Każdego wieczoru przed snem bogaty mąż zmuszał swoją żonę, by zakładała specjalnie przygotowane, czyste ubrania, a następnie kąpała się w wannie wypełnionej mieszanką pięciu śmiertelnie niebezpiecznych trucizn. Był przekonany, że tylko w ten sposób będzie mogła urodzić mu syna. Jednak w dniu porodu, gdy lekarz po raz pierwszy wziął noworodka na ręce, przeraził się tym, co zobaczył.

Jeszcze zanim podczas nocy poślubnej podzielił z młodą żoną małżeńskie łoże, miliarder postawił jej warunek, od którego krew zastygła jej w żyłach.
— W ciągu roku masz urodzić mi syna. Wyłącznie syna, nikogo innego. I doskonale wiem, jak to osiągnąć.
Początkowo młoda kobieta sądziła, że żartuje, lecz na jego twarzy nie pojawił się nawet cień uśmiechu. Przed ślubem wydawał się troskliwy, spokojny i hojny.
Nigdy nie podnosił głosu i zawsze odzywał się łagodnie. Jednak tuż po zawarciu małżeństwa zachowywał się tak, jakby zrzucił maskę i pokazał zupełnie inne oblicze.
Zapytała cicho:
— A co, jeśli urodzi się dziewczynka?
Spojrzał jej prosto w oczy, a jego twarz pozostała lodowato obojętna.
— Wtedy stracisz wszystko. Mnie również.
Nie było już odwrotu. Zamieszkała w jego ogromnej rezydencji, z dala od rodziców i przyjaciół. Mąż zatrzymał wszystkie jej dokumenty, a służba wykonywała wyłącznie jego polecenia.
Następnego wieczoru zaprowadził ją do przestronnej łazienki. Na brzegu nieskazitelnie białej wanny stał ciemny pojemnik wypełniony niemal czarną cieczą.
— Od dziś każdego wieczoru przed snem będziesz zakładać wyłącznie czyste ubrania, a potem kąpać się w tym roztworze. Zawiera pięć najniebezpieczniejszych trucizn na świecie.
— Jeśli wszystko zostanie wykonane prawidłowo, nic ci się nie stanie. Substancje pomogą ci natomiast urodzić syna. Wszyscy moi znajomi robili dokładnie to samo. To stuprocentowa gwarancja.
— To niemożliwe… — wyszeptała przerażona kobieta.
— Nie sprzeczaj się ze mną — przerwał jej. — Masz po prostu robić to, co ci każę.
Każdy wieczór wyglądał tak samo. Zakładała świeżą piżamę w jasnym kolorze, wchodziła do pustej łazienki i czekała, aż mąż przyniesie plastikowy pojemnik wypełniony mętnym, niemal czarnym płynem.

Powoli wlewał go do wody, a następnie z ledwie widocznym uśmiechem obserwował, jak żona ostrożnie zanurza się w wannie.
Zapach był tak intensywny, że kręciło jej się w głowie. Czasami łzawiły jej oczy. Innym razem miała problemy z oddychaniem. Mąż jednak jedynie spokojnie zerkał na zegarek.
— Jeszcze dziesięć minut. Nie wychodź wcześniej.
Siedziała bez słowa, obejmując kolana, podczas gdy on stał tuż obok i ani na chwilę nie odrywał od niej wzroku, jakby przeprowadzał jakiś dziwaczny eksperyment.
Trwało to miesiącami.
Po sześciu miesiącach młoda kobieta zaszła w ciążę.
Jej mąż nie posiadał się z radości.
— Widzisz? Mówiłem, że to działa.
Przez całe dziewięć miesięcy ciąży zmuszał ją do kontynuowania osobliwych rytuałów. Twierdził, że jeśli przestanie, dziecko może nie urodzić się takie, jak powinno.
W końcu nadszedł dzień porodu.
Mąż nerwowo chodził tam i z powrotem po korytarzu prywatnej kliniki, wciąż powtarzając to samo zdanie:
— Najważniejsze, żeby to był chłopiec.
Kilka godzin później lekarz wyszedł z sali porodowej, trzymając noworodka w ramionach. Zrobił zaledwie kilka kroków, po czym nagle stanął i pobladł.
Kiedy rozpoczął się poród, mąż nie potrafił usiedzieć w miejscu. Był przekonany, że wszystkie jego osobliwe rytuały przyniosły oczekiwany rezultat, i już wyobrażał sobie, jak trzyma w ramionach długo wyczekiwanego dziedzica.
Kilka godzin później lekarz wyszedł z sali porodowej, niosąc dziecko. Wyglądał na zdezorientowanego i przez kilka sekund milczał, jakby nie wiedział, od czego zacząć.
— Kto jest ojcem dziecka? — zapytał w końcu.
— Ja — odpowiedział pewnie miliarder, robiąc krok naprzód.
Lekarz powoli przeniósł na niego wzrok.
— Mam bardzo złe wieści.
Ostrożnie rozwinął kocyk.
To rzeczywiście był chłopiec. Jednak jego prawa ręka była poważnie niedorozwinięta, palce lewej dłoni były zrośnięte, a twarz mocno zdeformowana. Dziecko z trudem oddychało i prawie się nie poruszało.

Kobieta wybuchnęła płaczem.
— Dlaczego?… Dlaczego do tego doszło?
Lekarz ciężko westchnął.
— W czasie ciąży płód był narażony na działanie wyjątkowo toksycznych substancji.
— Takie skutki mogą wystąpić po długotrwałym kontakcie z niebezpiecznymi truciznami lub chemikaliami. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby uratować dziecko, ale wielu zmian nie da się już cofnąć.
Kobieta powoli odwróciła się w stronę męża.
— Czy to… przez te twoje kąpiele?
Miliarder milczał.
Lekarz spojrzał najpierw na niego, potem na nią, wyraźnie zaskoczony.
— Jakie kąpiele?
Płacząc, kobieta opowiedziała, że każdego wieczoru mąż zmuszał ją do spędzania wielu godzin w wodzie zawierającej pięć niebezpiecznych trucizn. Wmawiał jej, że w ten sposób zagwarantuje narodziny syna.
Wyraz twarzy lekarza zmienił się natychmiast.
— Czy zdaje sobie pani sprawę, że nie jest to żaden starożytny środek ani tradycyjna praktyka? To poważne zatruwanie organizmu. Najprawdopodobniej właśnie ono doprowadziło do ciężkich wad wrodzonych u pani dziecka.
W szpitalnej sali zapadła głęboka cisza.
Po raz pierwszy mąż nie był w stanie wydobyć z siebie ani jednego słowa.
Kilka dni później śledczy wszczęli oficjalne dochodzenie.
Podczas przeszukania rezydencji znaleziono kilka pojemników wypełnionych toksycznymi substancjami, a także notesy, w których mężczyzna przez lata gromadził pseudonaukowe porady mające rzekomo „zagwarantować” poczęcie syna.
Zamiast wymarzonego dziedzica stanął przed zarzutami karnymi, stracił swoją firmę i resztę życia spędził ze świadomością, że obsesja na punkcie posiadania idealnego syna zniszczyła życie jedynego dziecka, jakie kiedykolwiek miał.