— Skoro uważasz, że w naszym domu mama jest najważniejsza, to ja jestem tu zbędna! — powiedziała żona i trzasnęła drzwiami.

— Znowu kupiłaś chudy twarożek? Nie ma z niego żadnego pożytku, sama woda.
Olga podniosła wzrok znad telefonu. Wiera Siemionowna stała przy lodówce i oglądała opakowanie przez okulary. Poranne słońce wpadało przez kuchenne okno, podświetlając kurz unoszący się w powietrzu.
— Lubię taki — Olga odłożyła łyżkę.
— Lubi… Mężczyźnie potrzebne jest porządne jedzenie. Iljusza od dziecka przywykł do domowego twarogu, brałam mu na targu. A to co? Sama chemia.
Ilja siedział przy stole, wpatrzony w laptopa. Jego szczęka ledwie zauważalnie się napięła, ale dalej patrzył w ekran. Olga czekała, że powie choć słowo. Sekundy się dłużyły. Wiera Siemionowna w tym czasie wyjęła z lodówki słoik śmietany, powąchała, skrzywiła się i wstawiła z powrotem.
— Iljusza, będziesz jadł kaszę?
— Będę, mamo — mruknął, nie podnosząc głowy.
Olga odłożyła łyżkę. Nagle twaróg wydał jej się bez smaku. Wstała, wyrzuciła resztki do kosza i wyszła z kuchni, czując na plecach spojrzenie teściowej. W korytarzu potknęła się o pudełko — jedno z dwudziestu, które stały przy ścianie już czwarty miesiąc.
Wiera Siemionowna miała pomieszkać u nich tydzień. Maksymalnie dwa. W jej mieszkaniu zaczynał się remont — wymieniali rury w całym pionie, obiecywali skończyć szybko. Ilja sam zaproponował, żeby matka przeniosła się do nich.
— Mamo, po co masz się męczyć z tym kurzem i hałasem? U nas miejsca jest mnóstwo.
Olga wtedy skinęła głową. Miejsca rzeczywiście było dość — dwupokojowe mieszkanie w nowym budynku, przestronna kuchnia. Wiera Siemionowna przyjechała z dwiema walizkami i torbą. Po tygodniu Ilja przywiózł jeszcze trzy pudła.
— Mama mówi, że remont się przeciąga. Robotnicy znaleźli jeszcze jakieś problemy z instalacją.
Pudła postawili w korytarzu. Potem pojawiły się kolejne — z naczyniami, których „szkoda zostawiać w mieszkaniu z ekipą”. Następnie przywieźli telewizor z sypialni Wiery Siemionowny.
— Ona jest przyzwyczajona zasypiać przy wiadomościach — wyjaśnił Ilja, ustawiając go w salonie naprzeciw kanapy, na której teraz spała jego matka.
Kącik do pracy Olgi przy oknie trzeba było przesunąć. Jej teczki z dokumentami przenieśli do sypialni. Fotel, w którym lubiła czytać wieczorami, odstawili w róg — tam przeszkadzał w przejściu.
Wieczorami telewizor dudnił do północy. Wiera Siemionowna oglądała seriale, przełączając kanały co piętnaście minut. Olga zamykała drzwi sypialni, ale dźwięk i tak wciskał się przez szczeliny.
— Może poprosisz mamę, żeby ściszyła? — zapytała kiedyś Ilję.
— Przecież nie robi tego specjalnie. Ona po prostu słabo słyszy.
Olga leżała z szeroko otwartymi oczami, słuchając, jak na ekranie ktoś szlocha z powodu zdrady. Ilja odwracał się do ściany i po minucie zaczynał chrapać.
W soboty Olga lubiła gotować bardziej skomplikowane potrawy. Wyciągała przepisy z internetu, kupowała nietypowe produkty, czarowała w kuchni pół dnia. Teraz w soboty Wiera Siemionowna zajmowała kuchnię od rana.
— Będę piekła pierogi — oznajmiała. — Iljusza lubi z kapustą.
— Ja też chciałam…
— Co chciałaś? Znowu swoje eksperymenty? Iljuszy potrzebne jest normalne jedzenie. Domowe.
Kuchnia wypełniała się zapachem drożdżowego ciasta i duszonej kapusty. Olga siadała w salonie z laptopem i zamawiała sushi. Ilja jadł maminy wypiek i chwalił. O sushi milczał.
— Patelnie trzeba trzymać tak — Wiera Siemionowna przekładała naczynia w szafkach. — A garnki osobno. Co za bałagan tu mieliście.
— Mnie było wygodniej inaczej — próbowała się odezwać Olga.
— Wygodniej! — prychała teściowa. — Trzydzieści lat prowadzę dom, wiem, co jest wygodne.
Ilja wzruszał ramionami: „Jaka różnica, gdzie są patelnie?”

Różnica była. Każdego ranka Olga sięgała po kawiarkę tam, gdzie stała trzy lata, i trafiała na słoik z kaszą gryczaną.
Tego wieczoru Olga została dłużej w biurze. Koleżanka namówiła ją, żeby zajrzeć do kawiarni i wypić po kieliszku wina. Do domu wróciła około dziesiątej. W mieszkaniu było ciemno, tylko spod drzwi salonu przebijał pasek światła od telewizora. Zdjęła buty i przeszła do sypialni.
W sypialni Olga zapaliła lampkę nocną i zamarła. Jej szafka nocna zniknęła. Na jej miejscu stał stary okrągły stolik przykryty szydełkową serwetką. Na stoliku — porcelanowy piesek, świecznik w kształcie anioła i wazon ze sztucznymi różami. Na ścianie, gdzie wisiała jej ulubiona reprodukcja Moneta, teraz pysznił się gobelin z jeleniami.
Ilja spał, odwrócony do ściany. Olga usiadła na brzegu łóżka i patrzyła na porcelanowego pieska. Miał ukruszony kawałek ucha, a pęknięcie było zaklejone klejem. Anioł trzymał w dłoniach świecę, pokrytą kurzem. Róże kiedyś były czerwone, ale wyblakły do brudnoróżowego koloru.
Potem wstała i otworzyła szafę. Jej rzeczy były zsunięte do samego kąta, zwalniając miejsce na sukienki teściowej w folii.
— Ilja? — zawołała.
Mąż otworzył oczy i niechętnie odwrócił głowę.
— Gdzie jest moja szafka nocna?
— A, mama kazała przestawić — ziewnął. — Powiedziała, że tak lepiej dla feng shui. Szafkę schowaliśmy do schowka.
— Do schowka? A moje rzeczy? Były tam dokumenty, kosmetyki…
— Wszystko jest w pudełku, nie martw się. Mama ładnie poukładała. Chodź spać — odpowiedział spokojnie Ilja i obrócił się na bok. Po minucie znów zasnął.
Olga wyszła na balkon. W gardle stała jej gula. Nocne powietrze było zimne, pachniało deszczem. Na dole na podwórku świeciły latarnie, ktoś wyprowadzał psa. Małego, żywego, nie porcelanowego. Olga wyciągnęła telefon i otworzyła czat z przyjaciółką Lizą.
„Wszystko okej?” — napisała Liza niemal od razu.
„Tak. Po prostu jestem zmęczona.”
„Teściowa nadal u was?”
„Tak.”
„Współczuję.”
Olga schowała telefon. W salonie telewizor się wyłączył. Poczekała, aż ucichną kroki, i wróciła do sypialni. Położyła się, nie rozbierając się, na wierzchu kołdry. Porcelanowy piesek patrzył na nią szklanymi oczami.
Na weekend Olga pojechała do rodziców. Mama usmażyła naleśniki, tata naprawił jej stary rower, młodsza siostra przyniosła serial do oglądania. Zwyczajny dom, w którym każda rzecz ma swoje miejsce od dwudziestu lat.
— Jak tam Ilja? — zapytała mama przy kolacji.
— Normalnie.
— A Wiera Siemionowna? Nadal u was?
— Remont się przeciągnął.
Mama pokręciła głową, ale nic nie powiedziała. Tata zakaszlał w pięść. Siostra przewróciła oczami. Wszyscy wszystko rozumieli, ale nikt nie wtrącał się z radami. Za to Olga była im wdzięczna.
W niedzielę wieczorem nie chciała wracać. Stała na peronie kolejki i myślała: może jeszcze jeden dzień? Ale jutro poniedziałek — praca, zebranie o dziewiątej rano.
Drzwi mieszkania otworzył Ilja. Uśmiechał się jakoś dziwnie, winowato.
— Jak było?
— Dobrze. A co się stało?
— Nic. Po prostu mama trochę… no, zrobiła porządek.
Olga weszła do sypialni. Zatrzymała się w progu.
Pokój był nie do poznania. Ciężkie bordowe zasłony zamiast lekkich białych. Narzuta z haftem zamiast ich prostego lnianego przykrycia. Jej komoda zniknęła. Zamiast niej przy ścianie stał stary kredens ze szklanymi drzwiczkami. Za szkłem — filiżanki, kieliszki, zdjęcia w ramkach.
— Gdzie są moje rzeczy?
— W szafie — Ilja miętosił się za jej plecami. — Mama powiedziała, że komoda jest stara i tylko zbiera kurz.
— To była moja komoda. Po babci.
— No… możemy potem ją przywrócić.
— Przywrócić skąd? Z kontenera na śmieci?…
— Nie wyrzuciliśmy, zanieśliśmy do schowka. Ola, no co ty tak reagujesz? Wielka rzecz — przestawiliśmy meble.
Olga odwróciła się do niego. Ilja stał w drzwiach ich sypialni — tylko że to już nie była ich sypialnia. To był pokój Wiery Siemionowny, urządzony dokładnie pod jej gust.
— Wielka rzecz — powtórzyła Olga.
Podeszła do szafy, wyjęła torbę. Zaczęła pakować rzeczy: dżinsy, swetry, bieliznę. Ilja milczał. Potem zrobił krok bliżej.
— Co ty robisz?
— Pojadę do Lizy. Przenocuję u niej.
— Przez zasłony? Ola, to przecież śmieszne.
— Nie przez zasłony.
Zasunęła zamek w torbie, wzięła torebkę, telefon. Ilja stał pośrodku obcej sypialni i patrzył, jak zakłada buty.
— Porozmawiajmy. Mama naprawdę niedługo…
— Skoro uważasz, że w tym domu mama jest najważniejsza, to ja jestem tu zbędna!
Olga zamknęła za sobą drzwi. Zeszła po schodach, wyszła na ulicę. Deszczu nie było, ale asfalt błyszczał od wilgoci. Wezwała taksówkę.
Liza otworzyła drzwi w piżamie i z maską na twarzy.
— Co się stało?
— Mogę u ciebie pomieszkać?
— Oczywiście. Wejdź.
Mieszkanie Lizy było małe — kawalerka w starym budynku. Ale panowała tam cisza. Nikt nie włączał telewizora w nocy. Nikt nie przestawiał rzeczy. Na parapecie rosły kwiaty w doniczkach, na ścianach wisiały zdjęcia z podróży.
Olga spała na kanapie. Pierwszej nocy prawie nie zmrużyła oka — wsłuchiwała się w ciszę. Rano Liza zaparzyła kawę i postawiła na stole rogaliki.
— Opowiadaj.

Olga opowiedziała. O pudełkach, o szafce nocnej, o zasłonach. Liza słuchała i kiwała głową.
— I Ilja nic z tym nie robi?
— Mówi, że to tymczasowe. Że przesadzam.
— Nie przesadzasz. Masz prawo mieszkać we własnym domu tak, jak ci wygodnie.
W dzień Ilja dzwonił. Olga nie odbierała. Wieczorem napisał długą wiadomość — prosił, żeby wróciła, obiecywał porozmawiać z matką. Nie odpisała.
Minął tydzień. Olga chodziła do pracy, wracała do Lizy, gotowała kolację. Oglądały seriale, piły wino, rozmawiały. Napięcie, które Olga nosiła w sobie miesiącami, stopniowo puszczało. Zaczęła lepiej spać, przestała wzdrygać się na ostre dźwięki.
Ósmego dnia Ilja przyszedł pod jej biuro. Czekał przy wejściu.
— Ola… — jego głos był jakiś przytłumiony. — Możemy porozmawiać?
Słuchała w milczeniu.
Mówił chaotycznie, urywanymi zdaniami. Że zrozumiał, jaki to był błąd — milczeć, łagodzić, udawać, że nie widzi. Że widział, jak jej ciężko, ale myślał, że „samo się ułoży”. Że w domu jest teraz jakby pusto — i nie dlatego, że mama pojechała do koleżanki, tylko dlatego, że nie ma Olgi.
— Nie proszę, żebyś wróciła od razu — powiedział zmęczonym głosem. — Po prostu chcę porozmawiać. I chcę, żeby było inaczej. Żebyś wiedziała, że w domu jest dla ciebie miejsce.
Głos mu zadrżał.
Olga słuchała — i po raz pierwszy od dawna nie czuła złości. Tylko zmęczenie.
Ale jakieś ciepłe, ledwie uchwytne uczucie powoli wracało.
Tydzień później Wiera Siemionowna wróciła do swojego wyremontowanego mieszkania. Ilja sam pomagał jej przewozić pudełka i między nim a matką odbyła się rozmowa, na którą wcześniej by sobie nie pozwolił. Olga o nic nie pytała — później sam jej opowiedział, nie ukrywając, jak trudno było mu to wszystko powiedzieć na głos.
Kiedy Olga po raz pierwszy po rozłące przekroczyła próg ich mieszkania, pachniało w nim świeżym powietrzem — Ilja pootwierał wszystkie okna. W sypialni nie było ani ciężkich zasłon, ani narzuty teściowej, żadnych obcych rzeczy. Wszystko, co należało do Wiery Siemionowny, zniknęło.
— Zacznijmy od nowa — powiedział. — Tak, jak ty powiesz.
Przywieźli z powrotem komodę i szafkę nocną, poukładali rzeczy na miejsce, powiesili jasne firanki. Mieszkanie stopniowo zaczynało wyglądać tak, jakby mieszkali w nim ludzie, a nie walka o terytorium.
Kiedy skończyli, Olga cofnęła się o parę kroków i powiedziała:
— Teraz już na pewno nasze.
Ilja objął ją ramieniem.
— I tak będzie.
Wieczorem Olga usmażyła syrniki. Dokładnie te, które Wiera Siemionowna wiecznie nazywała „mokrym ciapkiem”. Ilja jadł je tak, jakby od dawna na to czekał, choć wcześniej milczał, żeby „nie denerwować mamy”.
— Dziękuję, że wróciłaś — powiedział, kiedy siedzieli w kuchni.
Olga uśmiechnęła się — spokojnie, bez napięcia.
Po raz pierwszy od dawna naprawdę poczuła, że jest u siebie w domu.