyzję!
Siergiej zrobił się jeszcze bledszy.
— Chcesz powiedzieć, że… na serio?
— A jak myślisz? Po takim „prezencie”?
Kostia schował telefon.
— Tato, a babcia wie, że nie dostała całego mieszkania?
— Co ma do tego babcia?
— To, że myśli, iż jest teraz jedyną właścicielką. A tak naprawdę ma tylko jedną trzecią.
— To… tymczasowe…
— Co tymczasowe? — Galina pochyliła się do męża. — Co jej naopowiadałeś?
— Nic jej nie naopowiadałem!
— Sierioża, ona wierzy, że dostała wszystko! A kiedy dowie się prawdy?
Siergiej usiadł na krześle. Ukrył twarz w dłoniach.
— Nie dowie się.

— Dowie się! — Kostia uderzył dłonią w stół. — Kiedy złożymy pozew, wszystkie dokumenty wypłyną!
— Po co ten sąd? Ustalmy to między sobą!
— Jak chcesz to ustalić? — zapytała Galina. — Już nas „ustaliłeś”!
Rano Galina poszła do teściowej. Lidija Pawłowna otworzyła drzwi w szlafroku.
— Galoczka? Czemu tak wcześnie?
— Lidija Pawłowna, musimy porozmawiać.
— Wchodź, zaraz zrobię herbatę.
Usiadły w kuchni. Staruszka krzątała się przy filiżankach.
— Sierioża mówił o mieszkaniu? — zapytała Galina.
— Mówił. Dobry syn mi się trafił. Troskliwy.
— A powiedział pani, że podarował pani nie całe mieszkanie?
Lidija Pawłowna zatrzymała się.
— Jak to nie całe?
— Tak to. Tylko swoją jedną trzecią. Moja i Kostii zostały przy nas.
— Nie rozumiem…
Galina wyjęła dokumenty. Podała jej prywatyzacyjne papiery.
— Proszę spojrzeć. We troje prywatyzowaliśmy. Czyli każdy ma jedną trzecią. Sierioża mógł podarować tylko swój udział.
Teściowa wzięła dokumenty. Przekręciła je w dłoniach.
— A Sierioża powiedział, że całe mieszkanie jest moje.
— Pomylił się. Albo skłamał.
— Po co miałby kłamać?
Galina wzruszyła ramionami.
— Proszę jego zapytać.
Lidija Pawłowna odłożyła dokumenty.
— I co teraz?
— Nic szczególnego. Żyjemy jak wcześniej. Tylko teraz pani ma jedną trzecią, ja jedną trzecią i Kostia jedną trzecią.
— A jeśli ja nie chcę tej jednej trzeciej?
— Dlaczego?
— A na co mi ona? — machnęła rękami. — Mam swoje mieszkanie! Cudze mi niepotrzebne!
Galina zdziwiła się. Nie spodziewała się takiej reakcji.
— Lidija Pawłowna, a wy wiecie, po co Sierioża zrobił tę darowiznę?
— Powiedział, że tak będzie lepiej. Dla rodziny.
— Dla której rodziny?
— No… dla naszej…
— A nie przyszło pani do głowy, że może zamierza odejść ode mnie?
Teściowa drgnęła.
— Jak odejść? Przecież się nie kłócicie!
— Nie kłócimy się? — Galina zaśmiała się gorzko. — On mnie oszukał! Po kryjomu załatwił dokumenty! To nie jest kłótnia?
— Ale przecież on chciał dobrze… dla rodziny…
— Dla rodziny? To dlaczego ukrywał? Czemu nic mi nie powiedział?
Stara kobieta zdezorientowała się. Szarpała palcami rąbek szlafroka.
— Nie wiem… Sierioża lepiej wie…
— Sierioża wielu rzeczy nie wie — powiedziała chłodno Galina. — Na przykład nie wie, że oszukał też panią.
— Mnie?
— Panią. Obiecał całą, a mógł dać tylko jedną trzecią.
Lidija Pawłowna zamilkła.
— A co teraz będzie?
— Nic szczególnego. Kostia i ja złożymy pozew. Unieważnimy darowiznę w części dotyczącej naszych udziałów. Zostanie u pani tylko jedna trzecia należąca do Sierioży.
— A można unieważnić wszystko?
Galina spojrzała uważnie na teściową.
— Można. Jeśli pani sama tego zechce.
— Chcę — powiedziała cicho staruszka. — Nie potrzebna mi ta jedna trzecia. Same problemy.
Galina wróciła do domu jak uskrzydlona. Siergiej siedział na kanapie i obgryzał paznokcie.
— Sierioża, twoja mama chce unieważnić darowiznę.
Podskoczył.
— Jak unieważnić?
— A tak. Mówi, że nie trzeba jej tej jednej trzeciej. Tylko kłopoty z tego ma.
— Nie może! Dokumenty są już gotowe!
— Może. Jutro idziemy do notariusza. Napisze zrzeczenie.
— Gal, zaczekaj! — Siergiej chwycił ją za rękę. — Przemyślmy to wszystko!
— Co tu przemyślać? — wyrwała rękę. — Narobiłeś bałaganu, to teraz sprzątaj.
— Przecież ja dla rodziny chciałem dobrze!
— Dla jakiej rodziny? — Galina usiadła naprzeciw. — Dla tej, w której mąż oszukuje żonę?
— Ja nie oszukiwałem! Po prostu… zabezpieczyłem się…

— Przed czym się zabezpieczyłeś? Przede mną?
Siergiej milczał.
— Sierioża, przecież rozumiesz, że po czymś takim nie da się żyć razem?
— Jak to nie da się?! — przestraszył się. — Gal, nie przesadzaj!
— Nie przesadzam. Po prostu zrozumiałam, że nie jest nam po drodze.
— Chcesz powiedzieć, że… złożysz pozew o rozwód?
— A jak myślisz?
Tydzień później dokumenty były gotowe. Lidija Pawłowna zrzekła się darowizny. Mieszkanie wróciło do poprzedniego statusu: trzy równe udziały.
— Mamo, a co teraz z tatą? — zapytał Kostia.
— Rozwodzę się. Nie mogę żyć z człowiekiem, który mnie zdradził.
— A mieszkanie?
— Podzielimy po połowie. Moja trzecia część i twoja zostają w rodzinie. Jego trzecią część sąd podzieli.
Kostia zadumał się.
— Mamo, może przepiszemy mój udział na wnuki?
— Na Maszkę i Wowkę?
— No tak. Niech mają zapewnione mieszkanie. A ja w wynajmowanym żyję normalnie.
Galina uśmiechnęła się.
— Dobry pomysł. Maszka rośnie, wkrótce będzie potrzebować osobnego pokoju.
Siergiej ostatnie dni chodził jak chmura gradowa.
— Gal, no nie możesz tak! Dwadzieścia lat razem!
— Mogę — odpowiedziała spokojnie. — Sam tak wybrałeś.
— Ja się poprawię!
— Za późno. Zaufanie przepadło.
— Ale dokąd ja pójdę?
— Do mamy się przeprowadź. Ma dwupokojowe, miejsca wystarczy.
— A mieszkanie?
— Sąd podzieli. Dostaniesz swoją część — sprzedasz, kupisz sobie coś.
Miesiąc później rozwód był sfinalizowany. Siergiej dostał prawo do jednej szóstej mieszkania. Reszta przypadła Galinie.
— Mamo, nie żałujesz? — zapytał Kostia.
— Czego mam żałować? Że poznałam prawdę?
— No… małżeństwa…
Galina spojrzała przez okno.
— Wiesz, długo myślałam. Szkoda może tych dwudziestu lat. Ale potem zrozumiałam: jakie to małżeństwo, jeśli mąż ukrywa tajemnice przed żoną?
— Bał się chyba.
— Czego? Mnie? — uśmiechnęła się krzywo. — Jeśli bał się żony, to po co się żenił?
Kostia przepisał swoją część na dzieci. Maszka podskakiwała z radości.
— Babciu Galu, to teraz mój pokój?
— Twój, kochanie. Twój i Wowki.
— A dziadek Sierioża już nie przyjdzie?
— Nie przyjdzie. Teraz mieszka osobno.
— A dlaczego?

— Bo kłamał. A kłamczuszków nikt nie lubi.
Maszka poważnie pokiwała głową.
— Rozumiem. A my będziemy żyć uczciwie?
— Będziemy — Galina uśmiechnęła się. — Na pewno będziemy.
Wieczorem siedziała w kuchni, popijała herbatę. Po raz pierwszy od wielu lat czuła spokój. Nikt nie kłamał, nie ukrywał dokumentów, nie knuł niczego za jej plecami.
Zadzwonił telefon. Siergiej.
— Gal, może jednak przemyślisz? Naprawdę się zmienię.
— Sierioża, wszystko już postanowione. Żyj swoim życiem.
— Ale przecież ja cię kocham!
— A ja już nie kocham. Przykro mi.
Odłożyła słuchawkę i wyłączyła telefon. Jutro nowy dzień. Nowe życie. Uczciwe życie.
Galina dopiła herbatę i poszła spać. Spokojnie, bez oglądania się za siebie.