Przestań się trzymać ścian! — krzyczała teściowa, popychając mnie w stronę wyjścia. — Wyjdziesz i wszystkim będzie lżej.

Julia stała przy oknie i patrzyła na wieczorne miasto. Światła latarni odbijały się w mokrym asfalcie, ludzie spieszyli się do domów po pracy.
Trzypokojowe mieszkanie w samym centrum — marzenie każdego mieszkańca miasta. Kobieta kupiła je pięć lat temu, jeszcze zanim poznała Andrzeja. Pracowała wtedy jako menedżerka w dużej firmie, odkładała każdą złotówkę, wzięła kredyt.
Spłacała go przez osiem lat, odmawiając sobie wszystkiego. Ale teraz mieszkanie należało w pełni do niej. Dokumenty wystawione na nazwisko Julii Aleksandrowny Sokołowej, żadnych długów, żadnych obciążeń.
Wyszła za mąż rok temu. Andrzej pracował w tej samej firmie. Julia zwróciła na niego uwagę na firmowej imprezie integracyjnej.
Przystojny, spokojny, bez nałogów. Jego rodzice też byli w porządku, przynajmniej tak się na początku wydawało.
Ojciec zmarł dawno temu, matka, Galina Siergiejewna, mieszka sama w dwupokojowym mieszkaniu na obrzeżach miasta. Emerytka, sześćdziesiąt dwa lata, była księgowa.
Teściowa często przychodziła w odwiedziny. Na pewno trzy razy w tygodniu. Julia na początku nie protestowała, uważała za normalne, że kobieta chce widywać syna.
Galina Siergiejewna przynosiła ciasta, pomagała w sprzątaniu, rozmawiała o różnych drobiazgach. Wydawała się miłą starszą panią.
Ale stopniowo Julia zaczęła zauważać dziwne rzeczy. Teściowa zbyt uważnie oglądała mieszkanie.
Zaglądała do pokoi, otwierała szafy, dotykała mebli. Zadawała pytania o metraż, o układ pomieszczeń, o wysokość opłat za media.
— Jakie macie przestronne mieszkanie — zauważyła któregoś razu Galina Siergiejewna, przechodząc korytarzem. — Siedemdziesiąt metrów, prawda?
— Siedemdziesiąt pięć — doprecyzowała Julia, krojąc sałatkę w kuchni.
— Siedemdziesiąt pięć! — teściowa zagwizdała z wrażenia. — I w centrum! Wiesz, ile można dostać za takie mieszkanie?
— W jakim sensie?
— No, gdyby je wynajmować. Na przykład młodej parze. Albo przyjezdnym.
Julia zatrzymała się, nóż zawisł nad deską.
— Galino Siergiejewno, nie zamierzam wynajmować mieszkania.
— Dlaczego? — teściowa usiadła przy stole, oparła się o blat. — Julio, pomyśl. Trzypokojowe w centrum spokojnie pójdzie za pięćdziesiąt tysięcy. A może i więcej. Miesięcznie! To niezłe pieniądze.
— Mam pracę. Zarabiam dobrze.
— No tak, ale to dodatkowy dochód! — Galina Siergiejewna ożywiła się. — Wynajmiesz mieszkanie, będziesz dostawać pieniądze, a z Andrzejem moglibyście zamieszkać u mnie. Mam przecież dwa pokoje, miejsca wystarczy.
Julia powoli odłożyła nóż.
— Galino Siergiejewno, to jest moje mieszkanie. Tu mieszkam. Nie zamierzam się nigdzie przeprowadzać.
— Oj, nie przesadzaj — machnęła ręką teściowa. — Co to za problem się przeprowadzić? Za to ile pieniędzy!
— Nie — powiedziała stanowczo Julia. — To nawet nie podlega dyskusji.
Teściowa zacisnęła usta, ale zamilkła. Wieczór minął w napiętej atmosferze. Galina Siergiejewna wyszła wcześniej niż zwykle, żegnając się oschle.
Ale temat nie został zamknięty. Teściowa wracała do niego raz za razem.
— Julio, wczoraj rozmawiałam z sąsiadką, Tamarą Iwanowną — zaczynała podczas kolejnej wizyty Galina Siergiejewna. — Jej syn wynajmuje mieszkanie. Wyobrażasz sobie? Sześćdziesiąt tysięcy miesięcznie! Sześćdziesiąt!
— To dobrze dla niego — odpowiadała Julia, nie odrywając się od książki.
— Ty nie rozumiesz! To pieniądze za nic! Nic nie robisz, a one same wpływają!
— Galino Siergiejewno, ile można? Nie chcę wynajmować mieszkania.
— Ale dlaczego?! — teściowa niemal krzyczała z oburzenia. — Wytłumacz mi, dlaczego rezygnujesz z takiego dochodu?
— Bo to mój dom — Julia zamknęła książkę. — Remont robiłam dla siebie! To moja twierdza. Tu odpoczywam, tu żyję. Nie chcę wpuszczać obcych ludzi.
— Obcych ludzi! — przedrzeźniała ją Galina Siergiejewna. — Wybierzemy porządnych! Zadbanych! Nie musisz się martwić o swoje mienie!
— Nie.
— Jaka uparta — pokręciła głową teściowa. — Andrusiu, porozmawiaj z żoną. Wytłumacz jej.
Andrzej siedział na kanapie, przeglądał telefon. Podniósł wzrok.
— Mamo, to decyzja Julii. W końcu to jej mieszkanie.
— Ale jesteście małżeństwem! Powinniście decydować razem!
— Zdecydowaliśmy razem — powiedziała Julia. — Nie wynajmujemy mieszkania.
Galina Siergiejewna jeszcze kilka razy poruszała ten temat. Podawała przykłady znajomych, którzy wzbogacili się na wynajmie. Pokazywała ogłoszenia w internecie, gdzie ludzie szukali mieszkań za ogromne pieniądze.
Opowiadała historie o studentach z bogatych rodzin, gotowych płacić każdą sumę za komfortowe mieszkanie w centrum.
Julia trwała przy swoim. Kategorycznie odmawiała nawet rozmowy o możliwości wynajmu. Andrzej popierał żonę, choć milcząco. Po prostu nie sprzeciwiał się, gdy Julia odrzucała propozycje matki.
Po około dwóch miesiącach Galina Siergiejewna przyszła z nowinami.
— Dzieci, postanowiłam zrobić remont! — oznajmiła teściowa, ledwie przekraczając próg.
— Jaki remont? — zapytał Andrzej.
— Generalny! Przerobię całe mieszkanie! — oczy Galiny Siergiejewny płonęły entuzjazmem. — Tapety już wybrałam, płytki do kuchni, panele na podłogi. Znalazłam projektantkę, pokazywała mi szkice. Będzie pięknie!
— Mamo, to przecież drogie — zmarszczył brwi Andrzej.
— Drogie, ale piękne! — teściowa wyjęła telefon i zaczęła pokazywać zdjęcia. — Zobaczcie, jakie tapety! Włoskie! A płytki — hiszpańskie, jak marmur!
Julia patrzyła na zdjęcia i w myślach liczyła. Włoskie tapety, hiszpańskie płytki, projektantka. To będzie kosztować fortunę. Skąd emerytka ma takie pieniądze?
— Galino Siergiejewno, a ile to wszystko będzie kosztować? — zapytała ostrożnie Julia.
— Och, dokładnie nie liczyłam — machnęła ręką teściowa. — Trzysta–czterysta tysięcy pewnie. Może pięćset.
— Pięćset tysięcy? — Julia omal nie zakrztusiła się herbatą. — To przecież ogromne pieniądze!
— I co z tego? Chcę żyć pięknie! — Galina Siergiejewna schowała telefon. — Całe życie pracowałam dla innych, sobie odmawiałam. Teraz czas sprawić sobie przyjemność!
— Mamo, a skąd pieniądze? — zapytał Andrzej.
— Odłożyłam — odpowiedziała krótko teściowa.
Julia milczała, ale nie uwierzyła. Emerytura Galiny Siergiejewny wynosiła około dwudziestu tysięcy. Odłożyć pół miliona przy takiej emeryturze? Trzeba by latami oszczędzać, odmawiając sobie wszystkiego. A teściowa regularnie kupuje drogie kosmetyki, chodzi do salonów piękności, jeździ do sanatoriów. Skąd te pieniądze?
Wieczorem Julia zapytała Andrzeja:
— Słuchaj, czy twoja mama naprawdę ma takie pieniądze na remont?
— Nie wiem — wzruszył ramionami mąż. — Mama nigdy nie narzekała na brak pieniędzy.
— Ale pięćset tysięcy! To przecież nie drobne!
— Może wzięła kredyt. Albo pożyczyła od kogoś.
— Od kogo? Od nas nie prosiła.
— Może od koleżanek. Albo w banku coś załatwiła.
Julia zmarszczyła brwi, ale zostawiła temat. To w końcu nie jej sprawa, skąd teściowa ma pieniądze.
Remont się rozpoczął. Galina Siergiejewna regularnie zdawała relacje z postępów prac. Pokazywała zdjęcia ścian bez tapet, podłóg bez pokrycia, kuchni w budowlanym pyle. Opowiadała o robotnikach, materiałach, rozwiązaniach projektowych.
— Zobaczcie, jaki żyrandol kupiłam! — z zachwytem prezentowała teściowa kolejny nabytek. — Czeski kryształ! Kosztował dwadzieścia pięć tysięcy!
— Piękny — uprzejmie zgodziła się Julia.

— A widzieliście wannę? Akrylowa, z hydromasażem! Dałam czterdzieści tysięcy, ale warto było!
Julia słuchała i dziwiła się. Żyrandol za dwadzieścia pięć, wanna za czterdzieści, płytki, tapety, panele, meble. Suma rosła z każdym dniem. Skąd emerytka ma tyle pieniędzy?
Minął miesiąc. Remont szedł pełną parą. Galina Siergiejewna promieniała szczęściem, pokazując pośrednie efekty. Wyrównano ściany, położono drogie tapety. Podłogi pokryto panelami. W kuchni ułożono hiszpańskie płytki. W łazience zamontowano nową armaturę.
— Kiedy skończycie? — zapytał Andrzej.
— Za jakieś dwa tygodnie — odpowiedziała matka. — Zostanie tylko wstawić meble i powiesić zasłony.
I pewnego wieczoru Galina Siergiejewna pojawiła się w progu z poważną miną. Weszła, zdjęła płaszcz, usiadła przy stole. Spojrzała na syna i synową.
— Musimy porozmawiać — powiedziała teściowa.
— O czym? — zapytała czujnie Julia.
— O waszej przeprowadzce.
— Jakiej przeprowadzce? — nie zrozumiała Julia…
— Do mnie. Musicie przeprowadzić się do mnie.
Julia zamarła. Andrzej również spojrzał na matkę z niedowierzaniem.
— Mamo, co ty mówisz? — zapytał mąż.
— To, co słyszysz. Przeprowadzacie się do mnie. Dziś albo jutro zacznijcie pakować rzeczy.
— Poczekaj, nie rozumiem — Julia wstała od stołu. — Z jakiego powodu mamy się przeprowadzać?
— Bo potrzebuję waszego mieszkania — wyjaśniła spokojnie Galina Siergiejewna.
— Po co jest pani potrzebne?
— Będę je wynajmować. Studentom. Albo komu się trafi.
Zapadła cisza. Julia patrzyła na teściową, nie wierząc w to, co usłyszała.
— Pani żartuje?
— Ani trochę — Galina Siergiejewna skrzyżowała ręce na piersi. — Wzięłam kredyt na remont. Pół miliona. Trzeba spłacać, a pieniędzy nie ma. Jedyne wyjście to wynająć wasze mieszkanie. Za pięćdziesiąt tysięcy miesięcznie spokojnie pójdzie.
— Chwileczkę — Julia poczuła, jak zaczyna w niej wrzeć. — Wzięła pani kredyt na swój remont, a teraz chce pani, żebym oddała swoje mieszkanie na spłatę pani długu?
— Właśnie tak — kiwnęła głową teściowa. — Nie mam innego wyjścia. Pomożecie mi przecież?
— Galino Siergiejewno — Julia mówiła powoli, starając się nie przejść do krzyku — to jest moje mieszkanie. Kupione za moje pieniądze. Jeszcze przed ślubem z pani synem.
— No i co z tego? Teraz jesteście rodziną. Powinniście sobie pomagać.
— Pomagać to jedno. A oddać mieszkanie w obce ręce to zupełnie co innego!
— Nie w obce, tylko w najem! — teściowa podniosła głos. — Tymczasowo! Dopóki nie spłacę kredytu!
— Jak długo będzie pani spłacać ten kredyt?
— Jakieś trzy lata, pewnie.
— Trzy lata?! — Julia poczuła, jak zaczynają jej drżeć ręce. — Chce pani, żebym przez trzy lata mieszkała u pani, a moje mieszkanie było wynajmowane obcym ludziom?!
— A co w tym złego? Moje mieszkanie jest teraz piękne, po remoncie. Spodoba wam się.
— Mnie podoba się tutaj! — Julia niemal krzyczała. — To jest mój dom! Ja go kupiłam, ja tu mieszkam i nigdzie się nie wyprowadzam!
— Julciu, nie unoś się — Galina Siergiejewna wstała. — Ja już wszystko zdecydowałam. Jutro przyjadą studenci obejrzeć mieszkanie. Zamieściłam ogłoszenie.
— Jakie ogłoszenie?! — Julia zrobiła krok w stronę teściowej. — Zamieściła pani ogłoszenie o wynajmie mojego mieszkania bez mojej zgody?!
— A co miałam zrobić? Potrzebuję pieniędzy! Muszę spłacać kredyt!
— To pani problem! Nie trzeba było brać pół miliona kredytu!
— Myślałam, że zrozumiesz! — Galina Siergiejewna również podniosła głos. — Nie robiłam tego dla siebie! Dla Andrusia! Żeby miał gdzie przyjechać w gości, do pięknego mieszkania!
— Nie prosiłem — mruknął Andrzej.
— Milcz! — warknęła na syna teściowa. — Dorośli rozmawiają!
— Galino Siergiejewno — Julia zacisnęła pięści — mówię to po raz ostatni. Mojego mieszkania nikomu nie oddam. Ani studentom, ani komukolwiek innemu. To moja własność.
— Własność! — przedrzeźniała ją teściowa. — Jesteś skąpa, Julka! To ci powiem! Poskąpiłaś dla teściowej!
— Nie jestem skąpa! Po prostu nie chcę spłacać pani długów!
— Moich długów? — Galina Siergiejewna poczerwieniała ze złości. — To są rodzinne długi! Andruś jest moim synem! A ty jego żoną! Więc powinnaś pomagać!
— Pomagać — tak! Ale nie oddawać mieszkania!
— Dosyć tej gadaniny! — teściowa zrobiła krok w stronę Julii. — Jutro zaczynacie pakować rzeczy! Za trzy dni wprowadzają się lokatorzy! Wzięłam już zadatek!
— Wzięła pani zadatek? — Julia zbladła. — Za moje mieszkanie?!
— Za nasze mieszkanie! Rodzinne!
— To nie jest rodzinne mieszkanie! Jest moje! Tylko moje!
— Przestań się trzymać ścian! — wrzasnęła Galina Siergiejewna i złapała Julię za rękę, ciągnąc ją w stronę drzwi. — Wyjdziesz i wszystkim będzie lżej!
Julia wyrwała rękę.
— Proszę mnie nie dotykać!
— Mówię, wynoś się! — teściowa popchnęła synową w stronę przedpokoju. — Mam dość twoich kaprysów! Wynajmę mieszkanie, dostanę pieniądze, spłacę kredyt!
— Andrzej! — Julia odwróciła się do męża. — Ty będziesz milczał?!
Andrzej siedział na kanapie, wpatrując się w podłogę. Milczał.
— Andrzej! — powtórzyła Julia. — Powiedz coś!
Mąż powoli wstał. Poszedł do sypialni. Wrócił z torbą. Zaczął pakować rzeczy.
— Co ty robisz? — Julia nie wierzyła własnym oczom.
— Pakuję się — odpowiedział cicho Andrzej. — Skoro mama powiedziała, że mamy się przeprowadzić, to trzeba.
— Jak to trzeba?! — Julia poczuła, jak ziemia usuwa jej się spod nóg. — To jest moje mieszkanie!
— Mama ma rację — Andrzej nie patrzył na żonę. — Kredyt trzeba spłacać. A pieniędzy nie ma.
— Niech twoja mama sama myśli, jak go spłacić! To jej kredyt!
— Ale jesteśmy rodziną — mruknął mąż, wciskając koszule do torby.
— Rodziną? — Julia roześmiała się gorzko. — Jaką rodziną, Andrzej? Pakujesz się, bo mama kazała! Nie pytając mnie! Nie broniąc mnie!
— Julka, nie komplikuj — Andrzej zapiął torbę. — Przeprowadzimy się na jakiś czas, i co z tego?
— Na trzy lata! — krzyczała Julia. — Na trzy lata, Andrzej! Dopóki twoja mama nie spłaci kredytu! A moje mieszkanie będą wynajmować studenci, którzy wszystko tu zdemolują!

— Brawo, Andrusiu — skinęła z aprobatą Galina Siergiejewna. — Pakuj się. Jedziemy do mnie.
— Proszę się zatrzymać — Julia stanęła na środku pokoju. — Nikt nigdzie nie jedzie.
— Jak to nie jedzie? — teściowa zmarszczyła brwi.
— A tak. Bo to jest moje mieszkanie. I nie wyraziłam zgody na żadną przeprowadzkę.
— Julciu, nie kapryś — Galina Siergiejewna zrobiła krok do przodu. — Andrzej już się zgodził. Żona powinna mieszkać z mężem.
— Andrzej może się zgadzać, ile chce. Ale mieszkanie jest moje. I to ja tu decyduję.
— Czy ty dobrze słyszałaś? — teściowa zmrużyła oczy. — Powiedziałam, że się przeprowadzacie!
— A ja powiedziałam: nie — Julia skrzyżowała ręce na piersi. — Co więcej, skoro już tak sprawa wygląda, składam pozew o rozwód.
Cisza. Andrzej upuścił torbę. Galina Siergiejewna zastygła z otwartymi ustami.
— Co ty powiedziałaś? — zapytała teściowa.
— Powiedziałam, że składam pozew o rozwód z pani synem — powtórzyła spokojnie Julia. — Skoro nie potrafi obronić żony przed bezczelnością własnej matki, to po co mi taki mąż?
— Julka, o czym ty mówisz? — Andrzej zrobił krok w stronę żony.
— O tym, co słyszałeś. Rozwód. Po rozwodzie mieszkanie zostaje przy mnie. Kupione przed ślubem, za moje pieniądze. Nie masz do niego żadnych praw.
— Julia, nie mów głupot — Andrzej spróbował chwycić ją za rękę.
Julia odsunęła się.
— To nie głupoty. To decyzja. Wybrałeś matkę. Spakowałeś się, nawet ze mną nie rozmawiając. Zdradziłeś mnie. Po co mi mąż, który nie stoi po mojej stronie?
— Jestem po twojej stronie!
— Kłamiesz. Gdybyś był, wyrzuciłbyś teraz matkę z mieszkania, a nie pakował torbę.
— To moja mama!
— A ja jestem twoją żoną! — krzyknęła Julia. — Żoną, Andrzej! Która powinna być ważniejsza od mamy!
— Bezczelna! — wtrąciła się Galina Siergiejewna. — Jak śmiesz tak mówić!
— Bardzo łatwo — Julia odwróciła się do teściowej. — Galino Siergiejewno, wzięła pani kredyt na swój remont. To pani problem, jak go spłacić. Proszę nie wtrącać się w moje mieszkanie i moje życie.
— Nie będę się wtrącać! Andrusiu, chodź! — matka złapała syna za rękę.
— Poczekaj, mamo — Andrzej próbował się uwolnić.
— Mówię, chodź! — Galina Siergiejewna pociągnęła syna w stronę wyjścia.
— Andrzej, jeśli teraz wyjdziesz z nią, uznaj, że jesteśmy po rozwodzie — powiedziała Julia.
Mąż zatrzymał się. Spojrzał na żonę, potem na matkę. Galina Siergiejewna ciągnęła go do drzwi, Julia stała pośrodku pokoju z kamienną twarzą.
— Andrusiu, chodź! — powtórzyła Galina Siergiejewna.
Andrzej podniósł torbę. Poszedł do wyjścia.
— A więc tak — powiedziała Julia. — Dobrze. Skoro wybrałeś mamę, mieszkaj z nią. A mieszkanie jest moje. I takie pozostanie.
— Jeszcze zobaczymy! — warknęła Galina Siergiejewna. — W sądzie ci je odbierzemy!
— Proszę bardzo — uśmiechnęła się ironicznie Julia. — Tylko zatrudnijcie dobrego adwokata. Bo mieszkanie zostało kupione za moje pieniądze przed ślubem. Nie macie do niego żadnych praw.
— Andrzej w nim mieszkał!
— Mieszkał. Teraz już nie mieszka. Wynocha z mojego mieszkania. Oboje.
— Nie możesz go wyrzucić! — teściowa tupnęła nogą.
— Mogę. I właśnie to robię. To moja własność. Andrzej jest tu zameldowany, ale właścicielem jestem ja. A po rozwodzie mąż traci prawo do mieszkania.
— Julka, porozmawiajmy — spróbował Andrzej.
— Nie ma o czym — Julia otworzyła drzwi. — Wychodźcie. Natychmiast.
— Pożałujesz! — zagroziła Galina Siergiejewna.
— Już żałuję. Tego, że wyszłam za maminsynka.
Teściowa coś syknęła pod nosem, ale Julia nie słuchała. Stała przy otwartych drzwiach i czekała. Andrzej niezdecydowanie przestępował w przedpokoju.
— Andrusiu, chodź! Nie ma tu dla ciebie miejsca! — rozkazała matka.
Mąż wyszedł na klatkę schodową. Galina Siergiejewna poszła za nim. Julia zatrzasnęła drzwi i przekręciła klucz w zamku.
Oparła się plecami o drzwi. Oddychała głęboko, próbując uspokoić drżenie rąk. Za drzwiami słychać było głosy. Teściowa coś krzyczała, domagała się otwarcia. Andrzej namawiał matkę, żeby odeszła.
Julia zamknęła oczy. Łzy napłynęły do oczu, ale powstrzymała się. Nie teraz. Później się wypłacze, kiedy zostanie sama.
Głosy ucichły. Rozległy się kroki na schodach. Trzasnęły drzwi wejściowe do klatki.
Julia przeszła do pokoju. Usiadła na kanapie. Rozejrzała się. Mieszkanie wydawało się puste bez Andrzeja. Chociaż przez rok nie zdążył się tu tak naprawdę zadomowić. Zostawił niewiele rzeczy.
Telefon zawibrował. Wiadomość od Andrzeja: „Julka, wszystko omówimy. Nie podejmuj pochopnych decyzji”.
Julia usunęła wiadomość. Zablokowała numer. Potem zablokowała numer Galiny Siergiejewny.
Wstała, przeszła się po mieszkaniu. Resztę rzeczy Andrzeja spakowała do pudełka. Postawiła przy drzwiach. Jutro zawiezie je do jego matki. Albo wyrzuci. Zdecyduje później.
Usiadła przy komputerze. Otworzyła stronę porad prawnych. Znalazła dział o rozwodach. Zaczęła czytać.
Mieszkanie kupione przed ślubem za własne środki przy rozwodzie pozostaje przy nabywcy.
Mąż nie ma prawa do udziału. Zameldowanie nie jest prawem własności. Po rozwodzie były małżonek może zostać wymeldowany przez sąd.
Julia skinęła głową. Tak właśnie będzie. Jutro złoży pozew o rozwód. Wymelduje Andrzeja przez sąd. Mieszkanie zostanie przy niej.
Zamknęła laptopa. Telefon znów zawibrował. Nieznany numer. Julia odebrała.
— Halo?
— Julka, to ja, Andrzej.
— Czego chcesz?
— Spotkajmy się. Porozmawiajmy spokojnie.
— Nie ma o czym.
— Julka, zrozum, mama jest zrozpaczona. Nie ma z czego spłacać kredytu.
— To niech sprzeda swoje mieszkanie po remoncie. Akurat wystarczy na spłatę.
— Nie chce sprzedawać. Dopiero je wyremontowała.
— W takim razie niech szuka innych rozwiązań. Mojego mieszkania nie dostanie.
— Ale jesteśmy rodziną!
— Byliśmy rodziną — poprawiła Julia. — Do momentu, kiedy spakowałeś torbę na rozkaz mamy.
— Chciałem rozładować sytuację!
— Rozładowałeś. Teraz rozładuj małżeństwo. Jutro składam pozew.
— Julia!
— Żegnaj, Andrzej.
Julia rozłączyła się. Zablokowała nowy numer. Wyciszyła telefon. Położyła go na stole.
Poszła do sypialni. Położyła się do łóżka. Wpatrywała się w sufit.
Rok temu wydawało jej się, że znalazła swoją drugą połówkę. Andrzej był spokojny, odpowiedzialny. Nie awanturował się, nie pił, pracował. Idealny mąż, myślała Julia.
A okazał się maminsynkiem. Który przy pierwszym poważnym konflikcie wybrał matkę.
Spakował rzeczy i wyszedł, nawet nie próbując obronić żony.
Julia zamknęła oczy. Łzy w końcu popłynęły. Było jej przykro. Bolało. Żal ściskał gardło. Rok życia poświęcony człowiekowi, który przy pierwszej próbie siły charakteru się rozsypał.
Ale decyzja zapadła. Nie ma odwrotu. Jutro złoży pozew. Za miesiąc rozwód. Mieszkanie zostanie przy Julii. Andrzej u matki. Galina Siergiejewna będzie spłacać kredyt sama. Jakoś.
A Julia zacznie od nowa. Bez męża–ciapy. Bez manipulującej teściowej. Tylko ona i jej mieszkanie. Jej dom. Jej twierdza.
I choć teraz boli, to minie. Wszystko mija. A mieszkanie zostanie. To samo, które Julia kupiła sama. Za które oddawała ostatnie pieniądze. Które spłacała latami, odmawiając sobie wszystkiego.
Tego mieszkania nie odda nikomu. Nigdy. Ani lokatorom, ani teściowej, ani komukolwiek innemu. Bo to jej dom. I tylko jej.