Pięć miesięcy po zakończeniu chemioterapii zrobiłam mojemu mężowi, Jeffreyowi, niespodziankę i zaplanowałam weekend w górskim hotelu, w którym dwadzieścia lat wcześniej spędziliśmy miesiąc miodowy. Bardziej niż czegokolwiek innego pragnęłam znów poczuć się jak jego żona, a nie jak krucha pacjentka, którą opiekował się przez ostatni rok.

Rak całkowicie zmienił sposób, w jaki patrzyłam na samą siebie. Moje niegdyś gęste, kasztanoworude włosy miały teraz zaledwie kilka centymetrów długości. Operacja pozostawiła blizny na mojej klatce piersiowej, a leczenie zmieniło moje ciało w sposób, z którym wciąż trudno było mi się pogodzić. Choć Jeffrey był przy mnie podczas każdej wizyty, pilnował godzin przyjmowania leków i trwał u mego boku podczas najgorszych nocy, część mnie wciąż zastanawiała się, czy nadal uważa mnie za piękną.
Ostatnio zauważyłam też zmiany w nim. Jeffrey niemal bez przerwy nosił bardzo luźne koszule i zaczął przebierać się za zamkniętymi drzwiami łazienki. Byłam jednak tak pochłonięta własnymi kompleksami, że nie zastanawiałam się, dlaczego to robi.
Wieczorem przed naszym wyjazdem zapytałam go:
— Nadal uważasz, że jestem piękna?
— Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek znałem — odpowiedział.
Rozpaczliwie chciałam mu uwierzyć.
Kiedy dotarliśmy do hotelu, pokój wyglądał niemal dokładnie tak, jak go zapamiętałam. Za oknem rosły sosny, a na środku stało ogromne małżeńskie łóżko.
Jeffrey jednak znieruchomiał, gdy je zobaczył.
— Jest tylko jedno łóżko.
Zaśmiałam się nerwowo, ale on nawet się nie uśmiechnął.
Po chwili oznajmił, że zamierza wynająć drugi pokój.
— Ostatnio bardzo niespokojnie śpię — wyjaśnił. — Nie chcę ci przeszkadzać.
Cała moja radość natychmiast zniknęła.
— Nie chcesz spać obok mnie.
— Nie o to chodzi.
— Więc o co?
Powiedział tylko:
— Proszę, zaufaj mi.
Potem wziął walizkę i wyszedł.
Gdy tylko drzwi się zamknęły, wszystkie kompleksy, z którymi walczyłam od czasu chemioterapii, wróciły ze zdwojoną siłą. Może Jeffrey został przy mnie tylko dlatego, że porządni mężowie nie porzucają żon chorych na raka. A teraz, kiedy dochodziłam do siebie, być może nie musiał już dłużej udawać.

Tego wieczoru zjedliśmy razem kolację, ale Jeffrey konsekwentnie unikał rozmowy o drugim pokoju. W końcu wróciłam na górę sama i rozpłakałam się, przekonana, że nasze małżeństwo właśnie się rozpada.
O 23:30 Jeffrey zapukał do moich drzwi.
— Przepraszam — powiedział.
— Za co? Za to, że w końcu przyznałeś, że nie możesz już na mnie patrzeć?
Na jego twarzy pojawiło się kompletne niedowierzanie.
— Nie wynająłem drugiego pokoju dlatego, że cię nie pragnę.
— Więc dlaczego?
Jeffrey wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi na klucz.
— Jest coś, co ukrywam przed tobą od czasu twojej trzeciej serii chemioterapii.
Powoli zaczął rozpinać swoją obszerną koszulę.
Na jego żebrach i brzuchu widniały ciemnoczerwone pręgi i ślady przypominające siniaki.
— Jesteś ranny! — krzyknęłam.
— Nie jestem ranny.
Wyjął z walizki czarną, mocno opinającą część garderoby.
— Bielizna wyszczuplająca dla mężczyzn.
Patrzyłam na niego osłupiała.
Jeffrey w końcu przyznał, że po mojej diagnozie zupełnie przestał o siebie dbać. Prawie nie spał, przestał ćwiczyć, czasami zapominał jeść, a innym razem jadł bez przerwy, bo jedzenie pomagało mu uspokoić strach.
— Od kiedy zachorowałaś, przytyłem prawie trzydzieści kilogramów.
Nagle wszystko zaczęło mieć sens: ogromne koszule, zamknięte drzwi łazienki, jego panika na widok hotelowego pokoju.
— Kiedy powiedziałaś mi, że tutaj przyjeżdżamy, przypomniałem sobie nasze zdjęcia z miesiąca miodowego — powiedział. — Kupiłem to, bo pomyślałem, że może nie zauważysz, jak bardzo się zmieniłem.
Bielizna uciskowa była zbyt bolesna, żeby w niej spać, więc zamiast ryzykować, że zobaczę jego ciało, wynajął drugi pokój.
Nie mogłam w to uwierzyć.
— Naprawdę uważałeś, że jesteś zbyt ciężki, żeby spać obok własnej żony?

Spuścił głowę.
— Tak.
I wtedy dotarła do mnie prawda.
Oboje ukrywaliśmy się przed dokładnie tym samym lękiem.
Usiadłam obok niego i wyznałam, że przez całe miesiące nienawidziłam swojego odbicia w lustrze, przekonana, że został ze mną tylko z litości.
Jeffrey spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
— Nigdy nie mógłbym tak o tobie myśleć.
— A ty przez cały ten czas bałeś się, że to ja przestanę cię pragnąć.
Przez chwilę oboje milczeliśmy.
Potem zaczęłam śmiać się przez łzy.
— Jesteśmy idiotami.
Jeffrey również się roześmiał.
Dwadzieścia lat małżeństwa, a my wróciliśmy do hotelu, w którym spędziliśmy miesiąc miodowy, tylko po to, by ukrywać się przed sobą nawzajem, bo żadne z nas nie czuło się wystarczająco dobre.
Po raz pierwszy naprawdę zrozumiałam, że kiedy ja walczyłam z rakiem, Jeffrey również przechodził własną walkę. Był przerażony myślą, że może mnie stracić, i po cichu przestał o siebie dbać, ponieważ uważał, że jego problemy nie mają znaczenia w porównaniu z moimi.
Nigdy nie przestaliśmy się kochać.
Po prostu przestaliśmy mówić sobie o tym, czego najbardziej się baliśmy.
Jeffrey zdjął bolesną bieliznę uciskową. Delikatnie położyłam dłoń na jego brzuchu, a on dotknął miejsca na mojej klatce piersiowej pokrytego bliznami — tej części mojego ciała, której przez całe miesiące unikałam.
— Koniec z ukrywaniem — wyszeptał.
— Koniec z ukrywaniem.
Ten weekend nie sprawił, że nasze ciała znów wyglądały tak jak dwadzieścia lat wcześniej. Moje blizny nie zniknęły. Włosy nadal były krótkie. Jeffrey nie stracił nagle kilogramów, które przybrał.
Ale to nie nasze ciała wymagały naprawy.
Potrzebowaliśmy szczerości.
Młoda para ze zdjęć z naszego miesiąca miodowego nie istniała już dokładnie w takiej formie jak dawniej.
Ale pod wszystkimi zmianami wciąż byliśmy sobą.
Wciąż niedoskonali.
Wciąż małżeństwem.