Wracając wcześniej z pracy, Alla weszła do mieszkania i bardzo się zdziwiła, gdy w salonie zobaczyła młodą kobietę w jej szlafroku.

Zadzwonił telefon. Alla spojrzała na ekran i trochę się zdziwiła. Dzwoniła jej sąsiadka z klatki.
— Wybacz, że cię niepokoję. Ale nerwy mam już na skraju. Z waszego mieszkania od dobrych kilkudziesięciu minut dudni muzyka tak, że żyrandol się trzęsie.
Alla była bardzo zdziwiona, bo w mieszkaniu nie powinno nikogo być. Mąż był w pracy.
A może znowu wziął wolne i urządził sobie libację? W myślach zobaczyła bałagan w salonie i puste butelki na stole.
— Dzięki, Nasti, że dałaś znać. Już się tym zajmę. Przepraszam, że przez nas masz takie nieprzyjemności.
Alla zapisała plik z dokumentami na komputerze i ruszyła do gabinetu dyrektora.
Musiała na szybko wymyślić historię o pękniętej rurze w łazience i błagać, by puściła ją wcześniej, obiecując, że przyjdzie do pracy w sobotę.
Mark Waleryjewicz wysłuchał jej z niezadowoloną miną, ale w końcu machnął ręką.
Alla szybko wsiadła do swojej srebrnej Toyoty i pojechała do domu.
Wjechała na siódme piętro, wyjęła klucze z torebki i otworzyła drzwi.
W środku rzeczywiście grała muzyka, ale nie tak głośno, jak mówiła sąsiadka.
Dźwięki dochodziły z salonu, więc Alla powoli przeszła korytarzem.
W salonie, przy oknie wychodzącym na podwórze, stała młoda dziewczyna, około dwudziestu pięciu lat, w jedwabnym szlafroku Ally.
W rękach trzymała kieliszek musującego wina i najwyraźniej nie spodziewała się, że gospodyni domu wróci właśnie teraz.
Nikogo więcej w mieszkaniu nie było.
— Co ty tu robisz? — zapytała Alla.
Dziewczyna zastygła przy oknie jak wmurowana, zaciskając mocniej kieliszek cienkimi palcami z jaskrawym manicure.
Na jej ładnej twarzy malowało się zakłopotanie wymieszane z zagubieniem.
Po prostu stała przy oknie i patrzyła na Allę jak zaczarowana.
— Ja… powiedziano mi… tu nikogo miało nie być — wydusiła w końcu nieznajoma drżącym głosem.
— Kto powiedział?
Dziewczyna tylko pokręciła głową i odwróciła wzrok. Wyraźnie czekała na kogoś innego i zupełnie nie wiedziała, jak wybrnąć z tej żenującej sytuacji.
Alla podeszła do niej, chwyciła ją za łokieć i pociągnęła do sypialni.
— Co pani robi? Proszę mnie puścić! — zaprotestowała nieznajoma, ale opór stawiała słaby.
— Szybko zdejmuj mój szlafrok i siedź tam cicho! — krzyknęła Alla, popychając ją do środka i przekręcając klucz w zamku.
Poszła do kuchni, otworzyła szufladę zabudowy i wyjęła dużą drewnianą wałek do ciasta, po czym podeszła do okna i uważnie obejrzała podwórze.
Zaczęła wypatrywać wśród zaparkowanych samochodów sylwetki męża.
Na dole praktycznie nikogo nie było, tylko dozorca zamiatał ścieżki przy placu zabaw, a emerytki siedziały na ławce.
Z sypialni dobiegały błagalne głosy:
— Proszę mnie wypuścić!
Alla przeciągnęła jedno z krzeseł na środek salonu i usiadła na nim z miną generała przed decydującą bitwą.
Położyła wałek na kolanach i zaczęła czekać na powrót męża.
Muzyka wciąż grała, tworząc napiętą atmosferę w domu.
— Siedź cicho! Tobą zajmę się później! Teraz milcz i nie ruszaj się!
Alla siedziała tak prawie czterdzieści minut, nie spuszczając oczu z drzwi wejściowych i nasłuchując każdego dźwięku na klatce.
Za każdym razem, gdy winda zatrzymywała się na ich piętrze albo ktoś przechodził obok drzwi, napinała się i mocniej zaciskała wałek w dłoniach.
W końcu zamek wydał charakterystyczny klik, Alla szybko wstała, trzymając wałek obiema rękami.
Ale gdy drzwi się otworzyły, zobaczyła nie Borę, lecz jego młodszego brata, Wowę.

Ten przekroczył próg i znieruchomiał jak wryty, widząc rozwścieczoną Allę pośrodku salonu, gotową do boju.
— Co ty tu robisz? — zapytała Alla, nie kryjąc skrajnego zirytowania.
Wowa uśmiechnął się nerwowo i podrapał po karku.
— Alka, no dobra, przyłapałaś mnie, poddaję się. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że będziesz tu o tej porze.
— Jak śmiałeś przyprowadzić tę dziewuchę do mojego mieszkania? Przecież masz żonę i dzieci! Całkiem straciłeś wstyd?
Wowa zaczął gestykulować i usprawiedliwiać się.
— Tak wyszło, ta małolata przykleiła się do mnie po integracji i… Myślałem, że mieszkanie jest puste, nikt się nie dowie. Tylko błagam, nic nie mów Swietce! Ona mnie zabije. I tak mamy w domu awantury o pieniądze, a tu jeszcze to!
— A gdzie Boria? — zapytała Alla, nagle uświadamiając sobie, że cały czas myślała o mężu, choć on być może w ogóle nie miał z tym bałaganem nic wspólnego.
— Boria? No w pracy, oczywiście. W ogóle do niego dzwoniłaś dzisiaj?
Dopiero teraz dotarło do Ally, że wyrwała się z pracy, wściekała się na męża i nawet nie raczyła zadzwonić, żeby sprawdzić, gdzie jest.
Sytuacja stawała się coraz bardziej krępująca, a ona czuła się jak skończona głupia.
— Ty w ogóle rozumiesz, co robisz? — powiedziała Alla. — Swieta wychowuje twoje dzieci, a ty się tutaj zabawiasz!
— Ale ona nie jest taka zła, po prostu trochę lekkomyślna dziewczyna, z naszego działu marketingu — tłumaczył się Wowa. — Przysięgam, to się już nigdy nie powtórzy! Tylko nie mów mojej żonie, Aloczka, proszę?
Podeszła do drzwi sypialni, przekręciła klucz i głośno rozkazała:
— Wychodź szybko! Przedstawienie skończone!
Dziewczyna zdążyła już przebrać się w swoje ubrania i wypadła do przedpokoju, wyraźnie chcąc jak najszybciej stąd uciec.
— Proszę mnie wybaczyć — mruknęła, wkładając kurtkę. — Nie wiedziałam, że to wasze mieszkanie.
Wowa pośpiesznie chwycił ją za rękę i pociągnął do wyjścia:
— Dobra, już idziemy! Cześć! — krzyknął i szybko zatrzasnął za sobą drzwi.
Kiedy w mieszkaniu zrobiło się cicho, Alla poszła do łazienki i odkręciła zimną wodę.
Kilka razy ochlapała twarz chłodną wodą, próbując się uspokoić.
Spojrzała na swoje odbicie w lustrze i zobaczyła roztrzęsioną kobietę z potarganymi włosami, która przed chwilą urządziła cały spektakl z powodu własnych podejrzeń.
Wróciła do sypialni, wzięła szlafrok i od razu wrzuciła go do kosza na brudną bieliznę. Zapach obcych perfum wciąż unosił się w powietrzu.
Trzeba było dobrze przewietrzyć pokój i zapomnieć o tej nieprzyjemnej historii.
Alla otworzyła szeroko okno, wpuszczając świeże wrześniowe powietrze.
— Co tu robi wałek na podłodze? — usłyszała znajomy głos z salonu.
Boria stał pośrodku pokoju w roboczym kombinezonie i zdezorientowany wpatrywał się w drewniany wałek do ciasta leżący na dywanie.
Alla wyszła z sypialni.
— Goniłam nim twojego kochanego braciszka — wyjaśniła. — Wyobraź sobie, przyprowadził jakąś dziewuchę do naszego mieszkania.
— No, Wowka to już całkiem odleciał — Boria zmarszczył brwi i pokręcił głową. — Trzeba temu idiocie zabrać klucze, bo całkiem się rozzuchwalił. Burdel z mieszkania robi.
— Trzeba, trzeba — zgodziła się Alla. — Bo jak jeszcze raz coś takiego odwali, to naprawdę mu tym wałkiem przyłożę.
Boria poszedł do łazienki umyć ręce po pracy, a Alla skierowała się do kuchni, zawiązała worek na śmieci i wyszła z mieszkania, kierując się do zsypu.
Gdy wyrzuciła worek, niespodziewanie wpadła na sąsiadkę Nastię, która właśnie wracała do domu z ciężkimi torbami w obu rękach.
— No i co, wszystko się wyjaśniło? — zapytała Nastia, stawiając torby na podłodze. — Muzyka wreszcie ucichła. Już myślałam, że do wieczora będę tego dudnienia słuchać.
— Tak, wszystko w porządku — odpowiedziała Alla, starając się mówić jak najnaturalniej. — Po prostu mąż zapomniał wyłączyć telewizora, jak rano spieszył się do pracy.
— Zdarza się.
Nastia wyciągnęła klucz z kieszeni i wsunęła go do zamka, po czym nagle odwróciła się do Ally:
— A przy okazji — co twój Boria robił pół godziny temu przy sąsiedniej klatce razem z bratem?
Alla zesztywniała.
— Co? Jesteś pewna, że ich widziałaś?…
— No tak, poszłam do sklepu i zobaczyłam twojego męża przy trzeciej klatce. Stał tam z Wową i o czymś bardzo nerwowo rozmawiali, machali rękami — było widać, że się o coś kłócą. Pomyślałam wtedy, że może pokłócili się o pieniądze.
W tej chwili cała układanka złożyła się Alli w jedną całość.
Boria, najwyraźniej, poszedł do apteki, zostawiając dziewczynę w ich mieszkaniu, a gdy wracał, zobaczył samochód Ally i natychmiast zrozumiał, że nie może wejść do góry.

Wtedy zadzwonił do brata i poprosił, żeby wziął winę na siebie.
Alla pożegnała się z sąsiadką i szybko ruszyła do swojego mieszkania. Pchnęła drzwi z taką siłą, że te z hukiem odbiły się od ściany w przedpokoju.
Boria właśnie wychodził z łazienki, wycierając ręce frotowym ręcznikiem, i zaskoczony aż podskoczył.
— Dlaczego tak trzaskasz drzwiami? — zapytał, próbując udawać niewinne zdziwienie. — Zwariowałaś?
— Czyli byłeś dziś w pracy? — zapytała Alla, podchodząc do męża blisko i patrząc mu prosto w oczy. — Cały dzień w warsztacie samochodowym naprawiałeś auta?
— No oczywiście, a gdzie niby miałbym być w godzinach pracy? — odpowiedział Boria, ale jego głos zabrzmiał mało przekonująco.
Twarz Bori natychmiast się zmieniła, rumieniec zniknął z policzków i zrozumiał, że jego sprytny plan spektakularnie upadł.
Alla stała przed nim z tak groźnym wyrazem twarzy, że było jasne — czeka ich długa i bardzo nieprzyjemna rozmowa.
Tymczasem Nastia weszła do swojego dwupokojowego mieszkania i postawiła ciężkie torby z zakupami na podłodze obok wieszaka z kurtkami.
Trzeba było rozpakować zakupy i schować mrożonki do zamrażarki, zanim zdążą się roztopić.
Przeszła do kuchni, napełniła czajnik filtrowaną wodą i postawiła go na kuchence.
Potem zaczęła wykładać produkty.
Nagle z sąsiedniego mieszkania dobiegł rozdzierający męski krzyk.
— Alla, ty chyba całkiem oszalałaś?! Puść mnie!
Nastia pokręciła głową i westchnęła.
— No i rodzinka. Co tydzień jakieś awantury.
Wyjęła z kredensu swoją ulubioną kubkę w kwiatki, zaparzyła mocną czarną herbatę i usiadła przy kuchennym stole.
Czajnik nadal wypuszczał parę, tworząc przytulną domową atmosferę, która ostro kontrastowała z wrzaskami dobiegającymi z mieszkania obok.
Po kilku minutach Nastia usłyszała, jak na podwórko wjechał samochód z wyjącą syreną.
Podeszła do okna i zobaczyła białą karetkę z czerwonymi krzyżami na bokach i migającymi niebieskimi światłami na dachu.
Ratownicy w białych kitlach szybko wyładowali nosze i ruszyli w kierunku klatki.
Chwilę później na podwórko wjechał radiowóz z jaskrawymi napisami, również migający kolorowymi sygnałami świetlnymi.
Wysiadło z niego dwóch funkcjonariuszy w mundurach i także skierowali się w stronę ich klatki.
Nastia wyjęła z miseczki na stole ciastko, ugryzła kawałek i popiła gorącą herbatą.
Za oknem rozgrywały się jakieś dramatyczne wydarzenia, ale ona zdążyła się już przyzwyczaić do podobnych historii w ich bloku.
— Pewnie znowu sąsiedzi z pierwszego piętra się pobili — pomyślała. — Oni tak mają co weekend, kiedy mąż wraca z ryb.